

Szef Rady Gospodarczej Jan Krzysztof Bielecki poinformował w środę, że premier Ewa Kopacz zwróciła się do szefa Komisji Nadzoru Finansowego z pytaniem, jak wyglądałyby ewentualnie stress testy dotyczące reakcji na umocnienie się franka szwajcarskiego.

Bielecki był pytany w środę przez dziennikarzy, czy polscy kredytobiorcy, którzy zaciągali kredyty walutowe we frankach, powinni się obawiać referendum w Szwajcarii, w którym może zapaść decyzja o zwiększeniu do poziomu 20 proc. minimalnych rezerw złota - co może spowodować wzrost cen złota na świecie oraz znacznie umocnić szwajcarską walutę.
"Premier Ewa Kopacz zwróciła się we wtorek do przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego z pytaniem, jak wyglądałyby ewentualnie stress testy dotyczące reakcji na umocnienie się franka i wpływ tego na kredyt hipoteczny, nominowany we franku szwajcarskim na polskim rynku" - powiedział Bielecki.
Jak dodał, Komisja Nadzoru Finansowego robiła już wcześniej takie stress testy. "Na razie chuchajmy na zimne, ale nie panikujmy, bo w interesie rządu szwajcarskiego na pewno nie jest w tej chwili silne umocnienie franka szwajcarskiego, kiedy Szwajcaria - otoczona krajami europejskimi - musi odczuwać stagnację, w której znalazła się Europa Zachodnia" - ocenił szef Rady Gospodarczej.
Pytany, czy premier rozważa wsparcie dla osób, które mają kredyty we frankach, Bielecki powiedział: "Żeby to rozważać, trzeba mieć dobrą informację. Na tym etapie nie jest rozważane". Jak ocenił, polski sektor bankowy "jest bardzo odporny na wszystkie ewentualne szoki, które mogłyby wystąpić w gospodarce europejskiej".
Komisja Nadzoru Finansowego na razie nie komentuje doniesień na temat możliwych stress-testów banków.
Maciej Krzysztoszek z KNF powiedział IAR, że Komisja czeka na oficjalne pismo z kancelarii premiera. " Na razie taki dokument nie wpłynął, gdy tylko trafi on na biurko przewodniczącego, to odpowie on z pełną rzetelnością, wolelibyśmy nie komentować i nie porozumiewać się z kancelarią premiera za pośrednictwem mediów" - poinformował Maciej Krzysztoszek.
Komentarz eksperta
Hipoteczna bomba z opóźnionym zapłonem
Kredyty mieszkaniowe denominowane w obcych walutach (głównie w CHF) to bomba z opóźnionym zapłonem podłożona pod polską gospodarkę. Siła jej rażenia to ok. 170 mld złotych przy obecnym kursie euro i franka, czyli ok. 10% PKB. Nawet 9% strat na tym portfelu wyzerowałoby zyski sektora, a instytucje szczególnie zaangażowane we frankach miałyby poważne kłopoty. Źródłem ryzyka jest też niedopasowanie terminowe pasywów: 30-letnie kredyty zabezpieczane są rocznymi swapami procentowo-walutowymi (CIRS).
W ostatnich stress-testach Komisja Nadzoru Finansowego sprawdziła wpływ 25-procentowej deprecjacji złotego „wyłącznie na koszty finansowania i koszt ryzyka”. Tymczasem nikt nie testował wytrzymałości „frankowiczów” na wzrost rat kredytowych wynikających z wyższego kursu franka lub wyższego Liboru. Wiadomo tylko, że krótkotrwałe przebicie poziomu 4 złotych w 2011 roku nie wywołało istotnych problemów ze spłacalności kredytów denominowanych w CHF.
W bankach nieoficjalnie mówi się, że niebezpieczny byłby dopiero poziom 4,50 zł za franka. Ale czy ktokolwiek próbował policzyć, co się stanie, gdy stopy w Szwajcarii wrócą do normalnych poziomów (czyli 3-4%) przy wysokim kursie franka? A przecież kredyt mieszkaniowy w CHF to hazard o duże stawki i na dłuższe okresy – w perspektywie 30 lat nic nie jest niemożliwe. Dlatego dobrze by było, aby ktoś wreszcie spróbował oszacować ryzyko tej „hipotecznej bomby”.
Szwajcarskie referendum
Narodowy Bank Szwajcarii (SNB) chce zablokować planowane na 30 listopada referendum ws. ściągnięcia z powrotem do kraju rezerw złota z zagranicy i obowiązku pokrycia w kruszcu 20 proc. aktywów banku; według SNB grozi to ograniczeniami w polityce monetarnej.
Jeśli Szwajcarzy opowiedzą się za proponowanymi zmianami, zdaniem analityków będzie to miało olbrzymie skutki dla samej Szwajcarii, wpłynie na ceny złota na świecie, a nawet może odbić się na globalnym systemie walut fiducjarnych, które mocą decyzji władz państwowych są prawnym środkiem płatniczym na ich terytorium i opartych nie na złocie, lecz na zaufaniu do rządów i banków.
Zbliżający się termin referendum zaczyna wywoływać coraz większe zainteresowanie mediów tematem złota i walut fiducjarnych. Przykładem pieniądza fiducjarnego były m.in. asygnaty z czasów rewolucji francuskiej i radziecki rubel, zaś od czasu załamania się w początku lat 70. systemu z Bretton Woods, kursy fiducjarnych walut są płynne. Szwajcaria należała do krajów, które jako ostatnie całkowicie porzuciły oparcie rezerw na złocie.
Referendum ma odbyć się z inicjatywy "Ratujmy szwajcarskie złoto" zgłoszonej przez konserwatywną Szwajcarską Partię Ludową (SVP), która zebrała wymagane 100 tys. głosów. Szwajcarzy mają wypowiedzieć się, czy chcą zakazu sprzedaży złota przez SNB i sprowadzenia szwajcarskiego złota z USA, oraz zobowiązania SNB do zwiększenia rezerw w złocie z ośmiu do przynajmniej 20 procent.
Parlament, jak i władza wykonawcza szwajcarskiej federacji, wzywają naród do głosowania przeciwko inicjatywie SVP. (PAP)
PAP/IAR




























































