Ropa za 100 dolarów za baryłkę przez ponad rok - taka cena uratowałaby gospodarką Rosji w opinii Thomasa Nilssona, szefa szwedzkiego wywiadu wojskowego. Jak stwierdził w wywiadzie dla "Financial Times", "wojna na Bliskim Wschodzie co prawda zasiliła uszczuplony skarbiec Kremla, ale to nie zniweluje deficytu budżetowego".


Nawet Władimir Putin przyznaje, że rosyjska gospodarka nie radzi sobie najlepiej, a na pewno gorzej niż sam się spodziewał. Trwająca już piąty rok trzydniowa "operacja specjalna" drenuje tamtejszy budżet.
Rosja ma problem systemowy. Produkcja sprzętu, który zostaje zniszczony na froncie, nie można określić jako zrównoważony model wzrostu - przyznaje Nilsson.
A problemy gospodarcze, jego zdaniem, obejmują już nawet sektor obronny. - Rosyjski kompleks wojskowo-przemysłowy jest nierentowny, pełen korupcji i defraudacji oraz uzależniony od pożyczek z banków państwowych – dodał
Zdaniem wywiadu Szwecji Rosja systematycznie manipuluje statystyki, by świat wprowadzać w błąd co do skuteczności zachodnich sankcji. Jednak już nawet te publiczne dane pokazują alarmujący obraz. W zeszłym tygodniu Putin zauważył, ze PKB jego kraju skurczyło się w styczniu i lutym o 1,8 proc., obejmując spadki w obszarach tj., produkcja przemysłowa i budownictw.
Słowa prezydenta federacji potwierdziła gubernator rosyjskiego banku centralnego Elwira Nabiullina, która dzień później przyznała, że „warunki zewnętrzne pogarszają się obecnie niemal nieustannie – zarówno w eksporcie, jak i imporcie”.

Przeczytaj także
Jak ocenia szwedzki szef wywiadu w "Financial Times", bank centralny na zlecenie Kremla zaniża inflację, która zapewne jest obecnie bliższa głównej stopie procentowej wynoszącej 15 proc. niż oficjalne 5,86 proc. Deficyt zaś ocenił na około 30 mld dolarów. Na horyzoncie pojawiły się też oznaki zwiastujące kryzys bankowy.
Rosja żyje na pożyczonym czasie. Gospodarka może wejść tylko w jeden z dwóch scenariuszy: długoterminowy regres lub szok. Tak czy inaczej, będą kontynuować zjazd ku katastrofie finansowej - wyjaśnia Nilsson.
Jest to też znaczący wniosek dla Europy. Zdaniem szwedzkich polityków nie robić jeszcze wszystkiego, co w jej mocy, by zaszkodzić rosyjskiej gospodarcze. - Musimy być gotowi zapłacić za to cenę. My sami” – powiedziała w osobnym wywiadzie dla FT szwedzka minister spraw zagranicznych Maria Malmer Stenergard. Dodała, że „niezwykle frustrujące” jest to, iż nie wszystkie kraje UE były skłonne zmienić swój model energetyczny.
opr. aw































































