Zwolennicy konserwatywnego podejścia do zarządzania finansami osobistymi mają z reguły jasno sprecyzowaną opinię – każdy dług jest zły, a wyjście z zadłużenia powinno zawsze być priorytetem dla gospodarstwa domowego. Jednak bez kredytu czasem nie da się obejść, a w pewnych warunkach może on pełnić pożyteczną funkcję.
Autorzy piszący o tajnikach domowych finansów mają różne
poglądy na temat roli długu. Większość jest do niego nastawiona niechętnie,
słusznie twierdząc, że lepszym wyjściem jest gromadzenie oszczędności i
wydawanie ich na pojawiające się potrzeby niż podejście odwrotne, gdzie sięgamy
po przyszłe dochody, spełniając dzisiejsze zachcianki.
Jako wyjątek wskazuje się najczęściej kredyt hipoteczny, dlatego że finansowany nim wydatek jest zbyt wielki, by mógł być zrealizowany z oszczędności celowych, a jednocześnie zbyt naglący, by czekać z podjęciem decyzji przez kilkadziesiąt lat.
Kredyt – przejadasz czy inwestujesz?
Przedsiębiorcom znany jest termin „dźwignia finansowa”. O pozytywnym efekcie dźwigni mówi się wtedy, gdy inwestycja sfinansowana pożyczonymi środkami przynosi zyski przekraczające oprocentowanie wypożyczonego kapitału. Kierując się podobnym tokiem rozumowania można zatem powiedzieć, że kredyt pełni w finansach osobistych pomocną lub szkodliwą rolę.
Dobry kredyt to taki, który:
- przeznaczamy na coś, co z biegiem czasu zwiększa swoją wartość (np. nieruchomość),
- przeznaczamy na inwestycje w siebie; to dług, który pomaga nam zwiększyć dochody w przyszłości (np. kredyty na studia, zdobycie uprawnień, certyfikatów).
Zły kredyt to taki, który:
- przeznaczamy na coś, co ulega zniszczeniu, skonsumowaniu (np. wakacje),
- służy do zakupu przedmiotów z biegiem czasu tracących na wartości (np. samochód).
W poradnikach dotyczących finansów osobistych często pojawia się postulat, by do minimum ograniczyć zaciąganie złego zadłużenia. Niektórzy autorzy wskazują wręcz konkretny limit – granicą finansowego zdrowia jest 15% rocznych dochodów netto. Tyle, nie więcej, powinna wynosić suma długów przeznaczonych na konsumpcję.
Naruszyć rezerwy czy skorzystać z kredytu?
![]() | » Po co nam tańsze kredyty? |
Jeśli np. kupno niezbędnego do pracy samochodu oznaczałoby dla nas konieczność zlikwidowania wszystkich oszczędności i długoterminowych inwestycji, to skorzystanie z kredytu jest wyjściem nie tylko łatwiejszym, ale również bezpieczniejszym dla domowych finansów. Przykładem złego zadłużenia byłoby natomiast wykorzystanie karty kredytowej do sfinansowania egzotycznych wakacji. Tego typu wydatki mogą spokojnie poczekać aż zgromadzimy wystarczające fundusze.
Dobry kredyt też może zaszkodzić
Jak każdy ludzki wynalazek, kredyt może zostać użyty do dobrych lub złych celów. Niejedna odnosząca sukcesy firma wspomagała się na początku długiem ze „złych” kart kredytowych, a wielu kupujących nieruchomości przygniótł ciężar pozornie „dobrego” kredytu hipotecznego. Czy kredyt odegrał dobrą, czy złą rolę, da się ostatecznie ocenić z perspektywy czasu. Niezależnie jednak od tego, co finansujemy kredytem, zbyt duże obciążenie długiem może skutecznie okaleczyć domowe finanse. Pod tym względem dobry kredyt nie różni się niczym od złego.
Michał Kisiel, analityk Bankier.pl





























































