Brytyjski premier Keir Starmer ostrzegł we wtorek, że zanim uda się naprawić fundamenty państwa po poprzednim rządzie, Brytyjczyków czekają ciężkie czasy, a przedstawiony 30 października budżet będzie bolesny. To najbardziej czytelna do tej pory zapowiedź podwyżki niektórych podatków.


Starmer w swoim najważniejszym jak dotychczas przemówieniu od czasu, gdy 5 lipca objął urząd premiera, przekonywał, że rząd Partii Pracy dokonał w siedem tygodni więcej niż kolejne rządy Partii Konserwatywnej przez siedem lat, ale ostrzegł, że głębokie zmiany nie nastąpią z dnia na dzień, a rozwiązując problemy, trzeba sięgnąć do korzeni.
Przemówienie wygłosił w ogrodzie na Downing Street, czyli w miejscu, gdzie w czasach pandemii Covid-19 odbywały się niezgodne z ówczesnymi restrykcjami przyjęcia, które rozpoczęły sondażową degrengoladę konserwatystów. Tym wyborem miejsca Starmer chciał w symboliczny sposób pokazać, że jego rząd ma służyć ludziom.
Powiedział, że w związku z odkryciem odziedziczonej po konserwatystach dziury budżetowej w wys. 22 mld funtów „sprawy wyglądają gorzej, niż sobie kiedykolwiek wyobrażaliśmy”. „Odziedziczyliśmy nie tylko ekonomiczną czarną dziurę, ale też społeczną czarną dziurę” - dodał. Jak wyjaśnił, zamieszki, które na początku sierpnia przetoczyły się przez brytyjskie miasta, „ujawniły stan naszego państwa” i „głęboko niezdrowe społeczeństwo”, do czego przyczyniła się dekada podziałów i populizmu.
Ostrzegł, że ogłoszone już odejście od uniwersalnych w przypadku emerytów dopłat do ogrzewania jest początkiem trudnych decyzji, które będzie musiał podejmować.

„Będę z wami szczery. W październiku nadejdzie budżet. I będzie on bolesny. Nie mamy innego wyboru, biorąc pod uwagę sytuację, w której się znajdujemy. (…) Ale tak jak wtedy, gdy zareagowałem na zamieszki, będę musiał zwrócić się do tego kraju i poprosić również o to. O zaakceptowanie krótkoterminowego bólu dla długoterminowego dobra. Trudny kompromis dla prawdziwego rozwiązania. I wiem, że po tym wszystkim, przez co przeszliście - to naprawdę wielka prośba i naprawdę trudno tego słuchać. To nie jest sytuacja, w której powinniśmy się znajdować. Nie chcę być w takiej sytuacji. Lecz musimy skończyć z polityką łatwych odpowiedzi, które niczego nie rozwiązują” - mówił Starmer.
Podtrzymał przedwyborczą obietnicę, że nie będzie podwyżek podatków dla osób pracujących, czyli chodzi o VAT, podatek dochodowy i składki na ubezpieczenie społeczne. Lecz wyraźnie dał do zrozumienia, że jakieś podwyżki podatków będą, szczególnie w przypadku osób najlepiej zarabiających. Powiedział, że „ci, którzy mają najszersze barki, powinni ponosić większy ciężar”, a „ci, którzy narobili bałaganu, powinni być zobowiązani do jego posprzątania”.
Nawiązując jeszcze raz do zamieszek, porównał sprzątanie po nich do zadania, które jego rząd ma w związku z uporządkowaniem kraju po 14 latach rządów Partii Konserwatywnej. „Czułem prawdziwą dumę z ludzi, którzy sprzątali ulice, odbudowali mury, naprawili szkody. I nie mogłem przestać myśleć o oczywistych podobieństwach. Bo wyobraźmy sobie dumę, którą poczujemy jako naród, kiedy po ciężkiej pracy sprzątania bałaganu, skończymy, będziemy mieć kraj, który zbudowaliśmy razem. Zbudowany, by trwać, który należy do każdego z nas i każdy z nas ma w nim swój udział. Nasza ciężka praca zostanie nagrodzona - tuzin razy” - przekonywał szef brytyjskiego rządu. (PAP)
bjn/ kar/






























































