Doprowadza to do kryzysu zaufania i wiarygodności. Decydują nie kondycja finansowa, zasady ani rachunek ekonomiczny, a jedynie dobra znajomość z aktualnymi decydentami. Ochrona największych banków jest oczywiście konieczna dla stabilności sektora finansowego, ale z drugiej strony nie może to wyłączać ryzyka upadłości lub stanowić zapewnienia o pomocy w każdej sytuacji. W Stanach Zjednoczonych po wprowadzeniu ograniczeń w wypłatach premii ze środków publicznych, banki chętnie zaczęły zwracać te środki, jako niepotrzebne. Co więcej państwo zarobiło na tym procederze. Te specyficzny mechanizm motywacyjny zadziałał. Działa on zawsze wtedy, gdy pieniądz ma określoną wartość. Rozmywanie tej wartości poprzez ekspansję pieniężną i inflację (czasami ukrytą) też oczywiście ma swój cel, jest formą zmniejszania kosztów długu. Taką politykę prowadziły np. Stany Zjednoczone. W perspektywie uderza to jednak w wierzycieli. Dochodzimy wtedy do niesprawiedliwego podziału dochodów, ale skoro wierzyciele się na to godzą...
Planowanie i długoterminowa perspektywa rozwoju państw i jednostek wydaje się pewną receptą na obecne kłopoty. Tylko jak wytłumaczyć ludziom, że dziś muszą jednak konsumować mniej, zacisnąć pasa. To trudne wyzwanie szczególnie dla polityków walczących o reelekcję. Czy w ogóle jest to możliwe? Niektóre narody Wschodu udowadniają, że tak. Czasami inaczej się nie da. Polska jest takim przykładem, gdzie ekspansywne zadłużanie wiedzie do katastrofy, stąd niestety musimy być bardziej wstrzemięźliwi i liczyć na rolę free ridera. Nie jesteśmy drugim USA i trudno kogokolwiek zmusić do pożyczania nam na niekorzystnych warunkach. Rynek działa, ale jeśli jest konkurencja, rozdrobnienie. Wstrzemięźliwość i pokora wobec praw ekonomii dziś wydaje się długofalową receptą na obecny kryzys. Kryzys jakiego ciągle jesteśmy świadkami, jest przede wszystkim kryzysem odpowiedzialności za decyzje. Jak nauczyć odpowiedzialności? Przez konsekwencje, pełne i nieuchronne. Dylemat polityków, którzy też mają krótką kołdrę wyborczą nie ułatwia rozwiązań instytucjonalnych, tworzenia ram. Ramy te jednak powinny przede wszystkim stwarzać pole do gry rynkowej, która jak na razie ciągle pozostaje najlepszą formą weryfikowania wartości, nie tylko nieruchomości, akcji, ale i decyzji polityków. Czekamy więc na dobre informacje ze szczytu G-20 z Pittsburga, że świat może się zmienić, ale zmianę najlepiej zaczynać od siebie.
Bogusław Półtorak,
Główny Ekonomista Bankier.pl SA





























































