Jedyna Polka w największym banku Kataru: To zupełnie inny świat [Tam mieszkam]

Malwina Wrotniak2015-09-22 06:00redaktor naczelna Bankier.pl
publikacja
2015-09-22 06:00

Takiego standardu w Polsce nigdy nie widziałam – mówi o arabskich luksusowych usługach private banking jedyna Polka pracująca w największym banku na Bliskim Wschodzie. Przeinwestowane placówki, mało popularne jeszcze zjawisko cięcia kosztów i typowy dla tej części świata dress code to tylko niektóre znaki rozpoznawcze tutejszej bankowości. Nie każdy jednak będzie miał szansę znaleźć tu zatrudnienie, a większość zmęczy się po pięciu latach.

– Robiłam wcześniej wstępne rozeznanie i wiedziałam, że kobiecie-Europejce generalnie jest trudniej dostać pracę w sektorze finansowym niż mężczyźnie. (…) Tutaj każdy pracownik musi mieć swojego sponsora. Sponsorem mężczyzny jest jego pracodawca, a sponsorem kobiety jest jej mąż. Nie wszystkie instytucje zgadzają się na zatrudnienie kobiet, które zgodnie z wewnętrzną polityką nie są sponsorowane przez firmy, ponieważ kobiety nie potrzebują chociażby pozwolenia na wyjazd z kraju, w związku z czym są pracownikami podwyższonego ryzyka – opowiada w najnowszej rozmowie z cyklu #TamMieszkam Aneta Stefanowicz-Borysławska, Polka mieszkająca w Doha i pracująca największym banku w Katarze i na całym Bliskim Wschodzie.

Jak mówi, w Katarze pracuje się krócej i spokojniej niż w Europie, a wielu pracujących w Doha Europejczyków dopiero tutaj osiąga tzw. work-life balance. Jednocześnie wielu z nich ostrzega, że po pięciu latach przychodzi przesyt życiem w arabskim kraju. Wówczas trzeba coś zmienić.

West Bay - najbardziej nowoczesna część miasta Doha. Główna dzielnica biznesowa z siedzibami wielu ministerstw, firm, hotelami. To najbardziej popularna dzielnica do zamieszkania przez ekspatow. Jednocześnie najmniej arabska z całej Dohy. / fot. fot. Aneta Stefanowicz-Borysławska /

Malwina Wrotniak-Chałada, Bankier.pl: „Ogromne zapotrzebowane na siłę roboczą wynika z faktu, że Katarczycy nie zajmują się tego typu rzeczami. Ich pozycja to najczęściej dyrektor generalny, prezes, menadżer. Katarczycy pracują naprawdę mało, pełnią funkcję w zasadzie reprezentacyjną” – tłumaczyła mi pięć lat temu jedna z Polek mieszkających w Doha. Dziś to nadal prawda i powód, dla którego wciąż tylu obcokrajowców ściąga do Kataru?

Aneta Stefanowicz-Borysławska: Częściowo potwierdzam, ale częściowo nie. Wiele się tu zmieniło, sam Katar rozwija się niesamowicie szybko - potwierdzają to zresztą ogólnodostępne dane na temat tego kraju. Katar, zgodnie z narodową wizją rozwoju do 2030 roku, inwestuje bardzo duże środki w tzw. kataryzację, czyli zwiększenie udziału Katarczyków wśród zatrudnionych pracowników w sektorze publicznym i prywatnym. Firmy katarskie, a ja w takiej pracuję, mają zatrudniać nie mniej niż określony procent Katarczyków w danym zespole, dywizji, pionie.

Samych Katarczyków jednak w Katarze brakuje. W związku z tym tak duże zapotrzebowanie na obcokrajowców.

