REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Inflacja drenuje portfele i dobre samopoczucie konsumentów

Bogusław Półtorak2008-07-16 06:29
publikacja
2008-07-16 06:29
Podawane oficjalnie wskaźniki inflacji, czyli przeciętnego wzrostu cen dóbr i usług konsumpcyjnych istotnie rozmijają się z odczuciami konsumentów. Wyjaśnienie tego zjawiska ma dwa oblicza – metodologiczne i życiowe. W czasach rosnącej inflacji pojawiają się pytania, co tak naprawdę ona obrazuje. Manipulowanie wskaźnikiem inflacji poprzez zmiany koszyka dóbr sugerują wszyscy uczestnicy rynku, czy jednak w ogóle CPI może być obiektywne?

Z jednej strony obliczany wskaźnik inflacji jest jedynie średnią ważoną zmiany cen dla ustalonego koszyka dóbr. Oznacza to, że urząd statystyczny określa przeciętną strukturę naszych wydatków. W krajach szybko rozwijających się, w których struktura konsumpcji istotnie się zmienia, oznaczać to może problemy z określenie rzeczywistego poziomu inflacji. Niestety nie można zastosować w Polsce takich samych koszyków dóbr, jak w krajach bogatych. Te kraje po prostu mają jeszcze mniejszy udział wydatków bytowych. Licząc ich miarą mielibyśmy do czynienia z dezinflacją, czy wręcz z deflacją.

W praktyce prawidłowością jest obecnie spadek średniego udziału wydatków na żywność, energię i inne koszty bytowe w koszyku dóbr. W związku z tym spektakularne wzrosty cen np. żywności wbrew pozorom nie wpływają na równie wysoki wzrost inflacji. Subiektywnie jednak konsumenci odczuwają je najbardziej. Wynika to po prostu z efektu psychologicznego – zakupy żywności dokonywane są codziennie, zmiany cen tych dóbr codziennie kontrolujemy i są one dla nas najbardziej widoczne, stąd dolegliwe. Sporadyczny zakup telewizora, sprzętu AGD już nie budzi takich emocji, chociaż pod względem wartości stanowi znaczący element budżetów domowych. Po zsumowaniu tego rodzaju wydatków może okazać się, że wydajemy na dobra trwałego użytku dużo więcej pieniędzy, niż na żywność. Statystycznie natomiast spadek cen np. sprzętu RTV, usług telekomunikacyjnych może mieć więc większy wpływ na wynik inflacyjny niż wahania cen żywności.



Patrząc obiektywnie polskie społeczeństwo staje się coraz bogatsze, może jeszcze nie bogate, ale np. większość gospodarstw domowych wyposażona jest już w pralkę automatyczną i inny sprzęt trwałego użytku, o którym kilkanaście lat temu większość mogła tylko pomarzyć. Czy w związku z tym czujemy się lepiej? Paradoksalnie niekoniecznie, gdyż odczucia co do stanu posiadania są względne. W takim wypadku to właśnie subiektywność odczuć będzie miała wpływ na postrzeganie inflacji i tzw. oczekiwania inflacyjne. Wskaźnik inflacji nie obrazuje, więc wprost i całkowicie ogólnego poziomu zmiany cen, bo jest to po prostu niemożliwe. W takim razie otwarte będzie pytanie, czy może być stosowany, jako uniwersalny miernik zmian cen dla potrzeb, chociażby waloryzacji świadczeń wypłacanych emerytom i rencistom. W pewnym sensie bardziej sprawiedliwa okazałaby się inflacja liczona dla koszyka dóbr i usług nabywanych przez daną grupę społeczną. W sensie metodologicznym dość trudno byłoby jednak taki wskaźnik obliczyć, bo jak np. kwalifikować wydatki pracujących emerytów, których tak przecież wielu jest w Polsce.

