REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Fed znów nie podniósł stóp procentowych

2016-04-27 20:01
publikacja
2016-04-27 20:01

Rezerwa Federalna utrzymała stopę funduszy federalnych bez zmian, w dotychczasowym przedziale 0,25-0,50%. Decyzja była zgodna z oczekiwaniami analityków, ale nie była jednogłośna.

Fed znów nie podniósł stóp procentowych
Fed znów nie podniósł stóp procentowych
/ YAY Foto

Pierwszej – i póki co jedynej – od 2006 roku podwyżki stóp Fed dokonał w grudniu. Zarówno podczas styczniowego i marcowego posiedzenia FOMC nie zdecydował się na podniesienie kosztów kredytu.

Dodatkowo w marcu członkowie Federalnego Komitetu Otwartego Rynku (FOMC) ograniczyli swoje oczekiwania względem liczby tegorocznych podwyżek z czterech do dwóch, po 25 pb. każda.

Prawdopodobieństwo tego, że do końca 2016 roku Rezerwa Federalna dokona choć jednej podwyżki o 25 pb., rynek kontraktów terminowych wycenia na 68% - wynika z obliczeń FedWatch Tool.  

Kwietniowa decyzja zapadła stosunkiem głosów 9 do 1. Przeciwko była Esther George, która podobnie jak w marcu domagała się podwyżki stopy funduszy federalnych o 25 punktów bazowych.

„Komitet oczekuje, że warunki gospodarcze będą ewoluowały w sposób, który zapewni tylko stopniowe podwyżki stopy funduszy federalnych; stopa funduszy federalnych zapewne przez jakiś czas pozostanie poniżej poziomów oczekiwanych w dłuższym terminie” – ta kluczowa fraza ze styczniowego komunikatu FOMC pozostała w niezmienionym wydaniu także w kwietniu.

Wakacje na giełdzie

W kwietniowym komunikacie FOMC nie znalazła się żadna fraza, którą można by zinterpretować jako sugestię podwyżki stóp na czerwcowym posiedzeniu.

Wziąwszy poprawkę na bardzo zachowawczą politykę komunikacji z rynkiem w wykonaniu przewodniczącej Janet Yellen brak takiego sygnału praktycznie wyklucza czerwcową podwyżkę stóp w USA. Przed publikacją komunikatu rynek kontraktów terminowych wyceniał prawdopodobieństwo czerwcowej podwyżki na 21%.

Rynek dość obojętnie przyjął kwietniowy komunikat z Rezerwy Federalnej. Po kilkuminutowym okresie podwyższonej zmienności kurs EUR/USD o godzinie 20:25 ustabilizował się na poziomie 1,1310. Indeks S&P500, który przez pierwszą część sesji utrzymywał się nieznacznie pod kreską, poszedł lekko w górę, zyskując 0,17% i dochodząc do 2.095,25 punktów.

Obniżyły się za to notowania kontraktów terminowych na złoto: z blisko 1 250 USD za uncję przed decyzją Fedu do 1. 245,80 USD/oz niespełna pół godziny później.

Nieduże zmiany S&P 500, po wynikach Apple tracił Nasdaq

Środowa sesja na Wall Street nie przyniosła dużej zmiany S&P 500, gorzej radził sobie technologiczny Nasdaq, któremu szkodził zniżkujący kurs Apple. W centrum uwagi znalazł się Fed, który zgodnie z oczekiwaniami pozostawił stopy proc. bez zmian.

Indeks Dow Jones Industrial na koniec dnia zyskał 0,28 proc. i wyniósł 18.041,55 pkt.

S&P 500 wzrósł o 0,16 proc. i wyniósł 2.095,15 pkt.

Nasdaq Composite zniżkował o 0,51 proc. do 4.863,14 pkt.