To prawda - Katarczycy są mniejszością w swoim kraju - stanowią 200-300 tysięcy z obecnie przebywających tu 2,3 mln ludzi. Do tego na pewno nie wykonują prac podstawowych, takich jak kierowca czy pracownik fizyczny – w odróżnieniu od na przykład Omanu, gdzie podstawowe prace są wykonywane również przez Omańczyków. Katarczycy wykonują przede wszystkim prace umysłowe, pracują jako „białe kołnierzyki”.

Aneta Stefanowicz-Borysławska, Polka w Katarze / fot. archiwum prywatne

Pracuję z Katarczykami, którzy spędzili w tej samej firmie już ponad 20 lat, czyli właściwie całe swoje życie zawodowe i byli kształceni w zupełnie innym systemie, przez co mają odmienną mentalność od europejskiej czy zachodniej. Ale miałam również przyjemność rekrutować do zespołu zarówno Katarczyków, jak i Katarki, którzy skończyli studia w ubiegłych latach i kształcili się zagranicą. Dzisiaj wielu młodych Katarczyków wyjeżdża zdobywać edukację do Stanów Zjednoczonych i Europy, gdzie otwierają się na trochę inną rzeczywistość, przez co ich system myślenia jest już inny niż osób, które były wychowywane w modelu bardzo tradycyjnym. Młodzi Katarczycy to często osoby, które chcą uczyć się i rozwijać. Wśród tych z dłuższym stażem oczywiście też są osoby doświadczone, od których można się dużo nauczyć.

Należy Pani do wąskiej grupy obcokrajowców, która ma do czynienia z Katarczykami na co dzień. Jak do tego doszło?

Znalazłam się tu jako żona mojego męża, który dostał propozycję bardzo ciekawej pracy w Doha. To nie była jego pierwsza praca za granicą, już wcześniej pracował w regionie GCC [Gulf Cooperation Council, Rada Krajów Zatoki Perskiej – red.]. Wiedział więc mniej więcej, czego może spodziewać się po Katarze (chociaż później i tak pojawiło się wiele niespodzianek). Oferta pracy była bardzo dobra, dlatego po przemyśleniu wszystkich za i przeciw stwierdziliśmy, że na pewien czas zostawiamy nasze życie w Polsce i przyjeżdżamy tutaj.

Do końca nie byłam pewna, czy będę mogła w Katarze realizować się zawodowo. Robiłam wcześniej wstępne rozeznanie i wiedziałam, że kobiecie-Europejce generalnie jest trudniej dostać pracę w sektorze finansowym niż mężczyźnie. Różne są tego powody, jednym z nich jest obowiązujący w Katarze system kafala. Polega na tym, że każdy pracownik musi mieć swojego sponsora. Sponsorem mężczyzny jest jego pracodawca, a sponsorem kobiety jest jej mąż. Nie wszystkie firmy zgadzają się na zatrudnienie kobiet, które zgodnie z wewnętrzną polityką nie są sponsorowane przez firmy, ponieważ kobiety nie potrzebują chociażby pozwolenia na wyjazd z kraju, w związku z czym są pracownikami podwyższonego ryzyka. Mogą też zmieniać pracodawców, kiedy chcą, podczas gdy mężczyźni, żeby zmienić pracę, muszą dostać oficjalny dokument [tzw. NOC, No Objection Certificate – red.], od swojego sponsora, który nie wyraża sprzeciwu na pracę u konkurencji. Zmiana pracodawców zdarza się tutaj jednak niezwykle rzadko. Po zakończeniu kontraktu, zdecydowana większość pracowników po prostu wyjeżdża z Kataru.

Nie mogła Pani od samego początku towarzyszyć mężowi?

Nie, mąż musi tutaj przyjechać pierwszy, otrzymać wizę rodzinną i dopiero wtedy może sprowadzać żonę i dzieci, pod warunkiem, że jego zarobki przekraczają określony poziom.

Skąd więc oferta pracy w Doha?

