Polska gospodarka przeszła w ostatnich dwóch dekadach transformację, o której w 2004 roku mogliśmy jedynie marzyć. Jednak silnik napędzający ten sukces, oparty w dużej mierze na taniej sile roboczej, zaczyna zwalniać. O tym, dlaczego musimy przestawić naszą gospodarkę z „energii mięśni” na „energię mózgów”, o problemach Europy z innowacyjnością i szansach na stworzenie rodzimej Doliny Krzemowej, rozmawiamy z prof. Witoldem Orłowski, głównym doradcą ekonomicznym PwC.


Od masowej emigracji do celu imigrantów
Wchodząc do Unii Europejskiej, Polska borykała się z ogromnym, ponad dwudziestoprocentowym bezrobociem, a masowe wyjazdy zarobkowe młodych ludzi za granicę były jednym z największych narodowych lęków. Dziś sytuacja odwróciła się diametralnie – pracodawcy mierzą się z niedoborem kadr, a Polska stała się atrakcyjnym celem dla pracowników z różnych stron świata. Zaliczenie nas do grona państw bogatych przez Bank Światowy to efekt splotu kilku kluczowych czynników: przedsiębiorczości i pracowitości obywateli połączonych z niskimi kosztami pracy, które w 2003 roku stanowiły zaledwie ćwierć stawek z krajów rozwiniętych. Ten niezwykły skok prof. Witold Orłowski ocenia jednoznacznie:
„Myśmy nie odnieśli sukcesu. My mieliśmy naprawdę cud gospodarczy w Polsce. To jest cud. Naprawdę coś takiego się zdarzyło”
Zmiana napędu: z mięśni na mózgi
Sukces ten niesie jednak ze sobą fundamentalne wyzwanie, określane przez ekonomistów mianem pułapki średniego rozwoju. Rosnący dobrobyt siłą rzeczy oznacza rosnące pensje, co sprawia, że nasz dotychczasowy najpotężniejszy atut na globalnym rynku powoli znika. Jeśli chcemy kontynuować pogoń za najbogatszymi i skutecznie konkurować z gigantami, musimy całkowicie zmienić sposób funkcjonowania.
- Musimy przestawić się z silnika spalinowego, na silnik elektryczny. Na czym ciągnie? Tak samo na energii, tylko że już tutaj bardziej wyrafinowanej energii, na energii mózgów, a nie na energii mięśni. Nie na tym, żeby więcej pracować, tylko na tym, żeby wymyślać co zrobić lepiej, łatwiej, inaczej - przekonuje prof. Orłowski.
Pieniądze to nie wszystko. Istota innowacji
Europa ma obecnie systemowy problem z wdrażaniem innowacji, traktując nowe technologie raczej jako zagrożenie i biurokratyczny kłopot, podczas gdy Amerykanie widzą w nich potężne szanse biznesowe. Błędem jest sprowadzanie tej kwestii wyłącznie do braku unijnych funduszy, ponieważ kapitału na Starym Kontynencie nie brakuje. Problem polega na tym, że europejscy inwestorzy wolą lokować środki w bezpiecznych aktywach, unikając finansowania przełomowych, ale wysoce ryzykownych projektów, w których zaledwie jeden na sto ma szansę zostać zyskownym "jednorożcem". Brakuje nam po prostu odpowiedniego ekosystemu dla innowatorów, diagnozuje profesor Witold Orłowski:

„To, co wyróżnia Krzemową Dolinę, to nie jest kapitał, to jest przede wszystkim to, że tam jest pewna atmosfera, radość tworzenia, innowacji, szukanie gwałtownych innowacji. Oczywiście również są ludzie gotowi to finansować. To wszystko są rzeczy, które my musimy dopiero wybudować”.
Niech Polska będzie jaskółką?
Zmiana unijnego marazmu nie nastąpi z dnia na dzień, ale Polska nie musi czekać na wytyczne z Brukseli, by zacząć tworzyć własną, "cieplarnianą" atmosferę dla rozwoju nowych technologii. Głównym wyzwaniem pozostaje zatrzymanie w kraju najzdolniejszych umysłów, które, widząc dotychczasowe ograniczenia, często zmuszone są pakować walizki i realizować swoje wizje za oceanem. Aby polscy przedsiębiorcy mogli rzucić wyzwanie reszcie świata, potrzebują edukacji kształtującej skłonność do podejmowania ryzyka biznesowego i warunków do jego minimalizowania.
- Ja widzę w ich oczach jaskółkę, nie mam wątpliwości. Zresztą patrząc na to, co się stało w Polsce przez ostatnie dwadzieścia parę lat, widzę że my naprawdę mamy ludzi, którzy mogą to zrobić. Trzeba im pomóc i pokazać, że nie muszą wcale wyjeżdżać do Stanów Zjednoczonych, żeby to zrealizować, że są w Polsce warunki, aby to robić” - podsumowuje profesor.
Oprac. AO




























































