Wszystko odmieniła era industrializacji. Wynalezienie maszyny parowej – symbolu zachodzących przemian – wraz z odkryciami technologicznymi i geograficznymi pozwoliły na stulecia odskoczyć Europie, a potem także Stanom Zjednoczonym na czoło globalnego peletonu. A wraz z przemianami myśli dochodziło także do migracji. Zwłaszcza ze wsi do miast, które stawały się centrami produkcji, handlu i usług. Centrami nowoczesnej gospodarki.

Na drogę, którą Europa i Ameryka szła od oświecenia aż do teraz, wchodzą kolejni zawodnicy globalnego wyścigu. To starzy gracze, którzy drzemali po wielowiekowej dominacji. Teraz jednak obudzili się i mają rozbudzone apetyty.
Siła tkwi w ludziach
Wzrost gospodarczy w każdym rozwijającym się kraju szedł w parze z postępującą urbanizacją, a także wzrostem zamożności mieszkańców miast. Działał klasyczny mechanizm: im większe skupisko ludzi, tym pełniej można wykorzystać efekt skali. Produkowano więcej i taniej, co pozwalało większej grupie osób na bogacenie się. Im bardziej się bogacili, tym więcej produktów mogli kupować – mechanizm się zapętlał.
Obecnymi beneficjentami tego prostego mechanizmu są Hindusi oraz, w nieco mniejszym stopniu, Chińczycy, którzy już nieco wcześniej rozpoczęli dyskontowanie zysków z tego procesu. Według danych agendy ONZ zajmującej się demografią w miastach Indii mieszka obecnie 30% wszystkich mieszkańców kraju. Tylko w ostatniej dekadzie przybyło ich ponad 75 milionów.
ONZ prognozuje, że za dwie dekady w miastach będzie żyło 40% wszystkich Hindusów, czyli o 250 milionów osób więcej niż dziś. Raport sporządzony przez McKinsey Global Instytute analizujący te dane sugeruje, że Indie czeka poważne wyzwanie, polegające na wypełnieniu zapotrzebowania na przestrzeń mieszkalną w aglomeracjach miejskich, a także zapewnienie przestrzeni na potrzeby komercyjne.
Obok wyzwań urbanizacyjnych gospodarka Indii będzie także musiała wyjść naprzeciw ogromnej podaży siły roboczej. W przeciwieństwie do starzejących się społeczeństw europejskiego czy amerykańskiego, Hindusi są społeczeństwem młodym i pozostaną nim jeszcze przez wiele dekad. Szacunki Instytutu wskazują, że do 2030 roku może przybyć około 270 milionów pracowników netto, z czego aż 180 milionów będzie szukało zatrudnienia w miastach. Poszukiwanie to będzie związane ze znacznym podniesieniem stopy życiowej w miastach – ponad czterokrotnie ma wzrosnąć liczba gospodarstw domowych, określanych mianem klasy średniej (obecnie 32 miliony).
W wyniku procesów migracyjnych miasto-wieś, a także dzięki większej dynamice wzrostu populacji miejskiej, za 20 lat w Indiach będzie prawdopodobnie 68 miast liczących ponad milion mieszkańców każde. Instytut McKinseya wziął pod lupę ekonomiczny aspekt tych przemian. Uważa on, że dla zaspokojenia potrzeb mieszkaniowych i komercyjnych 1,2 tryliona dolarów musi zostać zainwestowanych w miastach. Zobrazować to możemy jako wybudowanie od fundamentów po dach miasta wielkości Chicago, co roku, przez dwa dziesięciolecia.
Istniejące megalopolis (na pomarańczowo) i megalopolis w 2030 r. (w kolorze niebieskim)
Prognozy i liczby potrafią sprawić, że aż kręci się w głowie. Hindusi, aby zapewnić prawidłowy rozwój miast, przy przewidywanym boomie demograficznym w ich obrębie, będą musieli położyć 2,5 miliarda metrów kwadratowych dróg oraz 7 400 kilometrów miejskich linii kolejowych - to 20 razy więcej niż w minionej dekadzie.