Mój mąż poznał działającą w Katarze Polonię. Nie jest ona zbyt duża - około 500 osób - ale bardzo zintegrowana i pomagająca sobie wzajemnie. Zadziałała siła networkingu - jeden z kolegów wspomniał, że w jego banku poszukuje się pracownika o podobnym profilu zawodowym do mojego. Wysłałam więc CV, w ciągu trzech dni otrzymałam zaproszenie na rozmowę i tak to się potoczyło.

"Katar, zgodnie z narodową wizją rozwoju do 2030 roku, inwestuje bardzo duże środki w tzw. kataryzację, czyli zwiększenie udziału Katarczyków wśród zatrudnionych pracowników w sektorze publicznym i prywatnym." / EastNews

Dolatywała Pani na tę rozmowę kwalifikacyjną z Polski?

Pierwsza rozmowa odbyła się przez telefon. Kolejna była osobistym spotkaniem z przyszłymi przełożonymi, ale nie musiałam przylatywać na nią z Polski, ponieważ w tym czasie przebywałam już w Katarze. Natomiast standardem w rekrutacji jest tutaj zapraszanie kandydata na rozmowę osobistą i opłacenie jego kosztów przelotu, po pomyślnym przejściu pierwszego, telefonicznego etapu rekrutacji.

Sama rekrutacja do katarskiego banku jest w jakikolwiek sposób "egzotyczna"?

Sama rekrutacja – do momentu przedstawienia mi oferty - przebiegała w sposób dość podobny jak w Europie. Trudności zaczęły się wtedy, kiedy podpisałam otrzymaną ofertę pracy. Pojawiło się bardzo dużo biurokracji, zaświadczeń i pieczątek, które trzeba zdobyć w przeróżnych urzędach. Mimo że za poradą męża wcześniej w Polsce uzyskałam atestację dyplomu studiów z ambasady, z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Ministerstwa Spraw Zagranicznych, zaświadczenie o niekaralności i cały zestaw standardowych przy pracy za granicą dokumentów, okazało się, że muszę przez wszystkie te procesy przechodzić jeszcze raz – w tutejszym Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, zdobywać kolejne zaświadczenie o niekaralności, tłumaczyć dyplom na język arabski, przechodzić badania lekarskie, do tego: pobieranie krwi, odcisków wszystkich dziesięciu palców i odcisku wnętrza dłoni.

Cała procedura była bardzo żmudna i trwała długo – w jednym urzędzie dowiadywałam się, że muszę jechać do kolejnego, w tym kolejnym – że wracać do pierwszego. Wszystkie te procedury musiałam przejść samodzielnie ponieważ bank, do którego byłam rekrutowana zatrudnia bardzo niewiele kobiet obcokrajowców, a w moim pionie wręcz nie było dotąd takiego przypadku, ponieważ pracują tam tylko Katarki. Podsumowując, trwało to bardzo długo, ale szczęśliwie zakończyło się uzyskaniem pozwolenia na pracę i jak dotąd jestem jedyną Polką, która pracuje w tym banku.

Miała Pani lata doświadczenia z pracy w polskiej bankowości. Mimo to warunki w Qatar National Bank zaskoczyły?

To zupełnie inny świat niż ten, w którym byłam zatrudniona wcześniej. Zarówno pod względem odmienności kulturowej, stylu pracy, jak również przede wszystkim ze względu na to, że pracuję w banku, który jest największy w Katarze i na całym Bliskim Wschodzie. Największy praktycznie pod każdym względem – kapitalizacji, wielkości aktywów, akcji kredytowej, depozytów, zysku netto. Dla przykładu właśnie zysk netto za ubiegły rok wyniósł 1,5 mld dolarów, co jest równe znacznej części zysków całego sektora bankowego w Polsce [zysk netto całego polskiego sektora bankowego w 2014 roku wyniósł 16,2 mld zł, czyli ok. 4,3 mld dolarów – red.].

