

Wakacyjne nastroje najwyraźniej udzieliły się inwestorom z warszawskiej giełdy: od tygodnia zmienność jest minimalna, a obroty niewielkie. GPW nawet nie próbuje dotrzymać kroku indeksom amerykańskim, które od początku roku śrubują nominalne rekordy wszech czasów.
Czwartkowa sesja właściwie nie miała historii, a zmiany głównych indeksów były wręcz kosmetyczne. Nie dopisały także obroty – aktywność inwestorów mierzona wartością obrotów była równie niska jak w całym tygodniu.
Niezmienna pozostaje też słabość warszawskiej giełdy w stosunku do rynków rozwiniętych, a w szczególności do indeksów nowojorskich. Podczas gdy S&P 500 od początku roku dał zarobić 7,5% i regularnie śrubuje historyczne rekordy, to WIG zyskał ledwie 0,5%, a sytuacja na wykresie w najlepszym razie przypomina rozciągniętą w czasie korektę płaską. Uwagę zwraca zwłaszcza słabość mniejszych spółek: MIS80 (czyli kontynuacja sWIG80) od szczytu z listopada 2013 roku stracił już 20%.
Trzeba też uczciwie powiedzieć, że giełdzie nie służą dane napływające z polskiej gospodarki. W ostatnich tygodniach zawodziły zarówno PMI jak i produkcja przemysłowa i sprzedaż detaliczna. W czwartek GUS poinformował o pogorszeniu nastrojów konsumentów. Dla kontrastu, w Stanach Zjednoczonych zanotowano najniższą od ponad 8 lat liczbę wniosków o zasiłek dla bezrobotnych.
Wśród największych spółek złą passę kontynuowały walory Orlenu, które tracą od czasu wczorajszej publikacji wyników za drugi kwartał. Na szerokim rynku uwagę skupiały przecenione o 20% akcje DSS. W dalszym ciągu niepokojąco prezentuje się też statystyka liczby spółek wyznaczających roczne minima: na czwartkowej sesji było aż 13 takich walorów. Odmienne nastroje mieli za to akcjonariusze Energi, której kurs wyznaczył nowe historyczne maksimum.
K.K.

































