Wydarzeniem dnia w USA było posiedzenie Rezerwy Federalnej. Bank centralny zgodnie oczekiwaniami podjął decyzję o pozostawieniu bez zmian głównej stopy procentowej. W komunikacie Fed wskazał na spowolnienie wzrostu w gospodarce USA, jednocześnie jednak zrezygnował ze wskazania na zagrożenia, jakie dla gospodarki tego kraju mogłyby napływać z zagranicy.

Wydźwięk komunikatu był lekko jastrzębi i w jego wyniku przybliżył się termin kolejnej podwyżki stóp procentowych w USA. Z notowań kontraktów terminowych wynika, że rynek obecnie z ponad 50 proc. prawdopodobieństwem wycenia podwyżkę stóp procentowych we wrześniu. Przed środowym komunikatem Fed rynek podwyżkę wyceniał w listopadzie.

W centrum uwagi rynku utrzymują się wyniki spółek. W środę notowaniom na amerykańskich giełdach szkodził spadający kurs największej pod względem kapitalizacji giełdowej spółki w USA - Apple, po tym jak podała ona słabsze od oczekiwań wyniki kwartalne, w tym pierwszy od 2003 r. spadek sprzedaży.

Prawdopodobnie najważniejszą wiadomością mającą a negatywny wpływ na rynek były dzisiaj wynik Apple. Spółka po raz pierwszy od bardzo dawna zanotowała spadek przychodów - ocenił w CNBC Jack Ablin, dyrektor inwestycyjny w BMO Private Bank

Mocno w dół szedł kurs Twittera po ogłoszeniu mniejszych od oczekiwanych przychodów w pierwszym kwartale i prognozy na kolejny kwartał.

W trakcie sesji traciły też inne duże amerykańskie spółki z branży internetowej i nowych technologii. Zniżkowały między innymi kurs spółek: Amazon Alphabet, Microsoft oraz Facebooka, który swoje wynik poda w środę po sesji.

Wyniki za pierwszy kwartał podał amerykański dostawca usług internetowych Comcast, który poinformował też o rozmowach na temat wartej 3 mld USD umowy dotyczącej przejęcia amerykańskiej wytwórni filmowej Dreamworks Animation. Notowania Comcast rosły po tych informacjach.

Na rynku walutowym w reakcji na decyzję Fed bez większych zmian utrzymały się notowania dolara. Kurs EUR/USD kształtował się w trakcie sesji w pobliżu poziomu 1,131.

Mocne wzrosty kontynuuje ropa naftowa. Baryłka ropy WTI w po raz pierwszy od listopada wyceniana jest na ponad 45 USD. Wyraźnie rosną również ceny Brent, które przekraczały poziom 47 dolarów za baryłkę i są najwyższe w tym roku. Notowaniom surowca nie zaszkodziły na długo dane, wskazujące na wzrost zapasów ropy naftowej w USA.

W komunikacie po środowym posiedzeniu Fed zasugerował większy optymizm w porwaniu z poprzednim, marcowym posiedzeniem. Po poprzednim posiedzeniu Fed wskazał na podwyższone ryzyko dla gospodarki USA, wynikające z niepewnej sytuacji gospodarczej poza granicami USA oraz na rynkach finansowych. W komunikacie kwietniowym Fed zrezygnował jednak z tego stwierdzenia. Fed stwierdził jednocześnie, że będzie uważnie monitorował sytuację poza granicami USA, oraz jej wpływ na gospodarkę USA.

Fed wskazał na spowolnienie w gospodarce USA w ostatnim czasie. Amerykański bank centralny ocenił też jednak, że pomimo słabego wzrostu w gospodarce amerykańskiej, wciąż poprawia się sytuacja na rynku pracy w USA.

Liczba umów na sprzedaż domów, podpisanych w marcu przez Amerykanów wzrosła miesiąc do miesiąca o 1,4 proc. Rynek spodziewał się, że liczba umów na sprzedaż domów wzrośnie o 0,5 proc. miesiąc do miesiąca. W lutym liczba podpisanych umów na sprzedaż domu (pending home sales) wzrosła o 3,4 proc. miesiąc do miesiąca po korekcie wobec wzrostu o 3,5 proc. przed korektą.