Dyskusji nie byłoby, gdyby inflacja była niska i stabilna, a wszyscy byliby o tym przekonani. Warunkiem tego jest natomiast skoordynowana i przewidywalna polityka pieniężna. Nie da się tego uzyskać bez stabilnych finansów i współpracy banku centralnego oraz rządu. Dla rządu inflacja („kontrolowana”) nie jest jednak rozwiązaniem najgorszym, gdyż w pierwszej rundzie zwiększa nominalne dochody budżetowe. W końcu jednak za rozrzutność państwa trzeba będzie zapłacić i solidarnie zapłacą wszyscy, chociaż niektórzy odczują to bardziej. Tutaj następuje pierwsze zderzenie interesów. Pozostaje bank centralny, który kontrolując podaż pieniądza „monetarnie” w ostatecznym rozrachunku odpowiada za realną inflację – jak na razie ustawowo.

Bogusław Półtorak
Główny Ekonomista Bankier.pl
Źródło:
Tematy
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają

Komentarze (13)

dodaj komentarz
~Piotr23
Jeżeli nie można policzyć inflacji precyzyjnie i może ona jedynie w mniejszym lub większym stopniu służyć jakimś interesom, to nie ma potrzeby próbować liczyć jej w miarę uczciwie?
Ja wydaję na żywność 30-40%, a na energię i opłaty drugie tyle. I tak ma większość ludzi w Polsce! Dla nas inflacja wynosi ok 20-25%. A skoro jest
Jeżeli nie można policzyć inflacji precyzyjnie i może ona jedynie w mniejszym lub większym stopniu służyć jakimś interesom, to nie ma potrzeby próbować liczyć jej w miarę uczciwie?
Ja wydaję na żywność 30-40%, a na energię i opłaty drugie tyle. I tak ma większość ludzi w Polsce! Dla nas inflacja wynosi ok 20-25%. A skoro jest nas tak wielu, to formalna inflacja powinna być bliska tym liczbom, a nie jakimś oszukańczym 4%!! Wystarczy rzetelnie stosować średnie ważone zamiast arytmetycznej!
~żbik
Bardzo mi się podobał tytuł w jednej z gazet: Polacy już tak się nauczyli oszczędzać, że inflacji nie odczuwają... A mnie się wydaje, że w Polsce w ogóle nie m nic normalnego... Brud, smród i ubóstwo i jeszcze jak to potwierdził sam Wałęsa przy okazji śmierci Geremka: państwo kolesiów. Wszędzie, a to dokładnie wszędzie króluje korupcja Bardzo mi się podobał tytuł w jednej z gazet: Polacy już tak się nauczyli oszczędzać, że inflacji nie odczuwają... A mnie się wydaje, że w Polsce w ogóle nie m nic normalnego... Brud, smród i ubóstwo i jeszcze jak to potwierdził sam Wałęsa przy okazji śmierci Geremka: państwo kolesiów. Wszędzie, a to dokładnie wszędzie króluje korupcja i nepotyzm, dlatego tak szaleje inflacja. Ludzie, którzy nie zarabiają, ale pieniądze dostają z różnych źródeł: łapówki, przekręty, gratyfikacje, niekończące się prace zlecone, muszą gdzieś te pieniądze ulokować i dlatego tak jest, że sędziowie, prokuratorzy, profesorowi, lekarze, adwokaci, napędzają inflację, bo dla nich wydac 100 tys. czy 2 miliony jest bez różnicy bo tych pieniędzy nie zarobili ciężką pracą i wysiłkiem... Jak to jest, że ludzie wykonujący powyższe zawody mogą dalej pracować na kilku etatach. Biedni zapracowani sędziowie, prokuratorzy i inni? Kiedy wreszcie to się skończy? Robol u prywaciarza powinien pracować za 500 zł na czarno i najlepiej po 16 godzin dziennie! Straszny to kraj, a jeszcze straszniejsi ludzie, a właściwie nie ludzie tylko bydło poddane wszystkiemu i wszystkim... XXI wiek a obłuda taka, że szkoda mówić... Ale taki naród, taka religia, taki kraj...
~di@bolo
Żbik, gorycz przez ciebie przemawia, ale musisz wiedzieć jedno. W Polsce nie jest tak źle jak to opisują. Zjeździłem pół świata i widziałem wiele...np. w jednym z najbogatszych państw swiata całą ulicę, po której biedota chodzi nago ! Przemyśl to sobie.. nie tylko statystyka potrafi zakłamać rzeczywistość.... propaganda (zwłaszcza Żbik, gorycz przez ciebie przemawia, ale musisz wiedzieć jedno. W Polsce nie jest tak źle jak to opisują. Zjeździłem pół świata i widziałem wiele...np. w jednym z najbogatszych państw swiata całą ulicę, po której biedota chodzi nago ! Przemyśl to sobie.. nie tylko statystyka potrafi zakłamać rzeczywistość.... propaganda (zwłaszcza w obcych rękach) ma jeszcze większe możliwości.
~Szkodnik odpowiada ~di@bolo
Dnia 2008-07-16 o godz. 14:49 ~di@bolo napisał(a):
> Zjeździłem pół świata i widziałem wiele...np. w jednym z
> najbogatszych państw swiata całą ulicę, po której biedota
> chodzi nago !

