Hiszpański rząd pracuje nad opuszczeniem środkowoeuropejskiej strefy czasowej i chce cofnąć wskazówki zegara w kraju o godzinę. Przynależność do strefy GMT miałaby pomóc mieszkańcom w zwiększeniu produktywności.
Minister pracy Fátima Báñez poinformowała parlament w tym tygodniu, że rząd analizuje wpływ przesunięcia czasu o godzinę do tyłu. Zmiana strefy czasowej pozwoliłaby Hiszpanom na wcześniejsze rozpoczęcie dnia. Słońce wschodzi i zachodzi tam o wiele później, niż np. w należącej do tej samej strefy czasowej Polsce. Cały rozkład dnia, od posiłków rozpoczynając, a na telewizyjnym prime time kończąc, jest w Hiszpanii znacznie przesunięty. Gdyby propozycję udało się zrealizować, w kraju obowiązywałby ta sama godzina, co w Wielkiej Brytanii i Portugalii.
W Hiszpanii pierwotnie obowiązywał czas zachodnioeuropejski, ale od 1940 r. leży w strefie CET i jest najbardziej wysuniętym na zachód państwem do niej należącym. To pozostałość po rządach generała Francisco Franco, który podjął tę decyzję, kierując się faktem, iż w strefie środkowoeuropejskiej leżały też nazistowskie Niemcy. Mimo że dyktatura Franco skończyła się w 1975 r., to zegarki nie zostały już cofnięte.
Przeczytaj także
Po raz pierwszy pomysł porzucenia „faszystowskiej godziny” pojawił się w 2013 r., kiedy z takim wnioskiem wyszła Narodowa Komisja ds. Racjonalizacji Rozkładu Dnia. Inicjatywę tę popierał jeszcze przed wyborami premier Mariano Rajoy i była ona jedną z obietnic wyborczych partii Ciudadanos. José Luis Casero, przewodniczący komisji szacuje, że Hiszpania wkroczy do zachodnioeuropejskiej strefy czasowej już w marcu 2017 lub 2018 r., kiedy reszta Europy będzie przestawiać się na czas letni.

AŚ



























































