Podczas gdy Estonia blokuje prace nad gazociągiem, nie pozwalając wykonać badań na swoich wodach terytorialnych, Holandia decyduje się na współpracę przy powstawaniu największego jak dotychczas przedsięwzięcia gazowego. Podczas wizyty premiera Holandii Jana Petera Balkenende w Rosji podpisano porozumienie między rosyjskim Gazpromem i holenderskim Gasunie, tym samym włączając holenderski koncern do budowy Gazociągu Północnego na dnie Morza Bałtyckiego.
Zgodnie z umową Gazprom nadal będzie miał 51-proc. udział w przedsięwzięciu. Natomiast dwie niemieckie firmy, E.on i BASF, każda o 4,5 proc. mniej, czyli po 20 proc. Wolne 9 proc. otrzymają Holendrzy. Kooperacja i podpisanie umowy nie jest sporym zaskoczeniem, ponieważ negocjacje w tej sprawie prowadzono od blisko roku. Dzięki umowie zaistniała możliwość przedłużenia gazociągu najpierw do Holandii, a potem dalej, aż do Wielkiej Brytanii. To przede wszystkim tym rynkiem zainteresowani są Rosjanie, dlatego finalizacja umowy jest nie lada gratką.
Kolejka chętnych
Gazprom ma też powody do radości, ponieważ do projektu udało mu się pozyskać poważnego gracza – Gasunie ma jedną z największych sieci przesyłowych w Europie. Łączna długość należących do holenderskiego koncernu gazociągów to ponad 12 tysięcy km. Rocznie rurami tym przepływa ok. 100 mld m3 gazu. Pomimo tego, że w UE pojawiają się krytycy tego projektu, którzy obawiają się uzależnienia Europy od rosyjskiego gazu, premier Holandii jest raczej spokojny. Holandia ma ambicje sama stać się centrum dystrybucyjnym na Europę Zachodnią. Udziałem w przedsięwzięciu zainteresowane są także o Gaz de France czy BP.
Gazprom lubi Czechów
W tym samym czasie, kiedy podpisywano umowę między rosyjskim a holenderskim koncernem, wiceprzewodniczący rady dyrektorów Gazpromu Aleksander Miedwiediew poinformował, że Czechy nie muszą obawiać się o swoje bezpieczeństwo energetyczne w związku z budową Gazociągu Północnego. Zasugerował jednocześnie, że gaz ze wspomnianego gazociągu może bez problemu dotrzeć również do Czech. – Republika Czeska nie ma powodów do obaw o swoje bezpieczeństwo energetyczne z powodu budowy gazociągu Nord Stream – powiedział Miedwiediew. – Po skończeniu budowy gazociągu zwiększymy ilość gazu przesyłanego przez Czechy, co przyniesie państwu dodatkowe przychody – dodał Miedwiediew.
Marginalizacja Jamału
Co w sytuacji, gdy kontrowersyjny projekt przybiera na znaczeniu, mogą zrobić państwa, które maja największe obawy w związku z jego budową? Rosja już wykluczyła budowę drugiej nitki gazociągu jamalskiego, który przez Białoruś i Polskę dostarcza rosyjski gaz do Niemiec. – Nie ma uzasadnienia dla gazociągu Jamał-Europa 2 – stwierdził minister energetyki Rosji Wiktor Christienko, cytowany przez „Gazetę Wyborczą”. Pierwszą nitkę tego gazociągu budowano na podstawie umów zawartych pomiędzy Rosją, Polską i Białorusią. Umowy przewidywały budowę dwóch nitek. Dziś Rosja nie jest już zainteresowana kontynuacją przedsięwzięcia. A co na to Polska, nad której głową buduje się gazociąg, z pominięciem jej interesów?
Co na to Polska?
Zmiana rządów nie przyniosła specjalnej zmiany naszej opinii na temat niemiecko-rosyjskiego przedsięwzięcia. PiS zdecydowanie był przeciw i starał się przestrzegać UE przed poddaniem się monopolowi rosyjskiemu. Również Donald Tusk chce zmienić przede wszystkim niemieckie stanowisko dotyczące kontynuacji tego projektu. – To była zła decyzja. Dzisiaj to dziedzictwo, skutek złych decyzji poprzedniego kanclerza, staje się poważnym problemem nie dla Polski, ale Niemiec. Ten projekt nie był dobrze przygotowany i mam nadzieję, odbieram takie sygnały (...), że w najbliższym czasie gospodarze będą skłonni do głębokiej korekty – powiedział Tusk.
Brzmi to dość naiwnie, bo rzeczywistość pokazuje jednak, że przedsięwzięcie pod nazwą „Nord Stream” ma się całkiem dobrze, a Niemcy nie są raczej zainteresowane wycofaniem się. Niektórzy polscy eksperci wyrażają opinię, że budowa kontrowersyjnej rury po dnie Bałtyku jest już przesądzona, a najrozsądniejsze, co moglibyśmy w tej sytuacji zrobić, to podobnie jak inne państwa zaangażować się w ten projekt, by w przyszłości nie narzekać na marginalizację. Czy to dobry pomysł, czy może lepsza byłaby dywersyfikacja i poszukiwania innych dostawców? Zapewne już wkrótce przyszły rząd będzie musiał sobie odpowiedzieć na te pytania.
Eliza Snowacka






























































