REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Polska pójdzie śladem Węgier? Przełomowa deklaracja z MSZ ws. Ukrainy

2026-07-24 08:00
publikacja
2026-07-24 08:00
Dodaj Bankier.pl w Google

Wiceminister spraw zagranicznych Ignacy Niemczycki zapewnia PAP, że Polska podczas negocjacji akcesyjnych Ukrainy będzie - podobnie jak Węgry - twardo walczyć o swoje interesy. Pytany o spór dotyczący UPA, mówi, że kraj kandydujący musi podzielać wspólne wartości będące fundamentem Unii Europejskiej.

Polska pójdzie śladem Węgier? Przełomowa deklaracja z MSZ ws. Ukrainy
Polska pójdzie śladem Węgier? Przełomowa deklaracja z MSZ ws. Ukrainy
/ Unia Europejska

W lipcu przewodnictwo Rady UE przejęła na pół roku Irlandia. Jednym z najważniejszych priorytetów irlandzkiej prezydencji są rokowania w sprawie budżetu UE na lata 2028-34 i negocjacje akcesyjne z Ukrainą. W wywiadzie sekretarz ds. europejskich w MSZ Ignacy Niemczycki mówi o polskich priorytetach wobec irlandzkiej prezydencji w Radzie UE, wskazując na reformę systemu ETS, uproszczenie zasad funkcjonowania jednolitego rynku oraz negocjacje nad budżetem UE po 2027 roku. Odnosząc się do akcesji Ukrainy, podkreśla, że tempo rozmów powinno zależeć od postępów Kijowa, przy jednoczesnym uwzględnieniu polskich interesów m.in. w rolnictwie i transporcie. Dodaje, że Polska opowiada się za standardową ścieżką rozszerzenia UE i jest przeciwna alternatywnym modelom członkostwa Ukrainy.

PAP: Irlandia przejęła niedawno przewodnictwo w Radzie UE. Czego Polska oczekuje od irlandzkiej prezydencji?

Ignacy Niemczycki, sekretarz do spraw europejskich w MSZ: - Kilku rzeczy. Jeśli chodzi o kwestie gospodarcze, najbardziej zależy nam na reformie systemu ETS, czyli unijnego system handlu uprawnieniami do emisji gazów cieplarnianych. Ostatnia propozycja Komisji Europejskiej w tej sprawie idzie w dobrym kierunku. Liczymy na dalsze uproszczenie unijnych przepisów prowadzące do usprawnienia działania jednolitego rynku. Mam na myśli to, co cypryjskie przewodnictwo ujęło w mapie drogowej „One Europe, One Market”. Dla Polski szczególnie ważny jest rynek usług.

PAP: A konkretnie?

Wakacje na giełdzie

I.N.: - W pełni swobodny przepływ usług, czyli znoszenie istniejących jeszcze w krajach UE barier, które utrudniają życie polskim usługodawcom. Komisja Europejska przygotowała zestawienie „Terrible ten”, w którym wymienia dziesięć najpoważniejszych i najbardziej uciążliwych barier utrudniających swobodny przepływ towarów i usług na jednolitym rynku. Nazywamy to „Parszywą dziesiątką” i uważamy, że skupienie się na tych 10 rzeczach jest właściwym podejściem. Zależy nam też na postępach w rokowaniach dotyczących wieloletnich ram finansowych (WRF) na lata 2028-34. Propozycja kolejnego budżetu UE przygotowana przez KE rok temu jest dobrym punktem wyjścia do negocjacji. Będziemy zabiegać o to, by utrzymać hojną tzw. kopertę narodową dla Polski.

PAP: Obstajemy przy 123,3 mld euro dla Polski?

I.N.: - Nie przywiązywałbym się tak bardzo do kwot, bo w trakcie negocjacji mogą się one zmieniać i to w różne strony. Ważne jest, aby koperta dla Polski odpowiadała zarówno jej potrzebom, jak i poziomowi zamożności.

PAP: Na ile ważne jest to, aby Polska była znów największym beneficjantem budżetu UE?

I.N.: - Tak, jak każdy inny europejski rząd chcemy wynegocjować, jak najwięcej dla naszego kraju. W ramach negocjacji budżetowych będziemy też dyskutowali o finansowaniu mobilności wojskowej. Chodzi o tzw. wojskowe Schengen, czyli umożliwienie szybkiego i płynnego przemieszczania żołnierzy oraz sprzętu na terenie całej UE.

PAP: Z symulacji wojskowych wynika, że w tej chwili przerzucenie brygady pancernej z zachodniej części Niemiec na wschodnią flankę UE zajęłoby aż 45 dni.

