Czarny biznes od września będzie wliczany do PKB. Zadanie to nastręcza wielu kłopotów. W pogoni za poprawą wskaźników gospodarczych naukowcy stają przed niezwykle trudnym zadaniem i to nie tylko z punktu widzenia statystyki, ale także etyki. Bo jak można wliczać do PKB dochody z prostytucji nieletnich?
Od 1 września 2014 roku zmienia się metodologia obliczania PKB w Unii Europejskiej. Nowy system ESA2010 zastąpi ESA95. Ekonomiści i analitycy przekonują, że jest to konieczność z uwagi m.in. na rozwój gospodarki elektronicznej, czyli sposobu wliczania do wskaźnika PKB wartości niematerialnych. Jednak oprócz tego zasadniczą zmianą będzie wliczanie do Produktu Krajowego Brutto dochodów z tzw. czarnej strefy, czyli przemytu, prostytucji i handlu narkotykami. Zadanie gromadzenia danych i ich analizy powierzono oddziałowi GUS-u w Kielcach.
Z szacunków GUS-u wynika, że statystycznie zwiększy to nasze PKB od 1% do 2% - obecnie najwiarygodniejsze dane mówią o 1,17% PKB, czyli ok. 16,8 mld zł. Jednak są to szacunki GUS-u dla 2010 roku, czyli mocno zdezaktualizowane.
Niehumanitarny wskaźnik
Kłopot polega na tym, że nawet ostrożne szacunki wymagają przyjęcia dosyć trudnych do zaakceptowania definicji. GUS zwraca uwagę na to, że w ramach ogólnie przyjętej definicji prostytucji mieści także prostytucja osób nieletnich, która z punktu widzenia prawa jest bardzo poważnym przestępstwem, ale już z perspektywy wskaźnika PKB jest to "zwyczajna" realizacja umowy z klientem. To prowadzi nas prosto do ujmowania w PKB dochodów z pedofilii. I tutaj mamy problem nie tylko etyczny, ale również ekonomiczny. Zgodnie z ESA2010 i konstrukcją wskaźnika PKB taka działalność zwiększa dochód narodowy. Jednak słusznie pojawią głosy sprzeciwu tych ekonomistów, analityków i innych ekspertów, którzy twierdzą, że taka działalność prędzej PKB obniża, niż go zwiększa.

Z resztą to samo zastrzeżenie dotyczy wszystkich nielegalnych czynności, które mają być wliczane do PKB m.in. dochodu z produkcji, handlu i przemytu narkotyków oraz papierosów. Argumenty najprościej znaleźć dla tej ostatniej grupy towarów, bo z praktyki wynika, że papierosy pochodzące z przemytu wprost wpływają na pogorszenie kondycji legalnych producentów oraz zmniejszają dochody do budżetu państwa z tytułu akcyzy. Po raz kolejny okazuje się, że statystyka to broń obosieczna.
Ile pracuje prostytutka?
Na potrzeby nowej metodologii GUS stanął przed trudnym zadaniem prawidłowego zdefiniowania i ujęcia w odpowiednie kategorie działalności uznawanej za nielegalną. Jest to kłopotliwe nie tylko z powodów etycznych, ale także z powodu tzw. podwójnych szacunków i półproduktów. Odnośnie do pierwszego chodzi o wyłączenie ze statystyk tych danych, które zbierane przez różne agencje "nachodzą na siebie" lub mogą dotyczyć spożycia pośredniego lub bezpośredniego. Kłopotliwe jest np. właściwe określenie rezydencji prostytutek (np. prostytutki z innych krajów to w zasadzie "towar importowany"). Problem "półproduktów" to np. precyzyjne ujęcie w statystyce produkcji i wykorzystania sprzętu, który sam w sobie nie jest nielegalny, ale może być do takiej działalności wykorzystywany (lampy oświetlające uprawę marihuany).
Interesujące jest to, jak szacuje się np. pracę prostytutek. Te pracujące w agencjach w teorii rocznie przepracowują ok. 150 dni. Statystycy nie byli tak łaskawi dla kobiet pracujących na ulicy (GUS dodatkowo wyjaśnia, że chodzi o panie pracujące przy drogach), dla których przyjęto, że mają aż 300 dni roboczych w roku. Innymi słowy to jedna z najbardziej zapracowanych grup zawodowych w Polsce i nikogo nie powinno dziwić, gdy zaczną w Sejmie domagać się swoich praw.
PKB, czyli Publiczne Kłamstwo Budżetowe
Kwestie metodologiczne mają kluczowe znaczenie w obliczaniu i interpretacji wskaźników ekonomicznych. PKB od dawna jest uznawane za indeks niedoskonały - przy czym jest to bardzo dyplomatyczne określenie. Ekonomiści nie mogą ignorować faktu istnienia szarej strefy, która już jako "półlegalna" działalność jest trudna do zaakceptowania, ponieważ zalicza się do niej np. nielegalne zatrudnienie. Z różnych szacunków wynika, że stanowi ona od 12% do 25% polskiego PKB (dla porównania w Grecji może to być nawet 30% PKB).
Niemniej nie jest ona tak szkodliwa dla prawidłowej oceny rzeczywistości gospodarczej jak "czarna strefa". Dewastacja życia setek tysięcy ludzi nie może być wartością dodaną, nawet jeżeli nie można ukryć faktu, że część społeczeństwa odnosi z tego tytułu korzyści. Jednakże idąc tym tropem, niebawem do PKB oficjalnie będziemy wliczać korzyści z tytułu np. wojen grabieżczych. W takim wypadku Rosja powinna dodać sobie 4,3 mld dolarów za zajęcie Krymu. PKB jest wskaźnikiem pomocniczym i użytecznym, bo pozwala na porównywanie pewnych wartości w czasie i przestrzeni. Jednak chyba już najwyższy czas na opracowanie nowego indeksu.
Łukasz Piechowiak
Główny ekonomista Bankier.pl
Źródło: GUS Wiadomości Statystyczne, Warszawa marzec 2014






















































