Amerykańska Rezerwa Federalna zgodnie z oczekiwaniami dokonała drugiej obniżki stóp procentowych. Ale to jedyna pewna informacja, jaką bank centralny USA wysłał inwestorom.
To nie była łatwa decyzja. Federalny Komitet Otwartego Rynku (FOMC) poddany został silnym naciskom, zarówno przez rynek finansowy jak i prezydenta Trumpa. Siłą rzeczy musiał kogoś rozczarować. Ale zrobił to tak, że chyba nikt nie może być zadowolony. Podsumujmy, co wiemy.
#1 Stopy w dół o 25 pb. i 30 pb.
Zgodnie z oczekiwaniami rynku i większości ekonomistów FOMC obniżył przedział stopy funduszy federalnych o 25 pb., z 2,00-2,25% do 1,75-2,00%. Na tym froncie zaskoczenia więc nie było. Ale równocześnie zarząd Rezerwy Federalnej zdecydował się na nieco głębsze cięcie dwóch pozostałych stóp procentowych. Oprocentowanie nadwyżkowych rezerw bankowych (IOER) obniżono o 30 pb., do 1,80%. Stopa kredytowa została obniżona także o 30 pb., do 2,50%.
Trudno nie dopatrzeć się tu reakcji na niedawny kryzys płynnościowy, jaki dopadł amerykański rynek repo. Z jednej strony niższe oprocentowanie kredytów z Fedu teoretycznie powinno wesprzeć banki, które brak płynności przycisnął do ściany. Ale z drugiej strony cięcie oprocentowania rezerw może przynieść efekt odwrotny i skłonić banki do dalszego wycofywania pieniędzy z Rezerwy Federalnej, co przypuszczalnie było główną przyczyną wrześniowego kryzysu płynnościowego.
#2 FOMC podzielony jak rzadko kiedy
Wrześniowa decyzja o obniżce stopy funduszy federalnych zapadła stosunkiem głosów 7:3. Aż trzech członków Komitetu zagłosowało przeciwko prezesowi, co w amerykańskim odpowiedniku Rady Polityki Pieniężnej zdarza bardzo rzadko. Dwóch „dysydentów” ( Esther L. George i Eric S. Rosengren), podobnie jak w lipcu, było przeciwko jakiejkolwiek obniżce stóp. A jeden z nich (turbogołąb James Bullard) zagłosował przeciw… bo chciał cięcia od razu o 50 pb.

Tak rzadko spotykany rozłam w łonie Komitetu Otwartego Rynku dobrze widać na wykresie kropkowym. Z „fedokropek” wynika, że pięciu członków Komitetu było przeciwnych wrześniowej obniżce i chciało utrzymać „sierpniowe” stopy procentowe przynajmniej do końca roku. Kolejnych pięciu nie chce już obniżać stóp w grudniu. Za to aż siedmiu chciałoby do końca roku dokonać jeszcze jednego cięcia o 25 pb.
#3 Nie będzie kolejnych cięć?
Jeśli wierzyć „fedokropkom” (a historia uczy, że nie warto), to do końca 2020 roku Fed nie powinien już obniżać stóp procentowych. Ośmiu członków FOMC chciałby co prawda dokonać obniżki względem obecnego poziomu (to pewnie w większości ci sami, którzy chcą ciąć jeszcze w tym roku), lecz równocześnie sześciu chciałoby powrotu do 2,125% (czyli podwyżki o 25 pb.). Nie ma więc większości potrzebnej do głębszego obniżenia ceny pieniądza.
Im dalej w przyszłość, tym więcej „jastrzębi” preferujących stopy nieco wyższe od obecnych: 2,125% w 2021, 2,375% do końca 2022 oraz 2,5% w „dłuższym terminie”. Brak przesunięcia w dół preferencji FOMC to sporo rozczarowanie dla rynku. Rynek terminowy wycenia, że do końca kwietnia 2020 roku przedział stopy funduszy federalnych zostanie obniżony do 1,25-1,50% (lub nawet niżej), co przekłada się na łączne cięcia o 50 pb. Z drugiej strony kierownictwo Fedu wielokrotnie udowadniało, że co innego deklaruje, a co innego później robi.
#4 Powell otwiera furtkę dla QE?
- Jest z pewnością możliwe, że będziemy musieli wrócić do organicznego wzrostu sumy bilansowej wcześniej, niż sądziliśmy – powiedział podczas środowej konferencji prasowej Jerome Powell. Pod tą enigmatyczną frazą może kryć się sugestia powrotu do „ilościowego poluzowania” polityki monetarnej (QE). Przypomnijmy, że w ramach QE Rezerwa Federalna skupowała od banków obligacje skarbowe, płacąc za nie wykreowanymi z powietrza pieniędzmi. A dokładniej: zwiększała rezerwy bankowe ulokowane w banku centralnym. Rezultatem był rozrost sumy bilansowej Fedu.
Zatem sugestia „zwiększenia sumy bilansowej” to nic innego jak powrót do QE w nieco tylko bardziej ograniczonej skali. To tym bardziej prawdopodobne, że w tym tygodniu bank centralny USA przeprowadził pierwsze od 2008 roku operacje repo, w ramach których pożyczył bankom pieniądze pod zastaw papierów wartościowych. Transakcje repo są krótkoterminowym zwiększeniem płynności w systemie i (przynajmniej w teorii) nie prowadzą do zwiększenia podaży pieniądza. Ale sytuacja (czytaj: rosnące potrzeby banków) mogą wymusić na Fedzie powrót do permanentnego skupu aktywów, czyli do QE
#5 Dlaczego oni w ogóle tną?
To pytanie musi pozostać bez odpowiedzi. Rynek akcji i nastroje konsumentów są na historycznych szczytach. Amerykanie zadłużają się jak szaleni, podobnie jak przed rokiem 2008. Bazowa inflacja CPI jest na najwyższym poziomie od 11 lat, a stopa bezrobocia utrzymuje się 0,1 pkt. proc. powyżej 50-letniego minimum. Równocześnie długoterminowe stopy procentowe szorują po historycznych minimach. Także te krótkoterminowe pozostają na bardzo niskich poziomach: obecnie jest to niespełna 2% wobec ok. 6% w szczycie poprzednich dwóch ekspansji gospodarczych.
Także wrześniowe projekcje makroekonomiczne członków FOMC nie potwierdzają potrzeby tak panicznego cięcia stóp procentowych. Prognozowana dynamika PKB w tym i przyszłym roku to odpowiednio 2,2% i 2%. Stopa bezrobocia ma się utrzymać na poziomie 3,7%, a bazowy deflator wydatków konsumpcyjnych (core PCE) utrzyma się tylko tuż poniżej docelowego poziomu 2% (odpowiednio 1,8% w tym i 1,9% w przyszłym roku).
Reasumując, patrząc tylko na dane i prognozy makroekonomiczne nie ma żadnego powodu, aby Fed ciął stopy. Tak właściwie, to Powell nie miałby problemów, aby tymi samymi danymi uzasadnić podwyżkę stopy funduszy federalnych nawet w okolice 4% (reguła Taylora). Aby jakoś usprawiedliwić woltę w polityce pieniężnej prezes Fedu musi się uciekać do straszaka w postaci negatywnego wpływu wojny celnej z Chinami.
Protokół z wrześniowego spotkania FOMC zostanie opublikowany 9 października. Kolejne posiedzenie Komitetu zaplanowano na 29-30 października.




























