Bankomaty w Doha - design dopasowany do dzielnicy, w której się znajdują / fot. fot. Aneta Stefanowicz /

Zaskoczył mnie wygląd oddziałów oraz ogromne znaczenie tego kanału kontaktu z klientem, pomimo wysoce rozwiniętych kanałów elektronicznych. Jest to uwarunkowane kulturowo i wynika z dużej wagi kontaktów osobistych w budowaniu relacji w tej części świata. Mam wrażenie, że placówki banków są tutaj przeinwestowane - pod względem technologii czy stosowanych materiałów i gadżetów, (np. kawę  i herbatę podaje się w pozłacanych filiżankach przez zatrudnionych wyłącznie w tym celu pracowników w każdej z placówek). Poziom nakładów patrząc na jakość materiałów jest bardzo wysoki, ale wynika to z tego, że klienci katarscy oczekują takiego sposobu traktowania. A oddział bankowości prywatnej to już kompletne zaskoczenie arabskim luksusem - takiego standardu w Polsce nigdy nie widziałam.

Warunki pracy w banku - lidera tej skali były dla mnie na początku dosyć dużym szokiem kulturowym. Zjawisko cięcia kosztów nie jest tutaj jednym z priorytetów, przy czym w Polsce jest to raczej chleb powszedni. Jego właścicielem w połowie jest Państwo Katar, więc prawie wszystkie największe projekty, które tu się toczą, są finansowane właśnie przez ten bank. 90% zysków przynoszą klienci korporacyjni, czyli działające tu wielkie przedsiębiorstwa. Klienci detaliczni to tylko 4% udziału w całym zysku netto

Redukcja kosztów nieznana, a targety sprzedażowe?

Są, choć powiedziałabym, że nie aż tak wyśrubowane w porównaniu do tego, z czym mamy do czynienia w Polsce.

Jaki dress code obowiązuje w katarskim banku? Czytaj dalej »

Jaką rolę znaleziono tam dla bankowca z Polski?

Pracuję w Pionie Strategii. Jest to chyba jedno z ciekawszych miejsc z punktu widzenia rozwoju zawodowego, ponieważ mam przyjemność współpracować z osobami pochodzącymi z najróżniejszych krajów świata i kultur, z ogromnym doświadczeniem w bankowości i consultingu zdobywanym u największych liderów branży. Są to osoby otwarte, chętnie dzielące się swoim doświadczeniem, od których można wiele się nauczyć. Przyjechali tu w większości na kilka lat - moi znajomi ekspaci mówią, że najczęściej po 5 latach życia w Doha następuje moment przesytu lokalną arabską kulturą i chce się coś zmienić.

Katara Cultural Village / EastNews

Połowa zespołu to Katarczycy, którym obcokrajowcy przekazują wiedzę – to ci ludzie, którzy teoretycznie w przyszłości mają nas zastąpić. Liczbowo z perspektywy całego kraju nie ma jednak na to szans, ponieważ – jak mówiłyśmy – Katarczyków jest za mało, aby zrealizować ambitny cel 50% kataryzacji w sektorze prywatnym.

Qatar National Bank to bank przede wszystkim dla nich. Co i komu oferuje?

Żeby zostać klientem masowym w tym lub innych bankach, które starają się z nim konkurować, trzeba mieć zarobki na poziomie 6-8 tys. QAR [1 QAR = ok. 1 PLN] miesięcznie. W Polsce przy zarobkach 7,5-8 tys. PLN to klient affluent. Liczbowo mamy takich klientów masowych bardzo wielu, ale ich udział w zysku to wspomniane mniej niż 5%. Istnieje tu również segment klientów affluent, czyli tzw. zamożnych z zarobkami na poziomie co najmniej 30-35 tys. QAR. Klienci private banking to już w 99% Katarczycy, głównie szejkowie - tutaj bariera wejścia to już miliony.