Zapasy ropy naftowej w USA wzrosły w ubiegłym tygodniu o 2 mln baryłek, czyli 0,4 proc., do 540,61 mln baryłek. Zapasy benzyny wzrosły w tym czasie o 1,6 mln baryłek Rezerwy paliw destylowanych, w tym oleju opałowego, spadły o 1,7 mln baryłek.

Zysk na akcję Apple wyniósł w I kwartale 1,9 USD wobec prognozowanych 2 USD. Przychody amerykańskiego giganta na poziomie 50,6 mld USD okazały się w tym okresie niższe od prognozowanych 51,97 mld USD. Przychody spadły o 13 proc. w porównaniu z analogicznym okresem rok temu. W I kwartale sprzedaż Apple spadła w porównaniu z analogicznym okresem rok temu - pierwszy raz od 2003 roku. Spółka zapowiedziała zwiększenie dywidendy o 10 procent - do 57 centów na akcję.

Przychody Twittera w I kwartale 2016 roku okazały się o 13 mln USD mniejsze od oczekiwanych - wyniosły 594,5 mln USD wobec prognozowanych 607,5 mln USD. Skorygowany zysk spółki wyniósł w tym okresie 15 centów na akcję wobec prognozowanych 10 centów. Twitter szacuje przychody w II kwartale na 590 mln - 610 mln USD, dużo poniżej prognozowanych przez analityków 678 mln USD.

Krzysztof Kolany/PAP

Źródło:Bankier24
Tematy
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają

Komentarze (29)

dodaj komentarz
~Polak
FED - Fundator Ekonomicznej Destrukcji....
~GARGUS
FED czytałem ze to BANK CENTRALNY rzad USA niema tam nic do powiedzenia
~nik
i nie podniesie ...............chyba ze chce zrobić sobie harakii
~gikoL
Wszystkim wróżącym śmierć dolara i tryumf złotówki przypomnę :
I półrocze 2008 : 1$ = 2 zł. Gospodarka amerykańska i światowa w rozkwicie (nie do końca prawda, bo złe sygnały były już końcem 2007r, ale nikt ich nie brał na powaznie)
II półrocze 2008 : złotówka "zimny prysznic". A przecież to nie u nas był Lehman Brothers.
Wszystkim wróżącym śmierć dolara i tryumf złotówki przypomnę :
I półrocze 2008 : 1$ = 2 zł. Gospodarka amerykańska i światowa w rozkwicie (nie do końca prawda, bo złe sygnały były już końcem 2007r, ale nikt ich nie brał na powaznie)
II półrocze 2008 : złotówka "zimny prysznic". A przecież to nie u nas był Lehman Brothers. Gospodarka miała sie dobrze. Co najwyżej kredyty frankowe no i idiotyczne opcje walutowe przedsiebiorstw.
Kolejne lata QE1, QE2, QE3.... i nie widać końca. Złotówka się nie umacnia.

Ameryka to największy importer na Świecie!
(Dla słabo kojarzących) AMERYKA TO NAJWIĘKSZY IMPORTER NA ŚWIECIE!
Inne kraje są uzależnione od amerykańskiego popytu. Kiedy Amerykanie zbiednieją i przestaną kupować, kiedy zdewaluują walutę, to wszyscy inni na Świecie popłyną bardziej niż Ameryka.

Niesprawiedliwe? A dlaczego miałoby być sprawiedliwe.

