

Od ponad roku na rynku nie cichną spekulacje na temat terminu podwyżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. Lecz serwowane przez Fed zerowe stopy procentowe tak zdemoralizowały rząd federalny, że powrót do finansowej normalności doprowadziłby do niewypłacalności USA.
W ciągu ostatnich 15 lat dług Stanów Zjednoczonych zwiększył się trzykrotnie, osiągając wartość 17,6 bilionów dolarów (bilion to tysiąc miliardów, czyli milion milionów). Tylko od początku pierwszej kadencji Baracka Obamy zadłużenie USA zwiększyło się o blisko siedem bilionów dolarów.
Rosnącym długom rządu federalnego nieprzypadkowo towarzyszyła skrajnie ekspansywna polityka monetarna Rezerwy Federalnej – czyli amerykańskiego banku centralnego. W grudniu 2008 roku Fed sprowadził krótkoterminową stopę procentową praktycznie do zera i zdaniem analityków nie odważy się jej podnieść wcześniej niż w drugiej połowie 2015 roku. Oprócz tego Fed przeprowadził trzy rundy „ilościowego poluzowania” (ang. quantitative easing - QE) monetarnego, w ramach których kupił obligacje (hipoteczne i skarbowe) za 3,5 biliona USD, faktycznie monetyzując dług publiczny.
Dług publiczny Stanów Zjednoczonych. Dane w miliardach dolarów
Dług publiczny pogrąży USA
Przy długu publicznym przewyższającym wartość PKB i przy bardzo niskim oprocentowaniu obligacji (rentowność papierów 10-letnich to zaledwie 2,5%) Stany Zjednoczone w 2014 roku przeznaczą na odsetki 233 mld dolarów, czyli zaledwie 6,4% ogółu wydatków federalnych (3,65 bln USD).

Pytanie za bilion dolarów brzmi: co się stanie, gdy stopy procentowe w USA wrócą do „normalnych” poziomów (czyli 4-5%) przy długu publicznym rosnącym w tempie 0,5-1,0 bln USD rocznie? Taką prognozę wykonało Kongresowe Biuro Budżetowe, według którego w roku 2024 koszt obsługi długu publicznego będzie kosztował podatników 880 mld USD. To cztery razy więcej niż obecnie.
Krok dalej poszli republikańscy senatorowie, którzy sporządzili interesujące zestawienie prognozowanych kosztów obsługi długu z bieżącymi wydatkami rządu. Okazało się, że same odsetki pochłoną 50 obecnych budżetów NASA, 105 budżetów FBI albo równowartość 15-letnich nakładów na edukację. 880 mld USD to także więcej niż obecnie USA wydają na armię (820 mld USD).
Oczywiście, zestawienie przyszłych kosztów z bieżącymi wydatkami powinno zostać uzupełnione o zmianę wartości pieniądza w czasie. Bo w perspektywie 10 lat nawet oficjalnie raportowana (czytaj: zaniżona) inflacja CPI obniży siłę nabywczą dolara przynajmniej o 20%. Ale to wciąż za mało, aby zbilansować przyszły budżet bez drakońskich podwyżek podatków.
Politycznie akceptowalne rozwiązania są dwa (a właściwie jedno). Fed nie będzie mógł znormalizować polityki pieniężnej w perspektywie następnej dekady, aby nie doprowadzić do niewypłacalności państwa. Dlatego ewentualne podwyżki stóp będą zapewne słabsze i bardziej opóźnione niż by tego oczekiwał rynek. Po drugie, Fed będzie zmuszony do „wyprodukowania” wyższej inflacji, aby obniżyć realną wartość amerykańskiego zadłużenia.
Na dłuższą metę to bardzo zła wiadomość dla dolara, który w perspektywie nadchodzącej dekady straci znaczącą część swojej obecnej siły nabywczej. Wydaje się jednak, że kluczowe decyzje zapadły już w 2008 roku: dolar zostanie poświęcony na ołtarzu superinflacji, aby przez jakiś czas utrzymać banki zbyt duże-aby-upaść, hojny system socjalny oraz militarnej hegemonii USA.
Krzysztof Kolany





























