Klientami, oprócz Katarczyków, są również obcokrajowcy. W tym celu bank podpisuje umowy z lokalnymi firmami. Posiadanie konta osobistego w jednym z działających tu banków, to konieczność kiedy przyjeżdża się do Kataru (z wyjątkiem pracowników fizycznych, których ze względu na zbyt niskie zarobki konta otworzyć nie mogą – zazwyczaj otrzymują swoje wynagrodzenie gotówką lub w postaci czeku). Kiedy pracownik rozpoczyna pracę u swojego nowego pracodawcy, już pierwszego dnia pojawia się u niego przedstawiciel bankowy z pakietem dokumentów do wypełnienia w celu otwarcia konta. Często też placówki banków mieszczą się w nowoczesnych biurowcach, w których swoje siedziby mają katarskie firmy zatrudniające obcokrajowców, aby w pełni zoptymalizować proces otwierania konta i później obsługi klienta.

Ogromnym zdziwieniem był dla mnie brak opłat do konta – za wydanie i ubezpieczenie karty, wypłatę środków w innym bankomacie, za przelew, wypłatę gotówki w oddziale banku.

Doha - firmowy parking / fot. fot. Aneta Stefanowicz /

Jeśli chodzi o ofertę kredytową, to pod względem palety produktów jest ona analogiczna jak w Polsce. Natomiast oprocentowanie jest bardzo niskie. Całkowity koszt kredytu, na przykład gotówkowego, jest na poziomie 4-5%. W przypadku kredytu samochodowego są nawet oferty po 3%. Kredyty hipoteczne – to też ciekawa historia, ponieważ obcokrajowcy w Katarze nie mogą kupować nieruchomości, za wyjątkiem wybranych dzielnic - przy czym nie jest to zakup, a dzierżawa na 99 lat. Prawa do tego mieszkania można później przekazywać swoim dzieciom czy wnukom. Szczerze mówiąc, spotykam się z bardzo różnymi ludźmi, ale nie znam osób, które kupiłyby tutaj mieszkanie na tej zasadzie.

Co, oprócz skali banku, ceni sobie Pani najbardziej w tej pracy?

Ponieważ Katar pod różnymi względami nie jest aż tak rozwinięty jak kraje europejskie i, tak jak mówiłam, nie ma tutaj jeszcze wnikliwej analizy kosztów, dostaje się bardzo dużo swobody w realizowaniu projektów i swoich pomysłów. Pracuję w zespole, który zajmuje się usprawnianiem procesów – a ponieważ sporo jest do usprawniania, mogę dotykać spraw i procesów dużych, które w świecie zachodnim są już poukładane.

Myślę, że z punktu widzenia pracownika mniejsza niż w Europie jest tu też konkurencja. Łatwiej jest tutaj być dobrym, wyróżnić się i odnieść sukces.

W Katarze pracuje się też krócej, spokojniej i dopiero tutaj osiągnęłam tzw. work-life balance.

Krócej, czyli jak długo?

7 godzin 15 minut to standardowy dzienny wymiar pracy przy stałym etacie w mojej firmie. Dzień pracy rozpoczyna się wcześnie, o 7:15 trzeba już być przy biurku (w sektorze paliwowym często godzina 6.00 rano to początek dnia pracy). Natomiast o 14:30 kończę pracę, o godzinie 15:00 jestem w domu, więc de facto mam pół dnia dla siebie. W trakcie ramadanu, przez cały miesiąc, pracuje się zaledwie 5,5 godziny, bez względu na to, czy jest się muzułmaninem, czy wyznawcą innej religii.  

Wspomniała Pani, że koleżanki z pracy to głównie Katarki. Szybko zaakceptowały kobietę-obcokrajowca?

Na początku było trudno, ponieważ Katarczycy są dosyć hermetycznym społeczeństwem i niekoniecznie są chętni do bliższego zaprzyjaźniania się z obcokrajowcami. Miałam wrażenie, że jestem w ogóle niezauważana i że jedyne osoby, z którymi mogę rozmawiać w biurze, to są koledzy. Z racji nieznajomości lokalnej kultury popełniłam też kilka błędów.

