Niemieckiej armii brakuje co najmniej 100 tys. żołnierzy. Zdaniem CDU/CSU sytuacja dojrzała do reaktywacji obowiązkowej służby wojskowej. SPD postuluje dobrowolną „nową służbę”. Jak zaznacza ekonomista Timo Wochner w rozmowie z PAP, każda opcja powinna zostać rozpatrzona również pod względem ekonomicznym.


O tym, że niemiecka armia jest za mała eksperci wojskowi alarmują od lat. Po pełnoskalowej napaści Rosji na Ukrainę i ogłoszonego w reakcji na nią przez kanclerza Olafa Scholza programu „Zeitenwende” (epokowego przełomu – PAP), armia miała zostać dofinansowana i zmodernizowana. Do ogłoszonego w lutym 2022 r. 100-miliardowego specjalnego funduszu na ten cel dojdą teraz kolejne setki miliardów euro z nowego funduszu finansowego zainicjowanego przez chadeków. Środki na dozbrojenie zatem są. Brakuje jednak ludzi.
Zdaniem Timo Wochnera, eksperta Instytutu Badań ekonomicznych w Monachium (ifo Institut) debata nad przyszłym kształtem Bundeswehry, a zwłaszcza nad zwiększeniem jej liczebności, powinna również uwzględnić długofalowe skutki konkretnych decyzji dla finansów państwa. Jak podkreślił w rozmowie z PAP, w zależności od przyjętego modelu budowania armii, czyli od tego, czy będzie to wojsko poborowe, czy zawodowe, wydatki te rozłożą się inaczej.
„W przypadku armii zawodowej bezpośrednie wydatki państwa wzrosłyby bardziej niż w przypadku przywrócenia poboru. Dzieje się tak, ponieważ państwo płaci poborowym znacznie niższe pensje. W przypadku armii zawodowej Bundeswehra musi być na tyle atrakcyjna finansowo, by ludzie sami się zgłaszali” – podkreślił Timo Wochner.
Ekspert jednocześnie wymienił implikacje społeczne, które mogą być konsekwencją wprowadzenia poboru.

„Spójrzmy na sprawę z perspektywy ogólnych kosztów ekonomicznych. Pobór do wojska wpływa na decyzje młodego pokolenia i może mieć kilka negatywnych skutków. Oznacza bowiem wolniejszą akumulację majątku, opóźnienia w inwestycjach w kapitał ludzki tj. rozpoczęcie studiów czy szkoleń” – powiedział Wochner.
„Wymienione koszty pośrednie prowadzą do spadku konsumpcji prywatnej poborowych w całym cyklu ich życia, ale także do spadku ich uposażenia. Suma tych ujemnych, pośrednich kosztów może być tak wysoka, że w pewnym momencie się okaże, że przewyższają one wydatki, które państwo musiałoby ponieść z tytułu wynagrodzeń dla żołnierzy zawodowych” – dodał rozmówca PAP.
Wochner podsumował, że „z punktu widzenia całej gospodarki koszty poboru byłyby wyższe niż w przypadku armii zawodowej”. Zastrzegł jednak, że „z punktu widzenia polityki bezpieczeństwa istnieją inne argumenty, które mogłyby uzasadniać wprowadzenie poboru do wojska, ale należy się zastanowić jaka byłaby cena takiej decyzji”.
Jak wynika z przedstawionego 11 marca przez pełnomocniczkę Bundestagu ds. obrony Ewę Högl (SPD) raportu o sytuacji niemieckich sił zbrojnych za 2024 r., pod koniec ub. roku Bundeswehra liczyła 181.174 czynnych żołnierzy. Zarówno Högl, jak i większość ekspertów wojskowych uznaje tę liczbę za niezadowalającą. Zdaniem inspektora generalnego Bundeswehry, Carstena Breuera, armii brakuje dziś 100 tys. żołnierzy. Poza tym, na co zwróciła w raporcie Eva Högl, armia się również starzeje, średnia wieku w wojsku wynosi dziś 34 lata. Dodatkowym czynnikiem negatywnie odbijającym się na liczebności armii jest przerywanie szkoleń wojskowych przez ochotników. W 2023 r. co czwarty z nich zrezygnował w okresie próbnym.
Temat służby wojskowej stał się siłą rzeczy jednym z kluczowych punktów negocjacji koalicyjnych miedzy chadekami a socjaldemokratami. CDU/CSU skłania się ku reaktywacji obowiązkowej służby wojskowej i stopniowego powrotu do poboru zawieszonego w Niemczech w 2011 r. Chadecy chcą też wprowadzić rok służby wojskowej lub tzw. rok socjalny w instytucjach społecznych zarówno dla mężczyzn jak i kobiet.
SPD opowiada się za bardziej elastyczną służbą wojskową opartą na zasadach dobrowolności i dostosowanej do potrzeb Bundeswehry. Na początku marca minister obrony Boris Pistorius (SPD) w wywiadzie dla „Tagesthemen” sprzeciwił się natychmiastowemu poborowi argumentując to brakiem wystarczającej liczby miejsc dla poborowych w koszarach.
Skoszarowanie w istocie stanowi kolejny problem niemieckiej armii. Jak przyznała w raporcie Högl, zarówno dozbrajanie, jak i konieczna modernizacja infrastruktury koszarowej potrwa. „Bundeswehra to tankowiec, a nie łódź motorowa. A na odnowienie i zmianę kursu tankowca potrzeba czasu”, napisała w dokumencie pełnomocniczka Bundestagu ds. sił zbrojnych. Högl podała też kilka przykładów „z życia” armii obrazujących problem z zakwaterowaniem żołnierzy. Bywa, że niemożność zakwaterowania wszystkich wojskowych skłania ich do wynajmowania mieszkań w pobliżu miejsca stacjonowania jednostki, co z kolei rodzi spore dodatkowe koszty. Jak wynika z opisu koszary są przepełnione i wymagają gruntownego remontu.
Według sondażu YouGov z początku marca, 58 proc. Niemców jest za poborem do wojska, jednocześnie 61 proc. ankietowanych w wieku 18-29 lat jest mu przeciwna. (PAP)
odh/ lm/
































