I.N.: - Nie wiem, czy aż 45 dni, ale za długo, jak na nasze burzliwe czasy. Aby to przyspieszyć, potrzebne są różnorodne działania. Po pierwsze w budżecie UE muszą znaleźć się fundusze na budowę czy poprawę infrastruktury podwójnego użycia – cywilnego i wojskowego. Po drugie trzeba uprościć przepisy, czyli całą „papierologię” towarzyszącą transportowi wojsk.

PAP: Irlandzka prezydencja planuje położyć jesienią na stole propozycję kompromisu w sprawie wielkości przyszłego budżetu UE. Jesteśmy zadowoleni z kalendarza negocjacji budżetowych?

I.N.: - W październiku Irlandczycy mają przedstawić tzw. negotiation box, czyli roboczy projekt kompromisu, który będzie aktualizacją tego, co zostawiła nam prezydencja cypryjska. Nie sądzę jednak, aby na październikowym szczycie doszło do porozumienia w kwestii budżetu na poziomie całej UE. Nikt - z przewodniczącym Rady Europejskiej António Costą włącznie - nie ma takich ambicji. Celem jest znaczące zbliżenie stanowisk.

PAP: Rozumiem, że w tzw. międzyczasie odbędą się tzw. konfesjonały, czyli Irlandczycy będą starali się wysondować wszystkie stolice w sprawie swej propozycji WRF?

I.N.: - „Konfesjonały” trwają cały czas. Pierwsza runda miała miejsce za przewodnictwa Cypru. Kolejna, zorganizowana na poziomie ambasadorów państw członkowskich w Brukseli, odbędzie się niebawem. We wrześniu zostaną zorganizowane „konfesjonały” na poziomie ministrów ds. europejskich. Przewodniczący Costa planuje zwołanie kolejnego szczytu budżetowego w listopadzie. Przywódcy krajów UE wrócą do tego na Radzie Europejskiej w grudniu.

PAP: Jak duże są szanse na porozumienie w grudniu?

I.N.: Powiedziałbym, że 50 na 50 proc. Nie nastawiamy się na to, że musi dojść do porozumienia już w grudniu. Dla Polski dużo ważniejsza jest jakość porozumienia w sprawie ram finansowych niż tempo dojścia do porozumienia. Skoro jako Unia mamy wielkie ambicje, musimy dostosować do nich budżet.

PAP: Polska opowiada się za zachowaniem proponowanej przez KE wielkości budżetu – 2 bln euro na kolejną siedmiolatkę?

I.N.: - Tak, aczkolwiek spodziewam się, że w trakcie negocjacji wszyscy będą musieli nieco ustąpić, bo na tym polega kompromis. Nie chcielibyśmy jednak znaczącej redukcji budżetu UE.

PAP: 14 lipca br. Unia Europejska otworzyła kolejny, drugi już klaster negocjacji z Ukrainą, dotyczący stosunków zewnętrznych i polityki bezpieczeństwa. Władze w Kijowie chciałyby, by do końca lipca otworzyć wszystkie sześć klastrów. Jakie są na to szanse?

I.N. - Wymagałoby to zgody wszystkich państw członkowskich. Rolą prezydencji jest wysondowanie w tej kwestii stolic, a z tego, co wiem, część krajów nie chce iść tak szybko do przodu. Ukraina znalazła się na ścieżce do UE w czerwcu 2022 roku, kiedy otrzymała status kraju kandydującego, ale zanim wejdzie do Unii, musi spełnić wszystkie warunki członkostwa i dostosować do jego wymogów swoje prawo. Otwierając poszczególne klastry negocjacyjne, mówimy Ukrainie, co w danej dziedzinie musi zrobić, by sprostać wymaganiom członkostwa. Jeżeli więc słyszymy dziś od polskich rolników, że ukraińscy rolnicy nie spełniają wymogów UE, to otwierając odpowiedni klaster negocjacji, możemy wpłynąć na Ukraińców, by te standardy spełniali. Pozwala to na wprowadzenie europejskich standardów jeszcze przed akcesją np. w sprawie odejścia od stosowania niedozwolonych w UE środków ochrony roślin. Otwarcie klastra negocjacyjnego nie oznacza zamknięcia negocjacji, wręcz przeciwnie.

PAP: Rozumiem, że Polska nie opowiada się za szybkim otwarciem klastra negocjacji obejmującego klimat i rolnictwo?

I.N.: Kiedy za rządów Viktora Orbana Węgry blokowały rozpoczęcie rozmów z Ukrainą, Polska pozytywnie i z uwagą podeszła do idei tzw. negocjacyjnego frontloadingu (działanie polegające na nieformalnym wypracowania przez państwa członkowskie stanowiska UE na negocjacje, tak by po zdjęciu weta przez Budapeszt ruszyć z formalnymi negocjacjami – red. PAP) i zabezpieczyliśmy nasze interesy. Przedstawiliśmy wówczas nasze oczekiwania, sygnalizując konieczność okresów przejściowych np. w rolnictwie.

