Bardzo dokładnie zbadamy kwestie dyżurnych w powiatach, w których nie zawyły syreny; chcemy z każdej sytuacji wyciągnąć możliwie dużo praktycznych wniosków - powiedział w środę premier Donald Tusk. Zaznaczył, że ważne jest, jak podczas incydentu na Lubelszczyźnie zadziałały procedury stricte wojskowe.


W czasie środowej konferencji w KPRM szef rządu został zapytany, czy Polacy są bezpieczni i dlaczego nie we wszystkich 17 powiatach zawyły syreny w związku z naruszeniem polskiej przestrzeni powietrznej.
- Z punktu widzenia premiera ważne było, jak w takiej sytuacji działa Ministerstwo Obrony Narodowej, odpowiedzialni generałowie, przede wszystkim Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych, piloci - a więc procedury stricte wojskowe, syreny - powiedział premier Tusk.
Jak przyznał, „od początku wiedzieliśmy, że w takich sytuacjach nic nie będzie idealne na 100 procent”.
- Kwestie dyżurnych w powiatach bardzo dokładnie zbadamy, bo chcemy z każdej sytuacji wyciągnąć możliwie dużo praktycznych wniosków. Sprawdzimy, kto odpowiada w tych powiatach za władzę publiczną i dlaczego dyżurni tam nie stanęli na wysokości zadania - zapowiedział szef rządu. Jak dodał, „intuicja podpowiada mi, że włodarzami tych powiatów nie są moi polityczni znajomi”.

W środę portal wp.pl podał, że 30 lipca jeden w jednym powiecie dyżurny nie zdążył dojechać do urzędu, w drugim nie usłyszał wiadomości i wciąż spał, a w trzecim czekał, aż dodzwoni się do przełożonego.
Z powodu rosyjskich ataków lotniczych na Ukrainę w czwartek 30 lipca nad ranem w Lublinie oraz w kilku innych rejonach województwa lubelskiego uruchomiony został w nocy system wczesnego ostrzegania. W Lublinie syreny zawyły w czwartek około godz. 3.50. Po kilku minutach alarm został odwołany. Jednak, jak poinformował wojewoda lubelski Krzysztof Komorski, w 10 powiatach na 17 objętych alarmem nie zawyły syreny w związku z naruszeniem polskiej przestrzeni powietrznej.
Syreny alarmowe zostały uruchomione w Lublinie i w powiatach: lubelskim, hrubieszowskim, zamojskim, janowskim, świdnickim i krasnostawskim. Nie włączono ich w Chełmie i Zamościu oraz w powiatach: biłgorajskim, włodawskim, puławskim, tomaszowskim, chełmskim, opolskim, łęczyńskim i kraśnickim.
Z informacji przekazanych przez wojewodę lubelskiego na briefingu wynika, że Wojewódzkie Centrum Zarządzania Kryzysowego (WCZK) w czwartek ok. godz. 3.09 otrzymało informację o potrzebie prowadzenia nasłuchu, którą następnie przekazano do powiatowych centrów. O godz. 03.39 napłynęła wiadomość z Rządowego Centrum Bezpieczeństwa o realnym zagrożeniu.
– O godz. 03.44 został przekazany komunikat, który wygenerował proces uruchomienia syren alarmowych. W tej samej chwili trafił on z WCZK do powiatów. Alarmem zostało objętych 17 powiatów. W siedmiu z nich syreny zostały włączone zgodnie z poleceniem. Do dziesięciu, które ten proces opóźniły lub go nie zrealizowały, zwróciłem się o wyjaśnienia – poinformował w poniedziałek wojewoda.
W województwie lubelskim są 364 syreny alarmowe, z czego 164 mają możliwość zdalnego włączania, a ok. 200 jest analogowych. Przetarg na dodatkowych 200 nowoczesnych syren ma zostać rozstrzygnięty w tym tygodniu.
Szef MSWiA Marcin Kierwiński poinformował w piątek w TVN24, że w ciągu kilkunastu najbliższych tygodni zostanie uruchomiona specjalna aplikacja regulująca kwestie ostrzegania ludności. Resort rozważa wykorzystanie bazy użytkowników aplikacji mObywatel. (PAP)
mgw/ kcz/




























































