REKLAMA
TYDZIEŃ INWESTOWANIA W BANKIER.PL

Bunt w stolicy hazardu. Pracownicy w Las Vegas ruszyli do urn przeciwko Trumpowi

2026-11-04 07:19
publikacja
2026-11-04 07:19
Dodaj Bankier.pl w Google

Mamy dość Trumpa, chcemy zmiany - powiedzieli we wtorek w rozmowie z PAP pracownicy hoteli i kasyn w Las Vegas należący do związku zawodowego Culinary Union. W dzień wyborów do Kongresu wzięli dzień wolnego w hotelach, kasynach i restauracjach, aby mobilizować innych do głosowania.

Bunt w stolicy hazardu. Pracownicy w Las Vegas ruszyli do urn przeciwko Trumpowi
Bunt w stolicy hazardu. Pracownicy w Las Vegas ruszyli do urn przeciwko Trumpowi
fot. Jonathan Ernst / /  Reuters / Forum

- Kiedyś dobrze mi się tu żyło. Teraz z trudem płacimy rachunki. Demokraci mogą coś zmienić. Musimy powstrzymać to, co robi Trump – podkreślił w rozmowie z PAP pracownik jednego z kasyn Omar Rios, który należy do związku Culinary Union od pięciu lat, a w Las Vegas mieszka już 30 lat. Do USA przyjechał lata temu z Meksyku.

Omar wraz z setkami innych pracowników branży rozrywkowej, należących do Culinary Union, wziął wolne, aby w dzień wyborów połówkowych jeździć po mieście i zachęcać innych do głosowania.

W Nevadzie potencjał wyborczy związkowców jako pierwszy zrozumiał senator Harry Reid z Partii Demokratycznej, który reprezentował ten stan od 1987 roku do 2017 roku, a od 2005 do końca urzędowania był szefem klubu demokratów. Reid wykorzystał struktury związkowe, w tym Culinary Union, aby zbudować system mobilizacji wyborców, który dał mu m.in. niespodziewane zwycięstwo, gdy walczył o reelekcję do Senatu w 2010 roku. Amerykańskie media i politycy nazwali tę strategię „Maszyną Reida”.

Związkowcy zebrali się w swojej siedzibie o godzinie 6 rano na Spring Mountain Road w Las Vegas, aby zaplanować dzień wyborczy. W wielkiej sali związku słychać było głównie angielski i hiszpański. W Las Vegas to głównie imigranci z Ameryki Łacińskiej pracują w branży rozrywkowej.

Po wspólnym śniadaniu, tłum przywitał ubiegających się o urzędy w wyborach połówkowych polityków Partii Demokratycznej, skandując po hiszpańsku „Tak, możemy!!” - to słynne hasło Baracka Obamy z kampanii prezydenckiej sprzed 18 lat. Wśród nich byli m.in. kongresmenka reprezentująca Las Vegas w Izbie Reprezentantów Dina Titus i ubiegający się o urząd gubernatora Nevady, pełniący obecnie urząd prokuratora generalnego tego stanu, Aaron Ford.

- To są ludzie, którzy zbudowali Las Vegas, oni rządzą tym miastem, są solą tej ziemi i to dzięki nim funkcjonuje branża turystyczna. Są wielką i znaczącą siłą - powiedziała w rozmowie z PAP Titus, zapytana o znaczenie Culinary Union dla tych wyborów.

Zapytana o znaczenie tych wyborów, odpowiedziała, że „stawka tych wyborów jest ogromna”. - Musimy stawić czoło korupcji w tej administracji Trumpa, przywrócić usługi pomocy społecznej, wstrzymać cięcia tam, gdzie ludzie ich potrzebują, obniżyć ceny i zatrzymać wojnę z Iranem - wyjaśniła kongresmenka.

Titus zapewniła, że wygrana Partii Demokratycznej w Izbie Reprezentantów i Senacie przyniesie zmiany. - Możemy zatrzymać niektóre rzeczy, które robi prezydent. On tam nadal będzie, ale my możemy trzymać go w ryzach i rzucać wyzwania, możemy wszczynać śledztwa, możemy przywrócić takie rzeczy, jak Medicaid i bony żywnościowe, które on obciął, a dzięki którym ludzie mogę wiązać koniec z końcem - powiedziała polityczka.

Określenie Miasto Grzechu dla Las Vegas nie wzięło się znikąd. W tym niemal milionowym mieście, położonym na pustyni w stanie Nevada, gospodarka opiera się na branży rozrywkowej. W obrębie miasta działa kilkaset hoteli, co przekłada się na 151 tys. pokoi. Główna arteria miasta, wzdłuż której położone są kompleksy składające się z kasyn i hoteli, nazywa się The Strip. Hazard tylko na tej ulicy generuje niemal 154 mln dolarów zysku rocznie, a w skali całego stanu jest to około 1,7 mld dolarów - podało Nevada Gaming Control Board.