Inwestycje w rozwój miast są zgodne z rachunkiem ekonomicznym. Do 2030 roku 70% PKB ma być wytwarzane w miastach (obecnie 58%), a 80% wpływów z podatków ma generować zurbanizowana część państwa. Tego typu prognozy zdają się być potwierdzane przez dotychczasowe badania. Najbardziej zurbanizowane regiony Indii są zarazem tymi, które rozwijają się najszybciej i mają coraz większy wkład w wytwarzanie PKB.
Świat przyszłości
Gdybyśmy mogli skorzystać z magicznej kuli i zajrzeć w przyszłość Indii, jedna z wersji przedstawiałaby się następująco. W 2030 roku największy demokratyczny kraj świata liczy niemal 1,5 miliarda mieszkańców. Dwukrotnie więcej niż Unia Europejska i USA razem wzięte. Prawie 600 milionów mieszka w miastach, z czego co ósmy (12%) w jednym z trzech megalopolis. 147 milionów gospodarstw domowych zalicza się do klasy średniej. Członkowie klasy średniej pracują na ogół w sektorze usług, w mniejszym stopniu w przemyśle. I są średnio dwa razy wydajniejsi niż dziś.
Na przeszkodzie do ziszczenia tych marzeń mogą wszak stanąć sami Hindusi. Po pierwsze dlatego, że wśród elit politycznych kraju istnieje wciąż niepewność w jakim kierunku Indie powinny podążać i czy rozwój aglomeracji miejskich to odpowiednia droga. Po drugie zaś dlatego, że nawet zdeterminowani na wprowadzanie reform, polityk sektorowych i realizację inwestycji mogą nie podołać wyzwaniu.
Najnowszy Biuletyn Gospodarczy Bankier.pl |
|
| Wyprzedź innych. Źródło dobrej informacji jest w dzisiejszych skomplikowanych czasach podstawą dobrych decyzji i ocen, szansą na zyski. Zapraszam do lektury pełnej wersji kolejnego Biuletynu Gospodarczego Bankier.pl. |
W Chinach znakomitą większość procesu rozbudowy miast i tworzenia ich od podstaw przeprowadzało państwo. Mogło to stanowić inspirację dla ekspertów, sugerujących planowe i kierunkowe działanie na rzecz urbanizacji także w Indiach.
Zakładając wolę polityczną i skuteczne działanie programów na rzecz urbanizacji, Instytut McKinsey'a wylicza korzyści dla Indii. Po pierwsze cięcie kosztów: począwszy od doprowadzenia podstawowych mediów – średnio 50% oszczędności w zwartych skupiskach niż rozproszonych; poprzez zmniejszenie kosztów transportu i dystrybucji dóbr i usług, a skończywszy na opłacalności wysokonakładowych inwestycji, tj. lotniska. Podobnie jak w Chinach, jeśli Indie zreformują swoje podejście i wykorzystają potencjał tkwiący w miastach i ukierunkują go, mają szansę na zwiększenie o 1-1,5% wzrostu swojego PKB, co roku, zbliżając się do dwucyfrowego wzrostu.
Wysiłek inwestycyjny i potencjalne korzyści to nie tylko wymiar ekonomiczny. Wraz z wielką migracją do miast, rosnącą zamożnością mieszkańców, wzrosną także ich społeczne aspiracje. Jeśli nie zostaną one zaspokojone na miejscu, mogą doprowadzić do odpływu z kraju najwybitniejszych młodych ludzi, a przez to zdecydowanie osłabić całą gospodarkę. Dlatego Hindusi muszą spieszyć się z debatami o swojej przyszłości, aby doniosłe procesy nie spotkały ich na rozdrożu.
Piotr Siekański
Bankier.pl

































































