

Z przykrością czyta się wypowiedzi, w których premier sporego europejskiego kraju wykazuje się kompletną niekompetencją w sprawach ekonomicznych i nie tylko. A zatem po kolei:
„Rolą państwa jest, by temu, kto mało zarabia, dopłacić tyle, by mógł godnie żyć.” To nie „państwo” dopłaci, tylko inni obywatele z płaconych podatków. I dlatego rola państwa powinna ograniczać się do zapewnienia elementarnego bezpieczeństwa i sprawnych sądów. I dopóki państwo nie upora się ze swoimi podstawowymi obowiązkami, niech nie bierze na siebie kolejnych.
Problemem rynku pracy nie są umowy cywilne, lecz horrendalnie wysokie opodatkowanie umów o pracę „składkami” na ZUS, które pożerają 32% wynagrodzenia. To wysoki ZUS sprawia, że zarówno część pracodawców jak i wielu pracowników zastępuje umowy o pracę umowami cywilnymi.

Dlatego jakiekolwiek propozycje „dopłacania” do minimalnych wynagrodzeń są równie bezsensowne jak płacenie za posiadanie dzieci. Jeśli rząd chce ulżyć obywatelom, niech obniży składki na ZUS. Efekt po stronie pracownika będzie ten sam, a cała operacja znacznie prostsza.
ReklamaZobacz także
"O szczegółach oczywiście będę mówić wtedy, kiedy będę ogłaszać program PO" - dodała Ewa Kopacz. Tak samo pani premier ucięła rozmowę na temat „innych” niż podwyżka kwoty wolnej od podatku sposobów na obniżenie opodatkowania. Poważny polityk albo zgłasza jakąś propozycję wraz z jej najważniejszymi założeniami, albo w ogóle nie porusza tematu. Mówienie, że propozycję zgłoszę we wrześniu, a na razie coś „chlapnę”, jest tanią zagrywką przedwyborczą i świadczy o niepoważnym traktowaniu wyborców.
Tekst jest komentarzem do artykułu pt. „Kopacz chce dopłacać do najniższej pensji”.






























































