Stan finansów Hiszpanii jest katastrofalny. Tylko w ubiegłym roku w kasie państwa zabrakło równowartości 9% PKB – czyli trzy razy więcej niż dopuszcza traktat z Maastricht. Od stycznia do sierpnia dziura budżetowa wyniosła już 4,8%, choć Madryt zobowiązał się do ograniczenia deficytu do 6,3%. Wszystko wskazuje na to, że tego celu też nie uda się zrealizować i wbrew zapewnieniom władz deficyt zapewne przekroczy 7%.
Na przyszły rok rząd premiera Mariana Rajoya zaplanował obniżkę wydatków państwa o 7,3%. Ogłoszona latem drakońska podwyżki podatku VAT (z 18% do 21%) ma sprawić, że mimo recesji dochody budżetu wzrosną o 4%.
Reformy zamiast nowych podatków
![]() | »Jak Europa utrzymuje eurobankrutów |
Madryt nie zdecydował się jednak na prawdziwe oszczędności, które nie są możliwe bez cięcia wydatków emerytalnych. Hiszpańscy seniorzy dostaną w przyszłym roku zupełnie niezauważalną podwyżkę świadczeń o 1%. Trzeci rok z rzędu zamrożone zostaną także płace w sferze budżetowej.
Bez entuzjazmu na rynkach
![]() | »Desperacja EBC nie zatrzyma rozpadu strefy euro |
Złą wiadomością są także bardzo optymistyczne prognozy ekonomiczne. Madryt zakłada, że w przyszłym roku gospodarka Hiszpanii skurczy się tylko o 0,5%, co przy zapaści sektora bankowego i budowlanego jest założeniem bardzo odważnym. Tak samo jak podtrzymanie zupełnie nierealistycznych prognoz na rok 2012.
Mimo dość pozytywnych komentarzy ekonomistów rynek przyjął propozycje rządu Rajoya dość chłodno. Rentowność hiszpańskich obligacji 10-letnich spadła jednak o 10 punktów bazowych, do 5,97%. Główny indeks giełdy w Madrycie zakończył dzień spadkiem o 0,2%. Za to euro umocniło się względem dolara, zyskując 0,3%.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl
































