Niemniej, według urzędu ds. turystyki i kongresów Las Vegas (Las Vegas Convention and Visitors Authority - LVCVA), ruch turystyczny w ostatnich latach spadł. Jak podał LVCVA, w porównaniu do 2024 roku do Miasta Grzechu przyjechało w 2025 roku o 3,1 mln mniej odwiedzających.

Zdaniem innego członka Culinary Union, pracownika restauracji hotelowej Thercio Ornellasa, jest to wina Donalda Trumpa. Thercio wraz z Omarem w dzień wyborczy chodzą po 4. dzielnicy na północy Las Vegas, zostawiając zarejestrowanym wyborcom ulotki przypominające o głosowaniu. - Prezydent Stanów Zjednoczonych wywołuje zamęt na świecie i antagonizuje naszych sojuszników. Jednym z głównych źródeł turystów w Las Vegas są Kanadyjczycy, a teraz właśnie przestają tu przyjeżdżać - ocenił. W 2025 roku liczba Kanadyjczyków, którzy są największą grupą zagranicznych odwiedzających, spadła o 17,4 proc.

Thercio wyemigrował z Brazylii do USA jako nastolatek w poszukiwaniu lepszego życia. Najpierw osiedlił się w Miami na Florydzie, aby następnie przyjechać do Las Vegas. - To miasto kiedyś pozwalało opłacić czynsz albo ratę kredytu i jeszcze cieszyć się pieniędzmi, które zostawały. Przeprowadziłem się tu w czasie pandemii. Znajomi mówili, że w Las Vegas pieniądze wystarczą na dłużej niż w Miami, gdzie życie stawało się coraz droższe. Wtedy przyjechałem i pomyślałem: naprawdę można kupić taki dom za taką cenę? Dziś Las Vegas przypomina Miami – skwitował.

Thercio i Omar w rozmowie z PAP zwrócili uwagę na wysokie koszty życia, za które obwiniają politykę Trumpa, ale ich zdaniem to odpływ turystów najbardziej zaszkodził im i ich współpracownikom z branży rozrywkowej.  - Wielu moich kolegów nie ma pełnego etatu. Mnie się poszczęściło - mam 40 godzin tygodniowo. Inni dostają jedną albo dwie zmiany, czasem przez dwa miesiące pracują tylko dzień czy dwa. Jak mają wtedy płacić rachunki? - wyjaśnił Omar i dodał, że „trzeba wybierać: czynsz czy zakupy spożywcze, jedzenie czy paliwo”.

Thercio dodał, że decyzje administracji Trumpa doprowadziły także do ograniczenia programów pomocy społecznej Medicaid i Obamacare. Ten pierwszy to program dla osób o niewielkich zarobkach, który pozwala im uzyskać ubezpieczenie zdrowotne. Obamacare - wprowadzone za prezydenta Baracka Obamy (2009-2017) - to reforma prywatnych ubezpieczeń, która jako jeden z elementów rozszerzyła zakres Medicaid.

- To smutne, że najbogatszy kraj świata ma tak niesprawiedliwy system, nastawiony na zysk. Wiele osób nie ma już ubezpieczenia, bo nie stać ich na składki - zaznaczył Thercio.

Amerykanie głosują we wtorek w wyborach, które zdecydują o nowym składzie Kongresu USA i władzach w większości stanów. Dotychczasowe wskaźniki sugerują rekordową frekwencję i zwycięstwo Demokratów, co może pokrzyżować plany prezydenta Trumpa na drugą połowę jego kadencji.

Obywatele wybierają wszystkich 435 członków Izby Reprezentantów oraz 35 ze 100 senatorów. W 36 stanach wyłonią też gubernatorów i stanowe legislatury, a także biorą udział w dziesiątkach lokalnych referendów.

Główną stawką wyborów jest nowy układ sił w Kongresie. Obecnie Partia Republikańska ma większość zarówno w Izbie Reprezentantów, jak i w Senacie (219-214 w izbie niższej, 53-47 w wyższej), lecz według sondaży Demokraci są faworytami do przejęcia kontroli nad obiema. 

Z Las Vegas Antoni Wiśniewski-Mischal (PAP)

awm/ sp/

Najlepsze produkty finansowe znajdziesz w naszej porównywarce - SPRAWDŹ
Źródło:PAP
Tematy

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Wybory w USA

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki