W poniedziałek po południu rentowność polskich 10-letnich obligacji skarbowych rośnie o 16 pb., najmocniej od ponad 2 lat. Premier Morawiecki szacuje, że koszt przedstawionych w sobotę propozycji wyborczych PiS sięgnie 30-40 mld zł w skali roku.


Rentowność obligacji dziesięcioletnich wzrosła dziś o 16,3 pb., do 2,917 proc. Jest to największa bezwzględna jednodniowa zwyżka od 30 grudnia 2016 r. Podobnych ruchów nie widać na papierach czeskich, węgierskich czy tureckich. Rosnąca rentowność obligacji jest efektem spadku ich ceny.
Warto przy tym zauważyć, że polskie papiery oddają część zysków wypracowanych pod koniec ubiegłego roku oraz w ostatnim miesiącu. Po tym rajdzie "dziesięciolatki" były najdroższe (a rentowności najniższe) od sierpnia 2016 r.
Przeceny polskich obligacji rządowych nie sposób nie łączyć z ogłoszonymi w sobotę propozycjami wyborczymi Prawa i Sprawiedliwości. Prezes Kaczyński i premier Morawiecki ogłosili szereg rozwiązań, m.in. wprowadzenie świadczenia 500+ dla pierwszego dziecka czy "trzynastą emeryturę", które już w tym roku powiększą dziurę w finansach publicznych o ok. 20 mld zł, a w kolejnym - o 30 do 40 mld zł.
Zobacz także
Będzie się to naturalnie wiązało ze zwiększeniem potrzeb pożyczkowych Skarbu Państwa. Wzrost dochodów budżetowych nie zdoła bowiem pokryć wyższych wydatków i rząd będzie musiał zwiększyć emisję obligacji w celu pozyskania środków z rynku. Wśród głównych nabywców papierów znajdą się prawdopodobnie działające nad Wisłą banki, w których Polacy trzymają oszczędności. Wzrost rentowności obligacji znajdujących się w obrocie przekłada się co do zasady na wzrost rentowności papierów nowo emitowanych - państwo będzie musiało więcej płacić za pożyczenie pieniędzy na rynku.
"Dzisiejszy ruch na obligacjach to wynik sobotniej konwencji i obietnic politycznych, jakie na niej padły. Za granicą papiery skarbowe zachowują się natomiast relatywnie stabilnie. Gdy opadną emocje związane z polityką wówczas wzrosty wyhamują, a żeby znalazły ewentualną kontynuację musiałby pojawić się także jakiś impuls zewnętrzny" - powiedział PAP Biznes Arkadiusz Urbański, analityk rynku długu Banku Pekao. "Poziomy rentowności, które mogliśmy obserwować ostatnio, były bardzo niskie, co dodatkowo stwarzało przestrzeń do wzrostów. Myślę, że przeciągu najbliższych dni rynek się nieco uspokoi i dochodowość na długim końcu powinna zakotwiczyć w przedziale 2,80 - 2,90 proc." - dodał.
Reakcji na wyborcze obietnice PiS nie widać za to na GPW, gdzie główne indeksy zyskują raptem po kilkadziesiąt setnych procent, ani na rynku walutowym - złoty nieznacznie traci do euro, franka i funta.
MKa





























































