Wystarczyła jedna wzmianka szefowej Rezerwy Federalnej, aby nowojorskie indeksy wyśrubowały nowe rekordy. W przypadku Nasdaqa było to 10. maksimum z rzędu. Trzeba jednak przyznać, że skala wtorkowych zwyżek znów była niewielka.


„Zbyt wielu Amerykanów pozostaje bez pracy lub pracuje w niepełnym wymiarze, wzrost wynagrodzeń jest wciąż powolny, a inflacja pozostaje wyraźnie poniżej naszego długoterminowego celu" – oświadczyła na forum Kongresu Janet Yellen, prezes Rezerwy Federalnej.
To jasna sugestia, że „cierpliwość” Fed-u w kwestii podnoszenia stóp procentowych będzie niewyczerpana, dopóki oficjalna inflacja CPI nie sięgnie 2%. A zważywszy na ubiegłoroczny spadek cen ropy naftowej, na to nie zanosi się przynajmniej do późnej jesieni.
Perspektywa utrzymania zerowych stóp procentowych w USA skłania do inwestowania w akcje i stąd też wynikał wtorkowy spadek rentowności (wzrost cen) amerykańskich Treasuries.

S&P500 zyskał 0,28%, po drodze wyznaczając nowy rekord wszech czasów na wysokości 2.117,94 punktów, co jest poziomem o 14,5% wyższym niż przed rokiem. Dow Jones po wzroście o 0,51% finiszował z wynikiem 18.209,19 pkt., co jest najwyższym kursem zamknięcia w historii.
Nasdaq odnotował 10. z rzędu sesję na plusie (najdłuższa seria od lipca 2009 roku., zbliżając się do magicznego poziomu 5.000 punktów, po raz ostatni widzianego w szczycie bańki internetowej niemal 15 lat temu.





























































