Przegląd spraw dotyczących kredytów opartych na franku szwajcarskim pokazuje, jak bardzo zróżnicowane rozstrzygnięcia zapadają na salach sądowych. Trudno jest mówić w tym przypadku o krystalizującej się „linii orzecznictwa”, a specjaliści wskazują na kilka powodów takiego stanu rzeczy.


Prezentując prawne batalie kredytobiorców, przedstawiliśmy obraz sytuacji z dwóch perspektyw. W pierwszej części oddaliśmy głos bankom, które dość oszczędnie wypowiadają się o sprawach, w których uczestniczą. W drugiej omówiliśmy wyniki przeglądu próbki sądowych orzeczeń, które pozyskaliśmy z różnych źródeł.
W niektórych kategoriach spraw „frankowych” kredytobiorcy zdają się zyskiwać przychylność sądów. W innych zapadają bardzo zróżnicowane rozstrzygnięcia. Trudno mówić o wyraźnej przewadze którejkolwiek ze stron albo o ustalonej linii orzecznictwa.
Niejednolite orzecznictwo
Mogłoby się wydawać, że kredytobiorcy walczący indywidualnie z bankami w sądach w dużej mierze znajdują się w podobnym położeniu. Wielu z nich ma niemal identyczne umowy kredytowe, zawierające te same sformułowania określające zasady waloryzacji zobowiązania, pobierania opłat za ubezpieczenie niskiego wkładu własnego. W tym kontekście dziwić może fakt, że sądy gotowe są wydawać zupełnie sprzeczne ze sobą wyroki. Prawnicy angażujący się w tego rodzaju procesy widzą co najmniej kilka przyczyn takiego stanu rzeczy.
- W postępowaniach sądowych, gdzie oceniane są na pozór podobne sprawy, istotne są niuanse nie tylko procesowe, ale także dotyczące stanów faktycznych. Każda taka sprawa badana jest w oparciu o znacznie szersze spektrum okoliczności niż tylko brzmienie postanowienia umowy. W indywidualnych sprawach sąd ocenia także m.in. okoliczności zawarcia umowy, jej treść, a także umowy pozostające w związku z analizowanym kontraktem. Wynika to wprost z przepisów Kodeksu Cywilnego - wyjaśnia mec. Krzysztof Gajewski z Kancelarii Prawnej WMG.
- Wielu kredytobiorców, dostrzegając w swojej umowie zapis wpisany do rejestru klauzul niedozwolonych i wytaczających powództwa, uważa, że sprawa jest przesądzona. Nie oznacza to jednak, że w konkretnym postępowaniu i w konkretnej umowie sąd uzna klauzulę za abuzywną. O tym decydują w dużej mierze okoliczności dogłębnie analizowane w ramach sprawy - dodaje mec. Anita Wnuk z Kancelarii WMG.
- W mojej ocenie zróżnicowane podejście sądów do frankowych spraw wynika z kilku przyczyn. Pierwszą z nich jest z pewnością poziom argumentacji prawnej po stronie powoda, z czym bywa różnie. Sprawy frankowe są skomplikowane i wymagają głębokiej specjalizacji w zakresie prawa cywilnego, bankowego oraz wspólnotowego. Do ich prowadzenia niezbędna jest także znajomość polskiego oraz europejskiego orzecznictwa w sprawach konsumenckich – z czym także niestety bywa różnie i to zarówno po stronie pełnomocników, jak i niektórych sędziów – wskazuje dr Janusz Malanowski, radca prawny z kancelarii Malanowski i Wspólnicy.
- Po drugie, zróżnicowane podejście sądów wynika także z samej specyfiki tych spraw, w których występuje jednostka – konsument z roszczeniami przeciwko wielkiej korporacji, cieszącej się do niedawna jeszcze szczególnymi względami prawnymi. Dla niektórych składów orzekających banki wydają się wciąż pozostawać instytucjami zasługującymi na szczególną ochronę prawną, choć podejście takie nie ma już dziś żadnego uzasadnienia. Do tego należy dodać, że sprawy frankowe, jak i spory konsumenckie w ogóle wciąż stanowią stosunkowo nową kategorię spraw rozpatrywanych przez polskie sądy. W związku z tym linia orzecznicza się dopiero kształtuje i niewiele jest w tym zakresie orzeczeń prawomocnych a te, które już zostały wydane, mogą także w niektórych przypadkach budzić istotne wątpliwości. Być może dobrym remedium na tę sytuację byłoby rozważenie utworzenia wyspecjalizowanych jednostek w sądach powszechnych, które powołane byłyby do rozpoznawania spraw konsumenckich, w tym spraw frankowych – komentuje Malanowski.
Na inne wątki zwraca uwagę Mariusz Korpalski, radca prawny w Komarnicka Korpalski Kancelaria Prawna. - Po pierwsze, naturalne oczekiwanie na wykładnię sądów wyższych instancji i Sądu Najwyższego. Naturalne, bo sądy stoją w obliczu zalewu spraw „frankowych” i siłą rzeczy muszą wypracować jednolitą wykładnię dla oceny kilkunastu wzorów umownych powielonych setki tysięcy razy. Po drugie, działa tu cokolwiek oportunistyczny mechanizm „odstraszania” powoda. Polega to na oddalaniu powództwa i oczekiwaniu na efekt zniechęcenia innych powodów w podobnych sprawach. Mechanizm ten jest obserwowany zarówno w sprawach z powództwa klientów, jak i w sprawach z powództwa banku. Po trzecie, sądy z nieznanych mi przyczyn nie stosują zasady uwzględniania z urzędu bezskuteczności częściowej umowy (np. TSUE: C-243/08, Pannon GSM, nb 33-35, C-472/10, Invitel, nb 41-44) oraz nieważności bezwzględnej całej umowy (np. uch. SN III CZP 26/05, wyr. SN: II CNP 82/08, V CSK 283/06) – zauważa Korpalski.
Potrzebny pełny obraz
Kancelarie prawne chętnie chwalą się wygranymi sprawami, a podobną strategię obierają ostatnio także banki. Na razie niejednolite orzecznictwo nie zniechęca zdeterminowanych by bronić swoich racji. Rozstrzygnięcia poznajemy ze sporym opóźnieniem, nierzadko wyrywkowo, co utrudnia stworzenie pełnego obrazu „stanu gry” w sądowych bataliach.
Będziemy nadal śledzić informacje o wyrokach, które zapadły w sprawach związanych z kredytami opartymi na frankach szwajcarskich. Zachęcamy do dzielenia się danymi i uzupełniania listy orzeczeń.




























