Ale mamy tutaj wspaniałych sąsiadów – małżeństwo z Polski, którzy są na Bliskim Wschodzie już ponad 25 lat. Podzieliłam się z nimi swoimi zmartwieniami i dali mi kilka rad jak można się do koleżanek z pracy zbliżyć. Można to zrobić np. poprzez rozmowy o dzieciach, o rodzinie, obdarowywanie prezentami. Do tego najlepiej mieć jakąś supertorebkę albo inny supergadżet, ponieważ Katarki zwracają na to uwagę i może to być punkt zaczepienia czy powód do dyskusji. 

Zadziałało?

Od razu chciałabym zaznaczyć, że nie miałam gadżetu, ale udało się bez niego. (śmiech) Bardzo pomogła mi nauka słów i zwrotów po arabsku. Okazało się, że jednym z większych błędów, jaki popełniłam, związany był z trybem pracy. Zawsze pracowałam dosyć szybko i intensywnie i tutaj chciałam zastosować takie same standardy. Natomiast w Katarze panuje kultura inshallah – a zatem coś można zrobić jutro, pojutrze, a jeśli się nie wydarzy, to nic się nie stanie.

/ fot. Amos Chapple / Rex Features / EastNews

Metodą małych kroków i dużego wysiłku udało się - i to do tego stopnia, że po kilku miesiącach pobytu w Katarze byłam zapraszana na śluby, wieczory panieńskie, wspólne wyjścia na hennę – otrzymanie takiego zaproszenia zdarza się tutaj rzadko. Na pierwszy ślub, na który zostałam zaproszona, przybyło około 400 Katarek i ja jedyna z innego kraju - tutaj ślub nie jest wydarzeniem wspólnym i odbywa się osobno dla mężczyzn i dla kobiet, w dwóch zupełnie różnych miejscach, częściach miasta, czasami nawet w inne dni.

Teraz są to koleżanki, z którymi mam bardzo dobre relacje i spotykam się nawet po pracy, co też jest tutaj ewenementem, ponieważ Katarczycy wyraźnie oddzielają życie osobiste od pracy. Cieszę się, że mogłam poznać ten inny, egzotyczny a jednocześnie bardzo ciekawy świat.

Wykształcone i aktywne zawodowo kobiety w Katarze to dziś norma?

Kobiety w Katarze są generalnie lepiej wykształcone niż mężczyźni. Dwa lata temu opublikowano tu statystyki, z których wynikało, że na każde 6 studiujących kobiet przypada tylko 1 studiujący mężczyzna. Pęd do edukacji jest zatem bardzo duży, ponieważ często oznacza to dla tych kobiet niezależność czy raczej pewnego rodzaju wolność umysłową, intelektualną.

Oczywiście Katarki, które znam, są różne, ale niektóre naprawdę zaskakują swoimi kreatywnymi pomysłami i stylem pracy – to w szczególności te, które kształciły się na zagranicznych uczelniach albo w filiach uczelni amerykańskich w Katarze (teoretycznie są to studia na poziomie zbliżonym jak te macierzyste w Stanach). Są osoby, które mówią biegle po angielsku jak native speakers, i tylko czarna abaja lub biały thoub (w przypadku mężczyzn) świadczy o tym, że są to Katarczycy.

Swoją drogą – obowiązuje Panią dress code?

Tak. Ten ubiór jest inny niż byłby w Europie, włącznie z tym, że dozwolone są tylko dwa kolory (granatowy i biały) – w zgodzie z identyfikacją wizualną banku. Kiedy zaczynałam tu pracę, uszyto mi garnitury, koszule, apaszki – tak, aby była pewność, że spełniam standardy. Ubrania powinny zakrywać kolana i ręce oraz być niezbyt obcisłe. Określone jest nawet to, jaki można mieć makijaż, a w przypadku mężczyzn – kształt brody. Do tego określony kolor butów.

