Na reakcję inwestorów nie trzeba było długo czekać. Na giełdzie we Frankfurcie kurs akcji spółki spadł momentalnie o ponad 8 proc. Wprawdzie zarówno analitycy, jak i inwestorzy liczyli się ze stratą, ale nikt nie podejrzewał, że będzie ona aż tak duża. Przed ogłoszeniem wyników sądzono, że wynik będzie oscylował w okolicach 800 – 950 mln euro. "Te liczby są porażające" - mówi Mike Tyndall, analityk Nomura Securities w Londynie. Zauważa, że w obecnej sytuacji nawet trudno prognozować, kiedy skończy się zła passa.
Zaskoczenie rynków było tym większe, że informacja o fatalnych wynikach Daimlera obiegła świat kilka godzin po tym, jak koncern obwieścił, że po blisko dwuletnich negocjacjach w końcu udało mu się osiągnąć porozumienie z funduszem inwestycyjnym Cerberus. Dzięki niemu Niemcy ostatecznie wyjdą z amerykańskiego Chryslera. Dotąd mieli bowiem w tej firmie blisko 20 proc. akcji i z racji fatalnej sytuacji finansowej amerykańskiego giganta motoryzacyjnego nie czerpali z tego tytułu żadnych profitów, a wręcz przeciwnie – stratę.
Przez lata Daimler jako jeden z akcjonariuszy był zmuszony spłacać zobowiązania spółki wobec funduszu emerytalnego pracowników. Dzięki umowie z Cerberusem spłata zaległości zostanie zdjęta z Daimlera. Według analityków uporządkowanie tej sprawy nie tylko przybliża Chryslera do szczęśliwego finału negocjacji z włoskim Fiatem – co może być ogłoszone już dziś – ale też pozwoli zaoszczędzić Daimlerowi do 2011 r. około 600 mln euro.
Jednak niemiecki koncern nie przewiduje szybkiej poprawy wyników finansowych. Co gorsza, prognozuje nawet równie wysoką jak w I kwartale stratę także w kolejnych trzech miesiącach. "Kryzys nikogo nie ominął" - mówi Sven Diermeier, analityk Independent Research z Frankfurtu. Według niego pierwszy kwartał był fatalny nie tylko dla Mercedesa, ale też dla innych producentów aut luksusowych, takich jak Audi i BMW.
"Producenci aut luksusowych cierpią z powodu spadku sprzedaży i dodatkowo również w związku z obniżeniem marż na produkty, które mimo wszystko uda im się sprzedać" - ocenia Wojciech Drzewiecki, szef Instytutu Samar. W takiej sytuacji podstawowym problemem, przed jakim stoją firmy, jest utrzymanie w ryzach firmowych budżetów. Nic więc dziwnego, że przy braku popytu na samochody decydują się na redukcję kosztów. Idące w miliardy euro cięcia zapowiada nie tylko Daimler, ale też Audi i BMW. – Walczymy o utrzymanie płynności finansowej – przyznał kilka tygodni temu Norbert Reithofer, szef BMW.
Cezary Pytlos
Dziennik Finansowy
Więcej na ten temat






























