Mam nadzieje, ze to byla pora letnia ... hehe? w agencjach tez prawie wszyscy sa nago ...
Zbik ma racje: obala mnie
Dnia 2008-07-16 o godz. 14:49 ~di@bolo napisał(a):
> Zjeździłem pół świata i widziałem wiele...np. w jednym z
> najbogatszych państw swiata całą ulicę, po której biedota
> chodzi nago !

Mam nadzieje, ze to byla pora letnia ... hehe? w agencjach tez prawie wszyscy sa nago ...
Zbik ma racje: obala mnie stan rzeczy w Pomrocznej. Jak prawie w kazdym katolickim kraju, kler dokonal niesamowitego zniszczenia w umyslach ludzkich. Reszty dokonaly rozbiory i niewola Sowiecka. Lepiej nie bedzie nawet za 200 lat!
~Paweł
Witam szanownego doktora, dawnego wykładowcę.
Całkowicie jasne jest, że wysokość wskaźnika inflacji jest determinowana głównie przez sposób jego obliczania , a więc "zawartości" koszyka dóbr. I zgodzę się również, że struktura tego koszyka powinna być poddawana okresowym zmianom podążającym za zmianami struktury wydatków
Witam szanownego doktora, dawnego wykładowcę.
Całkowicie jasne jest, że wysokość wskaźnika inflacji jest determinowana głównie przez sposób jego obliczania , a więc "zawartości" koszyka dóbr. I zgodzę się również, że struktura tego koszyka powinna być poddawana okresowym zmianom podążającym za zmianami struktury wydatków społeczeństwa. Wydaje mi się jednak, że to nie wystarcza. Zmianie powinien ulec system wag poszczególnych dóbr, tak aby zgodnie ze strukturą wydatków wyższe wagi nadać dobrom codziennego użytku takim jak energia elektryczna, gaz, żywność. Trudno sobie bowiem wyobrazić, aby fakt zakupu telewizora raz na 2-3 lata miał znaczący wpływ na poziom inflacji. Dodatkowo sytuacje komplikują zakupy na kredyt, co powoduje powstawanie jakby "odroczonej" inflacji. Z tym również wiąże się wzrost zamożności społeczeństwa, który jest śladem zachodu oparty na systemie kredytowym. Ponadto biorąc pod uwagę fakt, że inflacja dotyka różnych grup społecznych w innym stopniu, całkowicie zaprzecza tezie o jej obiektywności. Konkludując nie sposób nie zgodzić się z przedmówcą, że w ten sposób liczona inflacja ma za zadanie jedynie poprawić nastroje społeczne , czy notowania polityków i jest "ogólną" fikcją.
bogus
witam serdecznie, czytając powyższy komentarz jestem dumny, że wiedza nie poszła w las, natomiast wracając do meritum sprawy do tych przykladowych tv, których rola została nieco być może przerysowana - tak naprawdę CPI każdy konsument musiałby sobie określać indywidualnie, wtedy dla niego byłby to najlepszy miernik, ale tylko dla witam serdecznie, czytając powyższy komentarz jestem dumny, że wiedza nie poszła w las, natomiast wracając do meritum sprawy do tych przykladowych tv, których rola została nieco być może przerysowana - tak naprawdę CPI każdy konsument musiałby sobie określać indywidualnie, wtedy dla niego byłby to najlepszy miernik, ale tylko dla niego. Dla innych celów pozostaje średnia, która z natury rzeczy będzie arbitralna, ale też potrzebna. Sprawa kredytów-proszę zauważyć, że