W jaki sposób Katarczycy traktowali Europejkę w zespole?

Na samym początku musiałam sporo pracować na swoją markę osobistą, wiarygodność i udowadniać, że jestem dla mężczyzn Katarczyków równym partnerem do rozmów (w szczególności tych z wyższych szczebli struktury organizacyjnej). Zajęło to trochę czasu, ale od momentu, kiedy zespół poczuł, że mogę wnieść wartość dodaną, teraz wygląda to zupełnie inaczej. To poczucie dystansu na początku wynikało również z faktu, że kultura jest tutaj dość mocno zmaskulinizowana.

Na tamtym początkowym etapie bardzo dużo się nauczyłam, ale też zadawałam bardzo dużo pytań - dlaczego coś wygląda tak, a nie inaczej. Jeśli popełniłam jakąś gafę, to też prosiłam o wytłumaczenie na czym polegał mój błąd.

Jakie to były błędy?

Jak się okazało, dużą różnicą pomiędzy pracą w Polsce a w Katarze jest to, że w Polsce od razu przechodzi się podczas umówionych spotkań do rzeczy. Tutaj nie – tutaj dużo czasu zabiera tzw. rozbiegówka. Wypada najpierw zapytać o zdrowie, o rodzinę, dzieci, o wakacje – nie można od razu przechodzić do sedna, jest to wręcz niemile widziane. Przedtem trzeba napić się kawy, herbaty, ktoś musi poczęstować czekoladką i dopiero wtedy można powoli rozmawiać o przedmiocie spotkania. W ten sposób przebiega większość służbowych spotkań.

Druga sprawa – kultura e-maila nie jest tak ważna jak kultura kontaktu osobistego z drugim człowiekiem. Byłam przyzwyczajona do tego, że większość spraw da się załatwić „na maila” – wystarczy jedno konkretne pytanie w treści i następny e-mail. Tutaj nie – na odpowiedź czeka się dość długo, trzeba zadzwonić, zobaczyć się i porozmawiać osobiście. Na początku dziwiło mnie, że w banku jest wiele osób, które przechadzają się po biurze, z każdym rozmawiają, uśmiechają się, w niedzielę (tutaj pracuje się od niedzieli do czwartku) zawsze pojawiają się pytania o to jak minął weekend, jak mają się dzieci itd. Potrzeba więc też zainwestować sporo czasu, żeby zrozumieć swoich współpracowników i poznać ich, wiedzieć którzy są w związkach małżeńskich, którzy mają dzieci, czym się interesują.

Wszystko w Katarze toczy się zdecydowanie wolniej i nie ma pośpiechu – i to był dla mnie na początku szok kulturowy, wymagający dostosowania się do tego innego tempa i kultury pracy.

Rozmawiała Malwina Wrotniak-Chałada, Bankier.pl

Materiał jest częścią projektu „Tam mieszkam”

Materiał jest częścią projektu "Tam mieszkam" / Bankier.pl


Źródło:
Malwina Wrotniak
Malwina Wrotniak
redaktor naczelna Bankier.pl

Redaktor naczelna portalu Bankier.pl. Z firmą związana od 2008 roku, od 2014 r. jako zastępca redaktora naczelnego i szef działu "Twoje finanse/Biznes". W przeszłości dziennikarz specjalizujący się w tematyce ubezpieczeń, doceniona Nagrodą Polskiej Izby Ubezpieczeń dla Środowiska Dziennikarskiego. Autorka emigracyjnych projektów "Tam mieszkam" i "Zawróceni", uhonorowana Nagrodą im. Macieja Płażyńskiego dla dziennikarzy i mediów służących Polonii. W 2016 r. wydała książkę "Tam mieszkam. Życie Polaków za granicą". Absolwentka studiów doktoranckich na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu.

