Inflacja zakończyła 2018 r. z mocnym akcentem. Mocnym nie w sensie wysokości, a wręcz przeciwnie – w sensie braku jakiejkolwiek wrażliwości na mocny popyt i wysokie wynagrodzenia. A ponieważ jednocześnie pojawiły się dane o niskiej inflacji w strefie euro, jest okazja, by pokazać współzależność obu.


W grudniu inflacja w Polsce wyniosła zaledwie 1,1 proc., wobec 1,3 proc. w listopadzie. Tak wynika ze wstępnych szacunków GUS-u, podanych w piątek. Inflacja była zatem najniższa od grudnia 2016 r. Symptomatyczne jest, że wyraźnie spadła również inflacja w strefie euro, osiągając 1,6 proc., czyli poziom znacznie niższy od oczekiwań rynkowych. Pisałem parę tygodni temu, że inflacja w strefie będzie spadała ze względu na spadek cen paliw, nie powinno to być dla czytelników tego newslettera specjalnym zaskoczeniem. Choć tempo tego spadku jest mocniejsze od prognoz.
Nieprzypadkowo zestawiam ze sobą inflację w Polsce i strefie euro. Jesteśmy małą gospodarką otwartą i kluczowym czynnikiem wpływającym na ceny w Polsce są… ceny za granicą. W Polsce zastanawiamy się, kiedy wysoki wzrost płac zacznie przekładać się na przyspieszenie cen. Warto jednak dostrzec, że w ostatnich latach dynamika polskich płac, podobnie jak dynamika PKB i innych ważnych zmiennych makroekonomicznych, była znacznie słabiej skorelowana z polską inflacją niż inflacja w strefie euro. Innymi słowy, ceny w Polsce są pod większym wpływem warunków globalnych niż warunków lokalnych. Pokazuję to na wykresie poniżej.
Oczywiście każde dziecko wie, że korelacja nie oznacza zależności przyczynowej. To nie jest przecież tak, że polski fryzjer obserwuje ceny fryzjerów w Berlinie i Paryżu i dostosowuje w ten sposób ceny. Ale ceny wielu dóbr już zależą od trendów globalnych. Żywność, paliwa, elektronika, odzież, samochody – producenci tych dóbr muszą dostosowywać swoją politykę cenową do zjawisk międzynarodowych. Ten międzynarodowy komponent w polskiej inflacji jest całkiem istotny.
Strefa euro jest w mizernej kondycji gospodarczej i nie prędko doświadczy wyraźnego wzrostu inflacji. Tym bardziej, że ma bank centralny, który normalną 2-4 procentową inflację traktuje jako zagrożenie. Nie ma powodu zatem sądzić, że inflacja w Polsce może znacząco wzrosnąć. W tym roku będzie zapewne wyższa niż w zeszłym, ale pomijając zmiany cen regulowanych, których nie podejmuję się tu opisywać, nie będzie to zupełnie nowy trend cenowy.

Chcesz codziennie takie informacje na swoją skrzynkę? Zapisz się na newsletter SpotData.
Chcesz samodzielnie analizować dane ekonomiczne? Platforma SpotData to darmowy dostęp do ponad 40 tysięcy danych z polskiej i światowej gospodarki, które można analizować, przetwarzać i pobierać w formie wykresów i tabel do Excela. Sprawdź na: https://spotdata.pl/ogolna.


























