Proszę o nie dawanie łapek, tylko o komentarze świadczące o posiadaniu mózgu.
~pa
USA to NA RAZIE największy importer na świecie. To nie jest set in stone. Ale siła dolara ma mocniejsze podstawy, niż amerykański import, USD oparty jest nie na sile gospodarki, tylko na lotniskowcach. :)
~GP
Amerykanie już dziesiątki lat temu odkryli "siłę kredytu". Mają takie podejście, którego my w Europie nie do końca chcemy, a w Demoludach to wręcz nie rozumiemy. Tam trzeba mieć teraz, a spłacać później.
W 1994 wyemigrowała do USA moja ciotka z rodziną. Powiedzmy normalni ludzie. Klasa średnia. Po 3 latach przysłali
Amerykanie już dziesiątki lat temu odkryli "siłę kredytu". Mają takie podejście, którego my w Europie nie do końca chcemy, a w Demoludach to wręcz nie rozumiemy. Tam trzeba mieć teraz, a spłacać później.
W 1994 wyemigrowała do USA moja ciotka z rodziną. Powiedzmy normalni ludzie. Klasa średnia. Po 3 latach przysłali zdjęcia, przy których 14-latkowi oko bielało... Dom, dwa samochody (topowy nissan na oko 3-letni i mniejsza, trochę starsza honda). Kuzynka na 18-nastkę dostała 5-letniego mustanga cabrio...
Potem się okazało, że "musieliśmy" wziąć kredyt na dom (alternatywa wynajmowania nie wchodziła w grę - albo podrzędna dzielnica, albo mega koszty). Dom w fajnej dzielnicy wymógł posiadanie przez każdą osobę samochodu (nie płacimy dużo, a jak będziemy zmianiać, to po prostu idziemy i bierzemy inny na kredyt). Wszyscy tu tak robią...
Oni mają jednak świadomość, że to nie jest ich. Będą się przeprowadzać (3 razy od tamtego czasu), to po prostu "oddają" jeden dom, biorą inny. Wszystko jest kwestią tego, jaką w danym momencie możesz płacić ratę. Powodzi Ci się lepiej, przeprowadzasz się do lepszego domu, gorzej, szukasz mniejszego i tańszego...
Kwestia popytu to kwestia głównie demografii. Można zmienić samochód raz na 3 lata, a nie 3 razy na rok. Ktoś to auto 3-letnie musi kupić. Jeżeli mamy niż demograficzny, na rynek wchodzi coraz mniej osób tworzących "nowy popyt", a do tego mamy społeczeństwo informatyczne, które nie potrzebuje 3 samochodów w rodzinie, bo z 3 osób do pracy dojeżdżają 2, a 3 pracuje zdalnie, to krzywa popytu jest coraz bardziej płaska.
Nie uważam, że Amerykanie biednieją. Sprawa dotyczy zmiany profilu konsumenta. Popyt w poprzednich 30 latach stworzył wielkie koncerny przemysłowe, które w tej chwili nie mają racji bytu.
Większość kapitału światowego jest w rękach Amerykanów (różnego pochodzenia) i ci Amerykanie finansują większość świata w dolarze. Jeżeli się cokolwiek dzieje, wracają do dolara uderzając (nawet nie celowo - ot, ekonomia) w inne waluty.
Jen się w świecie nie liczy, Rubel - Rosja jest za słaba, Juan - za bardzo sterowany. Jedyną szansą było Euro, ale pomysł upadł zanim się narodził, bo Angole postanowili pozostać przy wizerunku Elżbiety na banknotach i stworzyli precedens, który wykorzystują inne państwa... Byliśmy w stanie stworzyć gospodarkę, która popytowo i finansowo miała szanse, ale nasz europejski ksenofobizm na to nie pozwolił. Niestety, w dzisiejszym świecie państwo (twór) nie mający około miliarda konsumentów będzie się liczył coraz mniej......
~poldek
Największy importer świata -zgadza się, ale też największy beneficjent dochodów wtórnych, w rezultacie cały bilans kraju jest dodatni od kilkunastu już lat. Ponadto cały dług kraju mają w dolarach.