Tematy
Używane w niskich ratach? Bezpieczne na wakacje. Znajdź swoje wymarzone auto>>

Używane w niskich ratach? Bezpieczne na wakacje. Znajdź swoje wymarzone auto>>

Advertisement

Komentarze (70)

dodaj komentarz
~Loj
Ale tam w takich upalach musi im walic z d py
(usunięty)
(wiadomość usunięta przez moderatora)
~Agata
Bankier znowu odgrzewa stare kotlety. Czy nie ma juz nowych tematow, tylko powtarzanie starych artykulow ??
~vfr
wszystko dobrze, tylko gdyby nie posiadane surowce, głównie gaz, to pewnie byłaby bieda z nędzą ... jak skończą się pieniądze z surowców, to pewnie skończą się te wszystkie luksusy ... taka prawda ...
~julek
wszystko toczy się wolniej - a budują 10x szybciej niż w Polsce. Ot, kobieta obserwator życia arabskiego. Nie zauważyła cholera
~Emigrant
Czas skończyć z partiokracją i przebudować w Polsce cały system polityczno-urzędniczo-pseudoEkonomiczno-społeczny!!!
Korwin - wolny rynek
Kukiz - wolny rynek, demokracja
Zandberg - socjalista, marksista
Szydło - hasła socjalistyczne, mam nadzieję, że tylko przy "kiełbasie" wyborczej
Piechociński
Czas skończyć z partiokracją i przebudować w Polsce cały system polityczno-urzędniczo-pseudoEkonomiczno-społeczny!!!
Korwin - wolny rynek
Kukiz - wolny rynek, demokracja
Zandberg - socjalista, marksista
Szydło - hasła socjalistyczne, mam nadzieję, że tylko przy "kiełbasie" wyborczej
Piechociński - komunista, socjalista, oni z każdym, obiecają wszystko, byle zostać przy korycie
Nowacka - lewicowa protegowana Urbana, Kiszczaka, Millera, Palikota..., Wolność, która zniewala - "sex, drugs and R&R!", dla większości obywateli sprawy pięcio i dzisięcioplanowe
Kopacz - "I co ja robię tu, uu, co Ty tutaj robisz..."
kurcze, tak podliczam liderów partii ..., 6, 7,... AAA!
Jeszcze przecież socjalista Pietru ... ;-)

Polacy masowo emigrują i nie chcą wracać, "zielona wyspa"?
http://www.bankier.pl/wiadomosc/Blisko-8-biedakow-w-UE-stanowia-Polacy-7282578.html
http://www.bankier.pl/wiadomosc/Polacy-na-emigracji-szansa-czy-zagrozenie-dla-kraju-7282789.html
http: //www.bankier.pl/wiadomosc/Emigracja-Polakow-zbliza-sie-do-rekordu-3205470.html
http://www.bankier.pl/wiadomosc/Zapowiada-sie-emigracyjny-rekord-3330233.html
http://www.bankier.pl/wiadomosc/Prawie-polowa-mlodych-chce-emigrowac-3379539.html
http://www.bankier.pl/forum/temat_polacymasowouciekaja-na-zachodeuropyzblizamy-sie-do-rekordowej-emigracji,15579937.html
http://www.bankier.pl/wiadomosc/Polak-ma-mniej-aktywow-niz-Bulgar-3418873.html
~asd
korekta: Kukiz to anarchista
~takitam
Nikt z nich ropą nie szcza więc Kataru nie będzie.
~katarczyk
ja tylko patrze czy fajna dupa ..
~Dżejms
Czy przeoczyłem czy może zabrakło w tych wyznaniach sprawy fundamentalnej - mają tam lichwę czy nie? Zarabiają na procencie od kapitału czy tylko od zysku. Uważam że to bardzo ważna kwestia.

Powiązane: Tam mieszkam

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki