W czasie porannych notowań na giełdzie w Singapurze cena ropy crude z dostawą w lipcu spadła do poziomu 72,16 dolarów za baryłkę. Jeszcze w poniedziałek cena ropy sięgała niemal 74 dolarów, jednak na zakończenie sesji w Nowym Jorku notowania ropy ustabilizowały się wokół poziomu 72,6 dolara.
Głównym czynnikiem, których schłodził wzrosty cen ropy stały się wczorajsze wypowiedzi szefa FED Bena Bernanke’a na temat inflacji i wzrostu gospodarczego w USA. Bernake zasugerował, że FED będzie się bardziej skupiał na zachowaniu inflacji pod kontrola, niż na pobudzaniu wzrostu gospodarczego.
"Jest jasne, że gospodarka USA wkracza w okres przejściowy. Wygląda na to, że oczekiwane osłabnięcie tempa wzrostu ma właśnie miejsce" – powiedział w poniedziałek szef FED wyrażając jednocześnie obawy o poziom inflacji bazowej w USA. Według niego obserwowane ostatnio tempo wzrostu cen produktów nieżywnościowych i nieenergetycznych może wkrótce przekroczyć poziom uznawany przez niego za niezbędny do utrzymania stabilności cenowej, a to będzie „niepożądany rozwój sytuacji”.
Analitycy zinterpretowali te wypowiedzi szefa FED jako zwiększające prawdopodobieństwo podwyżek stóp procentowych, a jednocześnie sugestię, że wolniejszy wzrost gospodarczy jest wliczony w obecną politykę FED. A to nie jest czynnikiem, który może sprzyjać wzrostowi cen ropy.
Według analityków największymi graczami na rynku ropy są obecnie fundusze hedge oraz fundusze emerytalne. Ale ich głównym polem gry nie jest rynek ropy, ale rynki akcji i obligacji. Rynki te zareagowały spadkami na wypowiedzi szefa FED. Analitycy uważają, że reakcją funduszy na straty na innych rynkach będzie realizacja zysków na rynku ropy.
Na kształtowanie się cen ropy w przyszłości mogą mieć wpływ opublikowane w poniedziałek dane o produkcji ropy poza UA, która wzrosła o 115 tys. baryłek dziennie, co oznacza, że koncerny produkujące ropę wychodzą w problemów wywołanych przez ubiegłoroczne huragany.
M.D.


























































