Były premier Francji Francois Fillon i jego żona zostali w poniedziałek przesłuchani w ramach śledztwa dotyczącego zarzutów prasy, która utrzymuje, że Penelope Fillon otrzymywała wynagrodzenie za fikcyjną pracę jako asystentka parlamentarna - podała AFP.
AFP powołuje się na źródła zbliżone do śledztwa. Żadnych szczegółów dotyczących przesłuchań nie ujawniono.
Francuski tygodnik satyryczny "Le Canard Enchaine" podał w ub. tygodniu, że żona Fillona, który jest kandydatem prawicowych Republikanów na prezydenta Francji, była przez lata wynagradzana z funduszy parlamentarnych za fikcyjną pracę.
Według tygodnika w latach 1998-2007, a następnie 2012-13 Penelope Fillon zarobiła ok. 600 tysięcy euro za bycie zatrudnioną jako asystentka swego męża, a później jego następcy w Zgromadzeniu Narodowym (parlamencie) oraz za rzekomą pracę w latach 2012-13 w piśmie kulturalnym "La Revue des Deux Mondes".
Śledztwo ma na celu sprawdzenie, czy Penelope Fillon świadczyła w zamian za wynagrodzenie pracę, jak twierdzi otoczenie Francois Fillona, czy też chodzi o fikcyjne zatrudnienie, jak twierdzi "Le Canard Enchaine", cytując wypowiedzi osób zbliżonych do sprawy.

Zatrudnianie członków rodzin polityków jest we Francji legalne i praktykowane przez wielu parlamentarzystów - zarówno lewicowych, jak i prawicowych. Nie może być to jednak praca fikcyjna; tymczasem francuskie media przypominają, że Penelope Fillon była dotąd przedstawiana jako niepracująca zawodowo gospodyni domowa.
W poniedziałek został także przesłuchany właściciel magazynu "La Revue des Deux Mondes", miliarder Marc Ladreit de Lacharriere, wieloletni przyjaciel Fillona.
Marine Le Pen na czele sondażu, przed Fillonem
Szefowa nacjonalistycznego Frontu Narodowego Marine Le Pen wysunęła się na czoło sondażu przed wiosennymi wyborami prezydenckimi we Francji. Głosowałoby na nią w pierwszej turze 25 proc. Francuzów, a na konserwatywnego Francois Fillona - 22 proc.
Le Pen przegrałaby jednak w drugiej turze - wynika z tego najnowszego, opublikowanego w niedzielę wieczorem sondażu instytutu Kantar Sofres Onepoint, przeprowadzonego 26 i 27 stycznia na próbie 1 032 osób. Margines błędu wynosi 3,1 pkt.
Fillon znalazł się w sondażu na drugim miejscu z 22 proc. głosów, o 1 punkt proc. więcej, niż zdobył centrowy kandydat, były minister gospodarki Emmanuel Macron (21 proc.).
Na czwartym miejscu uplasował się w sondażu radykalny socjalista Benoit Hamon (15 proc.), który w niedzielę bezapelacyjnie wygrał drugą turę prawyborów w rządzącej Partii Socjalistycznej, pokonując rywala, byłego premiera Manuela Vallsa. Piąty w sondażu znalazł się trybun radykalnej i eurosceptycznej lewicy, eurodeputowany Jean-Luc Melenchon (10 proc.).
49-letni Hamon, który kampanię przed prawyborami prowadził pod hasłem zapewnienia wszystkim przez państwo dochodu gwarantowanego w wysokości 750 euro miesięcznie, nie znalazł się jednak w trójce, która zmierzy się w wyborach do fotela prezydenckiego. Wyprzedził go były minister gospodarki i były bankier inwestycyjny, 39-letni Macron.
Fillon przestał być automatycznym zwycięzcą, jakim wydawał się po prawyborach w partii republikańskiej, zwłaszcza w świetle ostatniego skandalu, jakim stało się ujawnienie zarobków Penelopy Fillon, żony kandydata, która w latach 19982002 za fikcyjną pracę u jego boku otrzymywała niemal 4 tys. euro miesięcznie.
Jednak w przypadku pojedynku pomiędzy nim a Le Pen, odniósłby zwycięstwo nad szefową FN stosunkiem 60 proc. do 40.
Ale gdyby do drugiej tury wszedł Macron, mógłby z niej zwycięsko z przewagą nad Le Pen w stosunku 65 proc. głosów do 35 proc., a nawet nad Fillonem - 58 proc. głosów do 42.
Wśród tych, którzy zamierzają głosować na Macrona w pierwszej turze, tylko 41 proc. twierdzi, że na pewno odda na niego głos. Jest to znacznie niższy odsetek w porównaniu z innymi potencjalnymi kandydatami.
Spośród zwolenników Fillona 61 proc. twierdzi, że na pewno na niego zagłosuje, w przypadku zwolenników Melenchona - 56 proc., Hamona - 46 proc., a w przypadku Le Pen - aż 78 proc.
(PAP)
kot/ mc/





























































