Mimo niestabilnej sytuacji na Bliskim Wschodzie, która zazwyczaj sprzyja eksporterom surowców, Rosja została zmuszona do korekty swoich planów gospodarczych. Wicepremier Aleksander Nowak ogłosił obniżenie prognozy wzrostu PKB na bieżący rok z 1,3% do zaledwie 0,4%. Ta decyzja to jasny sygnał, że model gospodarki napędzanej wydatkami zbrojeniowymi zaczyna pękać pod własnym ciężarem.


Dane za pierwszy kwartał tego roku są alarmujące – rosyjska gospodarka skurczyła się o 0,3%. Jest to pierwszy kwartalny spadek od 2023 roku, co kłóci się z optymistyczną narracją Kremla o odporności na sankcje. Nowak przyznał, że głównymi hamulcami są obecnie:
- dotkliwe braki kadrowe na rynku pracy, o czym pisaliśmy więcej w tekście pt. "Historyczny deficyt rąk do pracy. Rosyjska gospodarka na krawędzi wydolności";
- nadmierne wydatki rządowe, które napędzają inflację;
- bezpośredni wpływ zachodnich sankcji, ograniczających technologiczny i finansowy rozwój.
Błędne koło wysokich stóp procentowych
Rosyjski bank centralny, próbując ratować wartość rubla i powstrzymać drożyznę, utrzymuje stopy procentowe na poziomie 14,5%.
Tak wysoki koszt pieniądza (choć stopy bywały nawet wyższe niż obecnie), utrzymujący się od ponad trzech lat, staje się „zabójczy” dla sektora prywatnego. Firmy niepodłączone do kroplówki zamówień wojskowych mają problem z obsługą długów, co przekłada się na rosnącą liczbę złych kredytów w bankach. Państwo, mimo ogromnych potrzeb, nie ma już zasobów, by masowo wspierać cywilny biznes.
Gospodarka Rosji na „pożyczonym czasie”. Nawet ropa po 100 dolarów nie wystarczy
Ropa za 100 dolarów za baryłkę przez ponad rok - taka cena uratowałaby gospodarką Rosji w opinii Thomasa Nilssona, szefa szwedzkiego wywiadu wojskowego. Jak stwierdził w wywiadzie dla "Financial Times", "wojna na Bliskim Wschodzie co prawda zasiliła uszczuplony skarbiec Kremla, ale to nie zniweluje deficytu budżetowego".
Surowcowe rozczarowanie
Chociaż ceny ropy na światowych rynkach rosły, Rosja nie odczuła tego w pełni. Przychody z energii w pierwszych czterech miesiącach roku spadły o 40% rok do roku. Wpłynęło na to kilka czynników:

- rosnące dyskonto na ropę Urals – sankcje sprawiają, że Rosja musi sprzedawać surowiec znacznie taniej niż wynosi cena rynkowa (Brent);
- koszty wewnętrzne – państwo musiało zwiększyć dopłaty dla krajowych producentów paliw, by sztucznie utrzymać niskie ceny na stacjach i zapobiec niezadowoleniu społecznemu;
- konieczność cen powyżej 100 dolarów za baryłkę – eksperci ostrzegają, że aby "wyjść na zero" przy obecnych wydatkach wojennych, Rosja potrzebowałaby cen ropy znacznie przekraczających 100 dolarów za baryłkę przez długi czas. Obecnie cena Urals oscyluje wokół 80 dolarów.
Nowak opisał wpływ wojny z Iranem jako "krótkotrwały" i stwierdził, że Rosja nadal trzyma się konserwatywnych prognoz dotyczących cen ropy w planowaniu budżetu, wykorzystując prognozę dla ropy Urals - głównej mieszanki ropy naftowej w Rosji - na poziomie 59 dolarów za baryłkę w 2026 r. i 50 dolarów w ciągu kolejnych dwóch lat.
"Bolesne decyzje na horyzoncie"
Alexandra Prokopenko, była urzędniczka rosyjskiego banku centralnego, wskazuje na ukryty przekaz w słowach wicepremiera. Według niej, Nowak "tłumacząc z biurokratycznego na ludzki" daje Putinowi do zrozumienia, że czas nieograniczonego rozdawnictwa na armię i cele socjalne dobiega końca.
Choć oficjalne prognozy zakładają wzrost do 2,4% w 2029 roku, będzie to wynik znacznie gorszy niż 4% odnotowywane w szczytowych momentach militaryzacji przemysłu. Rosja wchodzi w fazę stagnacji, w której każdy kolejny rubel wydany na wojnę w Ukrainie pogłębia strukturalną zapaść kraju.
Oprac. JM



























































