Warszawska giełda przeżywa najlepszy okres od dekad, bijąc wynikami nawet indeksy z Wall Street. Mimo 200-procentowej stopy zwrotu z indeksu WIG w obecnym cyklu, wyceny kluczowych spółek pozostają racjonalne, co stwarza unikalne warunki do kontynuacji trendu, powiedział prof. Sebastian Buczek, prezes Quercus TFI w panelu otwarcia Konferencji WallStreet30 w Karpaczu.


Ostatnie 3,5 roku na Książęcej to czas spektakularnej hossy, który ostatnio wygrywa porównanie nawet z hossą na amerykańskim rynku akcji, zauważył prof. Sebastian Buczek. Dynamika wzrostów głównego indeksu warszawskiego parkietu w zestawieniu z amerykańskim S&P500 pokazuje wyraźną przewagę lokalnych aktywów.
Przez ostatnie 3,5 roku WIG zyskał imponujące 200%. W całym 2025 r. WIG wzrósł o 47%, podczas gdy S&P500 urósł o skromne 16%, a od początku 2026 roku polski rynek zyskał już 16%, wyprzedzając amerykańskie 10%. „Natomiast najciekawsze chyba w tym wszystkim jest to, że ja pierwszy raz widzę taką hosszę, która trwa już 3 i pó roku, indeksół 200% i większość spółek cały czas nie jest droga" - powiedział prof. Sebastian Buczek.
„Tania hossa” na GPW i szerokim rynku akcji
Choć ceny akcji rosną, rosną również zyski spółek, co utrzymuje wskaźniki fundamentalne w ryzach. Nawet na rozgrzanym ode dekad rynku amerykańskim, giganci tacy jak Nvidia bywają wyceniani na poziomie 15-krotności przyszłych zysków, co w kontekście ich dynamiki wzrostu nie jest poziomem alarmującym.
Odnosząc się do GPW podał przykład polskich banków, które pomimo kilkukrotnego wzrostu wartości akcji, wciąż zachowują atrakcyjne wskaźniki (np. cena/zysk) i oferują dobre stopy dywidendy. " Czyli innymi słowy to co dzieje się na rynkach na razie ma oparcie w wynikach finansowych" – powiedział Buczek.

Przykłady tanich spółek wg Buczka:
— MichałKubicki (@m_kubickibpl) May 29, 2026
Kruk
CD Projekt, dla tych którzy kochają więcej emocji
Selvita
PS. dodał też, że "mało jest drogich spółek" na GPW#wallstreet30
Jak tłumaczył, Polacy przez lata unikali giełdy z powodu bolesnych doświadczeń z bessy w 2008 roku, co sprawiło, że na starcie obecnej hossy społeczeństwo posiadało bardzo mało akcji. Z drugiej strony gospodarstwa domowe zgromadziły w bankach gigantyczną kwotę na depozytach i rachunkach bieżących, z czego większość jest bardzo nisko oprocentowana. Przepływ części tego kapitału w kierunku rynku akcji stanowi naturalne paliwo do dalszych wzrostów.
W tym sensie w Polsce może dojść do strukturalnej zmiany w sposobie lokowania kapitału. Powody są dwa: sufit na rynku nieruchomości i wspomniane miliardy na „jałowym biegu”. Buczek zauważył, że ceny nieruchomości w Warszawie dotknęły poziomów europejskich Przy obecnych wycenach potencjał do dalszych, gwałtownych wzrostów w tym sektorze wyczerpuje się, a inwestorzy zaczynają szukać alternatyw.
Po drugie polskie gospodarstwa domowe trzymają w bankach setki miliardów złotych, przy czym aż 2/3 tych środków leży na nieoprocentowanych lub niskooprocentowanych rachunkach bieżąc. Nawet niewielkie przesunięcie tego kapitału w stronę GPW, wsparte rozwojem programów takich jak PPK czy IKE/IKZE, może zmienić obecną hossę w „superhossę” stulecia.
Co może zatrzymać byki?
Mimo niemal idealnego obrazu rynku, doświadczenie każe zachować czujność. Nawet jeśli fundamenty są solidne: wyniki firm rosną, kapitał jest gotowy do wejścia, a akcje – mimo że droższe niż przed laty – wciąż oferują uczciwą wartość, przy inwestowaniu jednak trzeba pamiętać o tych czynnikach ryzyka.
Profesor Buczek wskazując na Rosję jako stały czynnik destabilizujący nasz region. Ekspert podkreśla, że w ujęciu krótkoterminowym Rosja "była, jest i będzie" czynnikiem dużej niestabilności w naszym regionie, co naturalnie rzutuje na postrzeganie rynku. Buczek dostrzega ryzyko związane z wysokimi cenami surowców w przypadku eskalacji na Bliskim Wschodzie. Jego scenariusz bazowy zakłada jednak, że strony konfliktu ostatecznie się porozumieją, co powinno sprowadzić ceny ropy w okolice 70 dolarów za baryłkę.
Według Buczka, choć rynki mają tendencję do dyskontowania przyszłych zdarzeń z wyprzedzeniem, nadchodzące wybory w Polsce nie powinny jeszcze stresować inwestorów w 2026 roku. „Tym się będziemy martwić na początku przyszłego roku” – prognozuje.
W perspektywie długoterminowej profesor zwraca uwagę na niepokojące tempo zadłużania Polski, które obecnie jest skutecznie maskowane przez solidny wzrost gospodarczy na poziomie 3,5%. Buczek zaznacza, że dopóki gospodarka dynamicznie się rozwija, deficyt budżetowy nie budzi powszechnego lęku, jednak sytuacja ta może ulec gwałtownej zmianie przy pogorszeniu koniunktury.
Ekspert ostrzega, że „jeżeli będzie taki rok, że wzrost gospodarczy w Polsce będzie w okolicach 1% i niżej, to wtedy ten dług zacznie boleć”, co mogłoby zniszczyć pozytywny obraz budowany przez ostatnie 36 lat transformacji. Mimo to profesor uspokaja, że nie jest to problem krótkoterminowy, a Polska wciąż może być dumna ze swoich dotychczasowych osiągnięć ekonomicznych.













.gif)















































