ING Bank Śląski ostrzega klientów przed kolejną falą tzw. vishingu, czyli wyłudzania danych podczas rozmowy telefonicznej. Oszuści podszywają się pod przedstawicieli organów ścigania. Łatwowierna ofiara może stracić pieniądze przechowywane na rachunku bankowym.
Wyłudzanie danych dostępu do serwisu bankowości internetowej zazwyczaj opiera się na fałszywych wiadomościach e-mail. Proceder ten nosi nazwę phishingu. Przestępcy przygotowują komunikaty przypominające te pochodzące od banku. W ich treści zwykle znajduje się link prowadzący rzekomo do systemu transakcyjnego instytucji. W rzeczywistości ofiara trafia na podrobioną stronę i przekazuje swój login i hasło oszustom.
ING Bank Śląski w komunikacie umieszczonym na stronie logowania do serwisu Moje ING ostrzega przed innym schematem działania przestępców. Tym razem korzystają oni z telefonu (tzw. vishing, od voice phishing). Osoba dzwoniąca do klienta banku informuje, że jest policjantem lub pracownikiem organu ścigania prowadzącym śledztwo.
Oszust prosi potencjalną ofiarę o wskazanie, w jakim banku posiada rachunek oraz salda przechowywanego na koncie. W następnym kroku powiadamia klienta, że instytucja padła ofiarą hakerów. „Policjant” żąda podania loginu i hasła do serwisu bankowości internetowej, a potem przekazania hasła SMS wysłanego do właściciela rachunku.
Przestępcy otrzymawszy wszystkie dane są w stanie zmienić numer telefonu używanego do potwierdzania transakcji. Posiadając jednocześnie login i hasło, w praktyce przejmują kontrolę nad dostępem do konta. W kolejnych krokach są w stanie zlecić przelewy i wyprowadzić środki ofiary.

ING Bank Śląski ostrzega, aby nigdy nie podawać danych do logowania osobom trzecim, jak również odpowiednio chronić otrzymywane jednorazowe hasła SMS.
Vishing zwykle opiera się na zastosowaniu różnych metod socjotechnicznych do skłonienia rozmówcy do zrealizowania planu przestępcy. Wbrew pozorom tak banalna próba oszustwa nie jest wcale mało efektywna. W jednej z kampanii odnotowanej w 2015 r. na terenie hrabstwa Hertfordshire w Wielkiej Brytanii, na 1200 osób aż 11 zgodziło się wydać rzekomym „policjantom” swoją kartę płatniczą i PIN.






























