kredyty z drugiej strony to pieniądz (depozyt), który kreuje możliwości zakupowe już dziś. Konsument mający taki "ekstra dochód" będzie akceptować łatwiej wzrosty cen, jego struktura wydatków też będzie inna. Ograniczeń CPI jest jeszcze znacznie więcej i nie wyczerpiemy w tym miejscu problemu, chociażby dyskusyjna inflacja kosztowa. Nawiasem z tych powodów dla celów polityki pieniężnej stosuje się raczej wskaźnik inflacji bazowej i to on pokazuje "monetarną" stronę zjawisk inflacyjnych. Pozdrawiam
~krzych
obecna fala inflacji jest bardziej dokuczliwa niż na z 2000 r. więc mamy do czynienia ze statystyczną fikcją. manipulowanie koszykiem inflacji ma służyć dobremu samopoczuciu kilku durniów z RPP i rządu a faktyczna inflacja wynosi około 10%.
~kate
rozbawił mnie ten artykuł. Bardzo subiektywna ta inflacja :) Codziennie robię zakupy (spożywcze nie agd i rtv), raz na miesiąc płacę rachunki (prąd, woda, gaz itp.). Jeszcze kilka m-cy temu płaciłam za prąd max 60 zł, teraz min. 80 (a stylu życia nie zmieniłam), z wodą podobnie... zakupy to kilka produktow spożywczyć - i bach 30 rozbawił mnie ten artykuł. Bardzo subiektywna ta inflacja :) Codziennie robię zakupy (spożywcze nie agd i rtv), raz na miesiąc płacę rachunki (prąd, woda, gaz itp.). Jeszcze kilka m-cy temu płaciłam za prąd max 60 zł, teraz min. 80 (a stylu życia nie zmieniłam), z wodą podobnie... zakupy to kilka produktow spożywczyć - i bach 30 zł. Żywność i opłaty podrożały o wiele więcej... ale na szczęście statystycznie to 5% buhaha
~di@bolo odpowiada ~kate
Coś mi to przypomina. Czasy kiedy do inflacji wliczano lokomotywy. Lokomotywy staniały (decyzją KC) o 50% i całemu narodowi się polepszyło.
Żeby umieć czytać te pisane na zamówienie broszurki propagandowe należy najpierw wiedzieć i rozumieć co to jest statystyka.
Nie ma rzeczy, której statystyka nie potrafilaby
Coś mi to przypomina. Czasy kiedy do inflacji wliczano lokomotywy. Lokomotywy staniały (decyzją KC) o 50% i całemu narodowi się polepszyło.
Żeby umieć czytać te pisane na zamówienie broszurki propagandowe należy najpierw wiedzieć i rozumieć co to jest statystyka.
Nie ma rzeczy, której statystyka nie potrafilaby udowodnić. I tyle.
~xx
Ja, na ten przykład, żywię się głównie elektroniką, a śpię w nowiutkim kartonie po zakupionej Plaźmie... Ponieważ TV był 42 calowy więc w środku (w komfortowym kartonie, w którym mieszkam) mieszczą się nawet dwie pralki automatyczne oraz "wypaśna" zmywarka do naczyń... W rezultacie moje "subiektywne" odczucie Ja, na ten przykład, żywię się głównie elektroniką, a śpię w nowiutkim kartonie po zakupionej Plaźmie... Ponieważ TV był 42 calowy więc w środku (w komfortowym kartonie, w którym mieszkam) mieszczą się nawet dwie pralki automatyczne oraz "wypaśna" zmywarka do naczyń... W rezultacie moje "subiektywne" odczucie inflacyjne wynosi (-20)%. Reasumując rząd kłamie, bo my w tym kraju mamy deflację a nie inflację :-D

Powiązane: Zakupy

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki