Gdańsk: miasto będzie dofinansowywać zabiegi in vitro

Miasto Gdańsk będzie dofinansować mieszkańcom koszty zabiegów in vitro. W latach 2017-20 planuje wydać na ten cel cztery miliony złotych. Uchwałę w tej sprawie przyjęli w czwartek miejscy radni.

Gdańsk: miasto będzie dofinansowywać zabiegi in vitro
Gdańsk: miasto będzie dofinansowywać zabiegi in vitro (fot. Thomas Lebie / FORUM)

Za dokumentem pn. "Program wsparcia prokreacji dla mieszkańców Gdańska", który powstał z inicjatywy rządzącej miastem Platformy Obywatelskiej, głosowało 16 radnych (wszyscy z PO), przeciw było 13 radnych (11 z PiS, 2 z PO) jeden radny (z PO) wstrzymał się od głosu. Dwóch radnych z PO, którzy byli na sesji, nie wzięło udziału w głosowaniu.

– Chcemy choć w części przywrócić program rządowy. Nasz program składa się z trzech modułów: edukacyjnego, wsparcia psychologicznego i dofinansowania metody in vitro – tłumaczyła podczas dyskusji nad dokumentem przewodnicząca klubu radnych PO Aleksandra Dulkiewicz.

Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz przekonywał, że władze miasta w ostatnich latach przekazały "hektary terenów" w Gdańsku na budowę kościołów i katolickich szkół. – I nikt się temu nie sprzeciwiał. Nie odbierajmy więc prawa do in vitro tym, którzy mają inne poglądy. In vitro jest uznawane przez Światową Organizację Zdrowia. Niech rząd PiS zdelegalizuje tę metodę. My działamy w ramach obowiązującego w Polsce prawa. Nikogo nie zmuszamy do skorzystania z tej możliwości. Każdy jest obdarzony wolną wolą i każdy może skorzystać z tego programu. Nie wchodźcie w rolę sędziów ludzkich sumień – mówił.

Wiceprzewodniczący RMG z PiS Piotr Czauderna (chirurg dziecięcy - PAP) przekonywał, że "zarodki nie są niczyją własnością, ani matki, ani społeczeństwa". Jego zdaniem, gdańszczanie bardziej potrzebują sprzętu do leczenia nowotworów i na taki cel miasto powinno wydać pieniądze, a nie na in vitro.

– Program jest nieprawidłowo napisany, brakuje jasno sprecyzowanego problemu zdrowotnego i dowodów na skuteczność proponowanych działań. Kłamstwem jest, że in vitro leczy niepłodność. Poza tym, według szacunków, dzięki in vitro urodzi się w Gdańsku 100 dzieci, a przypominam, że rodzi się u nas rocznie około 5 tysięcy dzieci, czyli wzrost wyniósłby około 2 procent – dodał Czauderna.

Program, który ma ruszyć od lipca tego roku, oprócz dofinansowania do leczenia niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego, przewiduje także wsparcie psychologiczne dla osób, które mają problemy z prokreacją oraz edukację młodzieży licealnej.

Samorząd chce dopłacać w wysokości do 5 tys. zł do każdej próby (nie więcej niż 80 proc. kosztów) procedury in vitro. Maksymalna liczba zabiegów, do których będzie przysługiwać dofinansowanie, to trzy zabiegi.

W uzasadnieniu "Programu wsparcia prokreacji dla mieszkańców Gdańska" podano, że koszt jednej procedury zapłodnienia pozaustrojowego wynosi średnio od 7 do 15 tys. zł, bez kosztów leczenia farmakologicznego, które są w większości refundowane.

Z oferty programu będą mogli skorzystać mieszkający w Gdańsku od przynajmniej roku i płacący tu podatki, pary małżeńskie oraz nieformalne. Wiek kobiet będzie musiał się mieścić w przedziale od 20 do 40 lat (warunkowo 42 lata). Oszacowano, że ze wsparcia finansowego przy zabiegach in vitro może skorzystać w Gdańsku ok. 720 par.

Ośrodki, które będą dokonywać zabiegów in vitro z dofinansowaniem miejskim, zostaną wyłonione w trybie konkursu. Program będzie mógł być realizowany przy wykorzystaniu personelu medycznego, który nie będzie uczestniczył w tym samym czasie w wykonywaniu świadczeń finansowanych w ramach umowy z NFZ.

Jako wskaźnik efektywności przyjętego programu określono wynik ciążowy u co najmniej u 30 procent par, które skorzystają z oferty samorządu.

W przyjętym przez radnych dokumencie wskazano, że Gdańsk boryka się z problemem demografii – współczynnik dzietności oznaczający liczbę dzieci przypadających na jedną kobietę w wieku rozrodczym jest niski i wynosi jedynie 1,337.

Radni PiS proponowali, żeby miasto współfinansowało tzw. naprotechnologię, z której mogliby skorzystać ci mieszkańcy, którzy z powodów religijnych nie akceptują metody in vitro.

Naprotechnologia (Natural Procreative Technology - metoda naturalnej prokreacji) zajmuje się usuwaniem czynników stojących na przeszkodzie naturalnemu zapłodnieniu. Zgodnie ze stanowiskiem Kościoła katolickiego naprotechnologia jest uznawana za metodę leczenia niepłodności. Opiera się m.in. na analizie fizjologicznej i biochemicznej cyklu miesiączkowego kobiety z uwzględnieniem jej gospodarki hormonalnej, co następnie jest podstawą do innych działań leczniczych, np. zastosowania technik laserowych czy mikrochirurgii.

Przed budynkiem Rady Miasta Gdańska przeciwko dofinansowywaniu zabiegów in vitro protestowało kilkadziesiąt osób, w tym działacze Kongresu Nowej Prawicy oraz członkowie organizacji Pro Life.

Zamiar współfinansowania przez samorząd programu in vitro władze Gdańska ogłosiły w październiku ub. roku. Wyjaśniono, że ma to związek z zakończeniem rządowego programu leczenia niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego, realizowanego w latach 2013-16. Kształt "Programu wsparcia prokreacji dla mieszkańców Gdańska" wypracował specjalny zespół złożony z radnych PO, lekarzy specjalistów oraz urzędników magistratu - udziału w tym gremium odmówili radni PiS.

Robert Pietrzak

rop/ bos/

Źródło: PAP

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
2 1 ~terminator

Brawo Gdansk! Na szczescie nie wszedzie panuje ciemnota, zacofanie i pisowski relatywizm moralny.

! Odpowiedz
0 0 (usunięty)

(wiadomość usunięta przez moderatora)

! Odpowiedz
0 2 ~wwff

Ta metoda jest tak nieskuteczna i droga, że z 4 mln na rok, będzie ostatecznie kilka urodzeń w roku. To, że z metody "skorzysta" 720 par, to mydlenie oczu.
W programie ogólnopolskim ministra Arłukowicza skuteczność była taka, że jedno urodzenie kosztowało budżet państwa ok. 300 000 zł.
Wtedy nikt nie płakał, że lepiej dać te pieniądze "dzieciom z Aleppo".

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
2 6 ~as

Lewackie mendy z Trójmiasta robią wszystko, żeby tylko sprowokować, zamieszać, utrudnić. Wcześniej ten sopocki prezio ";lepka rączka" zapraszał, wbrew stanowisku rządu, jakieś bliżej nieokreślone "dzieci wojny", a budyń wysyłał na szkolenia do szwecji urzedników, co mieli się zajmować importem ciapków, Jak w Szwecji jest, każdy wie (kto chce wiedzieć),. A ten śmieszny platformers co nie wie ile ma mieszkań, mógłby do kilku z nich przyjąć pseudouchodźców i tam ich dokarmiać za swoją kasę (której też n ie wie ile ma na 36 kontach). Wstyd za władze Gdańska, gdańszczanin.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
4 1 ~Karma

Lepiej nie wiedzieć ile ma się mieszkań niż nie wiedzieć co to konto w banku.

! Odpowiedz
1 2 ~gdynianin odpowiada ~Karma

Adamowicz-i wszystko jasne /im.Lenina/
Gdansk,Poznan,krakow,warszawa-złogi malwersantów,lewactwa i złodziei
jak mówił Marszałek : bić ku.wy i złodziei !
ot,cała filozofia

! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne