Czołowy ekonomista Banku Anglii radzi ludziom zaakceptować fakt, że są biedniejsi. W przeciwnym bowiem razie ceny nadal będą rosły. "Trzeba solidarnie nieść inflacyjną paczkę" - dodaje.


- Jesteśmy niechętni do zaakceptowania tego, że wszyscy znaleźliśmy się w gorszej sytuacji - powiedział Huw Pill w podcaście Beyond Unprecedented z Columbia Law School w USA. Wyższe rachunki i rosnące koszty życia sprawiły, że z miesiąca na miesiąc jest coraz trudniej utrzymać dotychczasowy poziom życia. By złagodzić presję na budżety domowe, pracownicy proszą o podwyżki, a firmy, by je sobie odbić, podniosły ceny - zamknięte koło.

Jak zaznacza, podnoszone stopy procentowe niemal na całym świecie (wyłączając Turcję sułtana, który ma "swój plan") miały spowodować ograniczenie wydatków, tak by ostygł popyt na towary, a ich ceny wyhamowały. Ale tylko teoretycznie. Pensje rosną, ale nie dorównują one inflacji, co oznacza, że ludzie znaleźli się w gorszej sytuacji. Więc wracają z prośbami o podwyżki, a firmy nadal podnoszą ceny, co powoduje dalszy wzrost cen w całej gospodarce.
- Musimy zaakceptować, że jest gorzej i przestać próbować utrzymywać swoją rzeczywistą siłę nabywczą poprzez podbijanie cen czy to przez wyższe płace, czy przerzucanie kosztów energii na klientów itd. - powiedział. - Wszyscy musimy ponieść swoją część trudów wysokiej inflacji, a nie próbować zrzucać je na kogoś innego, bo takie przerzucanie "inflacyjnej paczki" powoduje jej wzrost - dodaje.

































