My mamy nadwyżkę eksportu dopiero od zeszłego roku, cały bilans zaś póki co jeszcze ujemny, choć się poprawia znacząco. Może w
Największy importer świata -zgadza się, ale też największy beneficjent dochodów wtórnych, w rezultacie cały bilans kraju jest dodatni od kilkunastu już lat. Ponadto cały dług kraju mają w dolarach.

My mamy nadwyżkę eksportu dopiero od zeszłego roku, cały bilans zaś póki co jeszcze ujemny, choć się poprawia znacząco. Może w tym roku już na plusie.
~gikoL odpowiada ~GP
Kto bogatemu zabroni?
Oni po prostu robią swoje. A kiedy przestaną, to reszta gospodarek padnie jak kostki domina. Jeżeli Niemcy nie sprzedadzą Mercedesów, Włosi Oliwy, Norwegowie łososi, Chińczycy czegokolwiek, to padną u nich miejsca pracy. Polacy nie sprzedadzą Niemcom części samochodowych, Australijczycy Chińczykom surowców
Kto bogatemu zabroni?
Oni po prostu robią swoje. A kiedy przestaną, to reszta gospodarek padnie jak kostki domina. Jeżeli Niemcy nie sprzedadzą Mercedesów, Włosi Oliwy, Norwegowie łososi, Chińczycy czegokolwiek, to padną u nich miejsca pracy. Polacy nie sprzedadzą Niemcom części samochodowych, Australijczycy Chińczykom surowców itd.

Niesprawiedliwe, że jeden kraj tak trzyma inne za gardło, ale też Amerykanie przez ostatnie 100 lat na ten efekt ciężko pracowali. I można patrzeć na nich z góry, że zyją na kredyt, ale dzieki temu dają nam pracę.

Poza tym, co jest lepsze : mieszkać do 50-ki u mamusi, czy od 25-ki na swoim (banku)? Tak samo ciężko pracują, a jedni mają od razu podczas gdy drudzy pod koniec życia.
No i z tymi kredytami i pracą już teraz w USA nie ten luz, co w latach 70-tych.

Dziękuję za mądry komentarz.
~gikoL odpowiada ~poldek
Prawda, jacy sprytni?
Chciałoby się tak jak oni, ale nielicznym jest to pisane.

Jeżeli jedyny pracodawca w okolicy zaczyna mieć problemy z wypłatą wynagrodzeń, to pracownicy : godzą się na opóźnienia, zmniejszenie zarobków, raty... Co mają innego do wyboru? Gotowi są nawet na własny koszt ratować pracodawcę, byle było tak,
Prawda, jacy sprytni?
Chciałoby się tak jak oni, ale nielicznym jest to pisane.

Jeżeli jedyny pracodawca w okolicy zaczyna mieć problemy z wypłatą wynagrodzeń, to pracownicy : godzą się na opóźnienia, zmniejszenie zarobków, raty... Co mają innego do wyboru? Gotowi są nawet na własny koszt ratować pracodawcę, byle było tak, jak dawniej.

Tylko te kraje, które będą miały duży rynek wewnętrzny, tanie źródla energii, liberalne prawo pracy, innowacyjność będą mogły suchą nogą przejść przestawienie się świata z eksportu do USA na inne źródła dochodu.
Tylko kraj, który będzie dużo kupował od innych i nie zarzynał przy tym własnej gospodarki opartej na pracy (nie ropie) może zająć miejsce USA. Kto jest kandydatem? Chiny? EU? Któryś z BRICS?

Dziękuję za inteligentny komentarz
~gikoL odpowiada ~pa
Jak najbardziej.
Czy ten gość sięga do kieszeni marynarki po portfel, czy pistolet? Nie ważne. Albo zapłaci, albo zastrzeli, ale będzie tak, jak on chce.

dziękuje za komentarz


Powiązane: USA: giełdy i gospodarka

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki