Chińczycy zdążyli się już otrząsnąć z obaw przed zachodnimi sankcjami i znów zaczęli sprzedawać Rosjanom tyle towarów co przed ich inwazją na Ukrainę.


Po ataku armii Putina na Ukrainę władze państw Zachodu wprowadziły szereg restrykcji, ograniczających biznesowi możliwość współpracy z firmami z Rosji. Pekin nie przyłączył się do sankcji, ale przedsiębiorcy zza Muru woleli nie narażać się na gniew Białego Domu ani ryzykować handlu z kontrahentami, którzy mogą mieć poważne trudności z wywiązaniem się z umowy.
Ale sytuacja nie trwała długo. Po tym, jak w marcu i kwietniu eksport z Chin do Rosji spadł poniżej 4 mld dol., w kolejnych miesiącach powoli wracał do normy. W lipcu z Państwa Środka do państwa Putina trafiły już towary za 6,77 mld dol. - wynika z oficjalnych chińskich danych. To o 22 proc. więcej niż rok wcześniej i o 35 proc. więcej niż w czerwcu.
Można powiedzieć, że na linii ChRL-Rosja wrócił business as usual, a naruszenie przez Rosjan ukraińskiej suwerenności i integralności terytorialnej (nie wspominając o mordowaniu ludności cywilnej) nie robi na Chińczykach najmniejszego wrażenia. Nie są oni zresztą jedyni - podczas gdy firmy z USA, UE, rozwiniętych państw Azji czy nawet Indii wyraźnie ograniczyły eksport do Rosji, to sytuację postanowili wykorzystać także Turcy.
O ile w początkowej fazie inwazji na Ukrainę Chińczycy zmniejszyli sprzedaż do Rosji, to zwiększali zakupy "u Putina". W lipcu import z tego kraju ponownie przekroczył 10 mld dol. Jeśli utrzymały się trendy z poprzednich miesięcy, to za ponad połowę odpowiadała ropa nabywana po promocyjnej cenie, a za kolejne 20 proc. - inne surowce.
Dla Putina kluczowy jest jednak nie eksport a import. Rosjanie mogą do woli sprzedawać surowce za dewizy, ale jeśli nie są w stanie ich wymienić na zagraniczne towary czy usługi, to nie są one w tym momencie przesadnie istotne. Nakładając sankcje, alianci obawiali się, że Pekin otworzy Rosjanom furtkę i będzie dostarczał niezbędne produkty, podtrzymując rosyjską gospodarkę. Nawet w oficjalnych danych widać, że współpraca wraca do normy. Zasadnicze pytania są dwa: czy Chińczycy będą w stanie zastąpić innych dostawców oraz, czy dostarczają Putinowi produkty o zastosowaniu militarnym.




























































