Dom powstający w zaledwie jeden dzień – takie nagranie obiegło w minionym tygodniu internet. Tym razem jednak to nie demonstracja możliwości chińskich budowlańców, ale brytyjski pomysł na tanie i szybkie budownictwo. Do którego nadal nie jest przekonana większość Europejczyków.

Źródło: richardrogers.co.uk
Jedna załadowana ciężarówka, kilkunastu robotników i dwa dźwigi wystarczyły, żeby złożyć z prefabrykatów trzykondygnacyjny, podobno energooszczędny i huraganoodporny budynek mieszkalny. Londyńska prezentacja miała kolejny raz przekonać, że prefabrykaty to technologia przyszłości w obszarze budowania domów dla rodzin. Autor projektu twierdzi, że takie rozwiązanie to odpowiedź na kryzys rynku nieruchomości.
Amerykańska codzienność, europejska rzadkość
Prefabrykatów używają Amerykanie. Skala tego rodzaju budownictwa i tempo, w jakim stawia się kolejne obiekty może zaskakiwać mieszkańców Starego Kontynentu, bądź co bądź przyzwyczajonych do budownictwa różnego typu. Jak opowiadała w rozmowie z Bankier.pl Polka mieszkająca w stanie Wisconsin, pewnie ponad 90% jest budowanych z drewna, na bazie drewnianego stelażu, powstają w mgnieniu oka i mimo że zimy tu srogie, to w domkach jest ciepło i przytulnie. Przyzwyczaiła się już, że trwałym elementem tamtejszego krajobrazu są wędrujące gotowe domy. – Często można je zauważyć na autostradach, gdy są ciągnięte w dwóch częściach przez ciężarówki. – Pamiętam, że taki pierwszy dom na kółkach to było dla mnie wielkie zaskoczenie – opowiadała.
| » Tam mieszkam: Madison w stanie Wisconsin |
Taki widok jest rzadkością na terenie Europy, w tym Polski. Domy z prefabrykatów, niby znane od dziesiątek lat (choćby domki namysłowskie), a w ostatnich latach coraz intensywniej promowane, wciąż budzą obawy co do wytrzymałości, parametrów cieplnych i faktycznych kosztów utrzymania. W większości dyskusji na te temat przewijają się te same argumenty: że będzie zimno, że większy wiatr zagrozi konstrukcji, że nie ma to jak dom z cegły, posadowiony na solidnych fundamentach i kto zagwarantuje, że mniejszy wydatek na samą budowę nie odbije się w ponadstandardowych wydatkach na eksploatację.

Szybki i tańszy?
Między innymi naprzeciw tym ostatnim argumentom ma wychodzić idea szybkiego budownictwa, jaką zaprezentowano ostatnio w Londynie. Jak przekonuje Richard Rogers, autor projektu, taki budowany w jeden dzień dom może pozwolić ograniczyć wydatki na ogrzewanie o 90% w porównaniu do standardowego budownictwa. Istotnym elementem konstrukcji są duże, w tym narożne okna zapewniające większy dostęp światła. Żadne ze ścian w środku nie są nośnymi, dlatego – podkreślają autorzy – możliwa jest rekonstrukcja przestrzeni w zależności od bieżących potrzeb rodziny.
Produkt reklamowano z dedykacją dla osób fizycznych, jednak autorzy przekonują, że z powodzeniem nada się również do budowy szkół, ośrodków zdrowia czy fabryk. I chociaż zwłaszcza w tym ostatnim obszarze budownictwo prefabrykowane znajduje już zastosowanie, w budownictwie jednorodzinnym prawdopodobnie na razie nie zostanie przyjęte z podobną łatwością nawet, gdyby podobne instalacje pojawiały się w europejskich stolicach co miesiąc.
mw/bankier.pl




























