PAP: A co z transportem? Polskie firmy przewozowe już teraz narzekają na ukraińską konkurencję.

I.N.: - Dla branży transportowej najważniejsze jest to, by ukraińscy przedsiębiorcy spełniali te same standardy co polscy. Problem polega na tym, że koszty pracy w Ukrainie są niże niż w Polsce. Transport nie będzie więc łatwym obszarem negocjacji. Podczas procesu frontloadingu zaznaczyliśmy, że będą tu konieczne okresy przejściowe.

PAP: Czy polsko-ukraiński spór o historię wpłynie na negocjacje akcesyjne Ukrainy? Wicepremier Kosiniak-Kamysz mówił, że z Banderą kraj ten nie wejdzie do UE.

I.N.: - O to, co dokładnie miał na myśli pan wicepremier, proszę jego zapytać. Mogę powiedzieć, jak ja postrzegam proces rozszerzenia. Otóż uważam, że po pierwsze powinien być rzeczowy, oparty o meritum, zaś jego szybkość musi być uzależniona od postępów państw kandydujących. Po drugie każde rozszerzenie musi być okazją gospodarczą zarówno dla obecnych, jak i nowych członków, tak jak to było, kiedy Polska weszła do UE w 2004 roku. Jeśli chodzi o Ukrainę, to już dzisiaj mamy nadwyżkę w handlu z tym krajem. A to oznacza, że nasze firmy korzystają z otwarcia ukraińskiego rynku.

PAP: A spór o dziedzictwo UPA?

I.N.: Historia nie jest elementem negocjacji, ale ważne jest, aby kraj kandydujący podzielał wspólne wartości, będące fundamentem UE. I o tym możemy rozmawiać z rządem w Kijowie. Uważam, że eskalacja napięcia między Polską a Ukrainą nie służy żadnej ze stron. Korzysta na tym nasz wspólny wróg – Rosja.

PAP: Prezydent Zełenski twierdzi, że Ukraina będzie gotowa do wejścia do UE w 2027 roku, co oznacza, że akcesja mogłaby nastąpić w 2028 roku. To realna data?

I.N.: - Uważam, że trzeba zachęcać zarówno ukraińskie społeczeństwo, jak i biznes do wysiłku związanego z integracją, więc nie chciałbym przesądzać, czy ta lub inna data jest realna, lub nie. Z własnego doświadczenia wiemy jednak, że jest to długotrwały proces, że do Unii nie wchodzi się z roku na rok. Polsce zajęło to w sumie kilkanaście lat. Nie jestem zwolennikiem koncentrowania się na wyznaczeniu daty akcesji Ukrainy.

PAP: Jak zapatruje się Polska na francusko-niemiecką propozycję „odwróconego członkostwa” w Unii? Zakłada ona, że Ukraina uzyskałaby z marszu pełne prawa polityczne wraz z prawem do głosu w Radzie, ale dostęp do rynku i funduszy były stopniowy.

I.N.: - Pojawiały się różne koncepcje, również zakładająca częściowe członkostwo, w ramach którego Ukraina miałaby prawo głosu w dziedzinach, w których dostosowała się do UE. Większość tych propozycji pojawiała się, kiedy na Węgrzech rządził jeszcze Viktor Orban, blokujący negocjacje. Po zmianie rządu w Budapeszcie nie ma potrzeby poszukiwania jakiegoś innego modelu integracji Ukrainy. Trzymajmy się modelu, który sprawdził się w przeszłości. Nikt nie mówi, że będzie łatwo. Polska podobnie jak Węgry będzie twardo zabiegać o swoje interesy.

PAP: Czyli jesteśmy za tym, by Ukraina wchodziła do Unii „po bożemu”.

I.N.: - Dokładnie tak, nawet jeśli miałoby to trwać dłużej.

Rozmawiał Jacek Pawlicki (PAP)

jap/ ugw/ mhr/

Źródło:PAP
Tematy

Komentarze (6)

dodaj komentarz
samsza
Kiedy koniec płacenia za Starlinki?
j2oen
Ojej jacy to się narodowcy zrobili z KO! :) Do wyborów będą tak gadać na wyścigi, potem jak przyjdzie co do czego to podwiną ogon i położą się na plecach...
tamka45b
Lubię jak im słupki sondażowe lecą na mordę... wtedy nagle zatykają nos, napinają się mocno pierdzą i rozjaśnia się im w głowach na moment ...

Powiązane: Ukraina w Unii Europejskiej

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki