Kiedy na początku października 2008 roku zaczęło się publicznie mówić o możliwym bankructwie Islandii, aktywa tamtejszych banków przekraczały dziesięciokrotnie (tutaj szacunki nie są zgodne) Produkt Krajowy Brutto kraju, który wynosił wtedy około 9,5 miliardów euro. Czołowe banki islandzkie prowadziły swoją działalność na dużą skalę zagranicą. Wszak wyspiarskie państewko jest zamieszkane jedynie przez 300 tysięcy obywateli, a apetyt banków jest nieograniczony.
Amerykański konsumpcjonizm na dalekiej północy
Poza przerośniętym systemem bankowym problemami Islandii stały się także zadłużenie obywateli w walutach obcych oraz wysoka wartość importu. A przede wszystkim inne państwa, których obywatele korzystali z usług islandzkich banków: Wielka Brytania i Holandia. Zanim przejdziemy do głębszej analizy, odpowiedzmy sobie na jedno zasadnicze pytanie: dlaczego te państwa są dla Islandii tak ważne? Odpowiedź jest bardzo prosta. Otóż są one głównymi odbiorcami krajowego eksportu (łącznie 45,2%), którego wartość w okresie od stycznia do listopada 2009 roku wyniosła 432,5 mld koron islandzkich.
Na narastające problemy rząd Islandii, z premierem Geirem Haardem na czele, musiał (pojęcie względne) zareagować przejęciem i dofinansowaniem największych banków, które z kolei zablokowały konta swoim klientom z Wielkiej Brytanii w celu zapobiegnięcia runowi na bank. Wtedy rozpoczęły się niesnaski między dwoma państwami. Szybko znalazły się państwa i instytucje, które zdecydowały się pomóc upadającej Islandii. Poza MFW i krajami skandynawskimi znalazła się wśród nich także Polska, która przeznaczyła na ten cel 200 milionów dolarów w ramach 12-letniej pożyczki (wypłacie każdej z 3 transz towarzyszyć ma emisja obligacji Skarbu Państwa).
Na rewanż ze strony Wielkiej Brytanii Islandczycy nie musieli długo czekać. Rząd brytyjski w swoim kraju zamroził aktywa islandzkich instytucji finansowych, co stało się główną przyczyną upadku banku Kaupthing. Jako przyczynę tej decyzji podano uniwersalne wytłumaczenie: działania mające przeciwdziałać terroryzmowi. Każde z tych dwóch państw myślało o ochronie własnych obywateli, jednak działania Wielkiej Brytanii wydają się co najmniej radykalne.
Banki źle dobrały klientów
Ostatnimi czasy coraz głośniejsza staje się kwestia zwrotu oszczędności złożonych w islandzkim banku Icesave przez Brytyjczyków i Holendrów. Icesave to internetowe ramię Landesbanki, od jego upadku datuje się kryzys finansowy i gospodarczy na Islandii. Jeszcze w listopadzie nowa premier kraju, Johanna Sigurdardottir, stwierdziła, że ustalenie zwrotu środków zagranicznym klientom banków nie jest prawnie wiążące. Ostatecznie jednak politycy islandzcy doszli do wniosku, że utrzymywanie takiego stanowiska uniemożliwi im wstąpienie do Unii Europejskiej, do czego kraj usilnie dąży. Ponadto może zostać wstrzymana kolejna transza środków z MFW, nie wspominając już o upadku eksportu.
Z jednej strony wydaje się, że rząd (czyt. obywatele) nie powinien spłacać zobowiązań prywatnych instytucji finansowych, zwłaszcza tych wobec klientów z innych państw. Islandia to mały kraj z niewielką liczbą mieszkańców, którzy z pewnością boleśnie odczują taką decyzję rządu. Trudno zatem dziwić się, że domagają się oni referendum w tej sprawie. Trzeba jednak spojrzeć na to również z drugiej strony. Islandczycy żyli przez długi czas na kredyt, do kraju napływały inwestycje zagraniczne, po nastaniu kryzysu państwo otrzymało pomoc od krajów skandynawskich i MFW (tylko MFW przeznaczył na ten cel 2,1 mld dolarów, w sumie Islandia otrzymała 4,6 mld dolarów). Teraz nadeszła pora, aby ponieść konsekwencje.
Wykres 1. Poziom głównej nominalnej stopy procentowej banku centralnego Islandii w okresie od 21. czerwca 2007 do 7. stycznia 2010. Źródło: www.sedlabanki.is
Stopy procentowe poszły w ruch
Wróćmy jednak do rzeczy bardziej przyziemnych – liczb. W trzecim kwartale PKB Islandii spadło o 7,2% r/r, z czego same wydatki konsumpcyjne zmniejszyły się o 13% r/r. Gospodarka kraju znajduje się w najgorszym stanie od czasu uzyskania niepodległości. Bank centralny próbuje ratować system poprzez obniżki nominalnych stóp procentowych (Wykres 1. ). W ciągu roku główna stopa została zredukowana z 18% do 10%. Dalsze zmniejszenie kosztu pieniądza blokuje MFW, który oczekuje od Islandii restrukturyzacji systemu finansowego. A wiadomo przecież, od kogo kraj uzyskał pożyczkę i kto może wstrzymać kolejną jej transzę…
Wykres 2. Kurs euro w stosunku do korony islandzkiej w okresie od 1. stycznia 2005 do 7. stycznia 2010. Źródło: www.sedlabanki.is
Islandia w potrzasku
Pewne jest, że problem, który wydawał się początkowo dotyczyć przede wszystkim gospodarki, stał się jednym z bardziej intrygujących w świecie polityki. Islandia znajduje się między młotem a kowadłem. Jeśli zwróci środki zagranicznym deponentom, obciąży w niewyobrażalny wręcz sposób swoich obywateli. W innym przypadku działania MFW i państw będących głównymi odbiorcami islandzkiego eksportu mogą dodatkowo pogorszyć i tak już wyjątkowo zły stan gospodarki.
Wykres 3. Zmienność kursu euro w stosunku do korony islandzkiej od 1. stycznia 2005 do 7. stycznia 2010. Źródło: www.sedlabanki.is
Nie wiadomo, jak zachowa się Wielka Brytania. Jednak po incydencie z prawem terrorystycznym można spodziewać się jeszcze bardziej radykalnych poczynań. Z tonu wypowiedzi wynika, że rząd brytyjski traktuje Islandię nie jako pełnoprawnego partnera, lecz raczej zamorską kolonię, pozostałość po czasach imperializmu. Referendum w sprawie Icesave ma zostać przeprowadzone najpóźniej do 6. marca. Do tego czasu sytuacja najprawdopodobniej się uspokoi. Jednak niezależnie od decyzji obywateli, kraj czekają ciężkie czasy, zwłaszcza jeśli odsuną się od niego najważniejsi partnerzy handlowi.
Tomasz Woźniak
Bankier.pl































































