Producenci gier podobnie jak inne branże odczuwają skutki nie najlepszej sytuacji gospodarczej. Wiele wskazuje jednak na to, że choć wiele dużych firm z tego sektora redukuje zatrudnienie, to mniejsze studia gamingowe radzą sobie całkiem dobrze i wciąż rozwijają swoje zespoły.


Od początku tego roku coraz częściej pojawiają się informacje o zwalnianiu pracowników w dużych koncernach zajmujących się tworzeniem gier. Są to zarówno międzynarodowe firmy, jak Microsoft, Meta, Electronic Arts czy Huuuge, ale także rodzime przedsięborstwa, między innymi Ten Square Games, które planuje zwolnienia personelu do końca kwietnia. Jako powód tej decyzji przedstawiciele firmy podali złą koniunkturę gospodarczą, która wpłynęła na rynek gier mobilnych, a także skupienie działalności spółki na priorytetach strategicznych.
Branża gamingowa zaczęła hamować?
Jednak, mimo że duże przedsiębiorstwa decydują się na zmniejszenie swoich zespołów, mniejsze studia mają nieco inne plany kadrowe, choć i one dostrzegają zmiany na rynku.
– Po 8-letnim okresie szybkiego rozwoju doszliśmy do pewnego wyhamowania w branży – mówi Bankier.pl Adam Flamma, CEO w Astrolabe Stories. – Do tego pandemia i kryzys gospodarczy wiele zmieniły w sposobie działań firm tworzących gry. Dostosowaliśmy się do pracy zdalnej i hybrydowej, ale też zmieniliśmy podejście do projektów. Wpływa to również na rynek pracy, gdzie aktualnie potrzebne są przede wszystkim osoby na poziomie senior i regular. Natomiast trudny czas mają teraz ludzie chcący rozpocząć pracę w gamedevie. Owszem, przyciąga ich ciekawa praca, prestiż i wysokie wynagrodzenie, ale obecnie ten rynek potrzebuje głównie doświadczonych specjalistów, a nie osób stawiających pierwsze kroki. Ta sytuacja nie dotyczy tylko Polski, tak jest teraz na całym świecie.
Po dużych projektach zmiany personalne są normą
Jak twierdzi Adam Flamma, branża gier ma to do siebie, że po każdym dużym projekcie są ruchy kadrowe.

– Ludzie są czasem wypaleni, szukają kolejnych wyzwań, nowych przygód po pracy przy jednym, dużym projekcie trwającym nieraz kilka lat – uważa ekspert. – Zmiany zachodzą również w kwestii powstawania studiów tworzących gry. Wciąż pojawiają się nowe studia tworzące gry niezależne lub mieszczące się w sektorze gier średniobudżetowych. Z kolei giganci branży nierzadko redukują swoje filie, konsolidują zespoły i zmieniają sposób produkcji oraz zakres realizowanych projektów. Wszystko jest próbą optymalizacji kosztów i sposobów zarządzania w taki sposób, aby kolejne gry zostały zrealizowane w jak najbardziej zbalansowany projektowo i biznesowo sposób, a przy tym przyniosły jak najwięcej radości graczom – dodaje.
W branży nie brakuje optymistów
W sektorze gamingowym nie brakuje też
firm, które cały czas się rozwijają i prowadzą rekrutacje.
– Według mnie branża gier wideo w Polsce i na świecie ma się bardzo dobrze –
mówi Bankier.pl Piotr Mistygacz, Lead
Technical Level Designer w Techlandzie. – Miejsc pracy nie brakuje, szczególnie
dla doświadczonych developerów różnych specjalizacji. Ostatnie lata nauczyły
nas, że praca zdalna nie jest czymś niezwykłym. Dzięki temu w naszej, jak i w
podobnych branżach w naturalny sposób zwiększył się zasięg rekrutacji. Wymiana
wiedzy i doświadczeń, która jest płynniejsza w związku z dostępem do kandydatów
stricte spoza najbliższego miasta czy kraju poprzez możliwość pracy zdalnej,
pozytywnie wpływa na rozwój branży.
Jak twierdzi Piotr Mistygacz, w jego firmie od ponad piętnastu lat nie zdarzyła się jeszcze sytuacja, w której planowane byłyby zwolnienia. Wręcz przeciwnie, cały czas prowadzone są rekrutacje. – Dzieje się to oczywiście z różną intensywnością zależną od stanu, w jakim znajduje się dany projekt. Od ponad roku właściwie nie ma tygodnia bez kilku rozmów z chętnymi do pracy – mówi.
Umiejętności ważniejsze niż wykształcenie
Również według Pawła Czarneckiego, CEO Golden Eggs Studio, ostatnie lata pokazały, że spółki z branży gamingowej bardzo mocno walczą o doświadczonych pracowników, czego w pewnym momencie skutkiem był drastyczny wzrost stawek płacowych. Jednak, jak twierdzi, w ostatnim okresie sytuacja znacząco się unormowała.
– Na rynku gamingowym mamy bardzo dużo wykształconych specjalistów. Jednak nie uważam, aby było ich za dużo – mówi Bankier.pl Paweł Czarnecki. – Bardzo często dostajemy nowe CV od osób zainteresowanych pracą w naszym studiu. Chcą one pracować w tej dynamicznej i kreatywnej branży, dlatego stale podnoszą swoje kompetencje poprzez udział w szkoleniach. Dla nas jako potencjalnego pracodawcy sytuacja na rynku jest stosunkowo komfortowa. Szczególnie że na pokładzie mamy bardzo doświadczone osoby. Dlatego w tym momencie skupiamy się na zatrudnianiu młodych talentów, które będą się u nas uczyły i wpasują się odpowiednio w nasze struktury. Podczas rekrutacji patrzymy przede wszystkim na portfolio oraz umiejętności kandydata prezentowane podczas zadania testowego. Ma to większe znaczenie niż wykształcenie. Bardzo ważne jest dla nas to, aby dana osoba miała zmysł estetyki i dobrze czuła się w poszczególnych tematykach gier – wyjaśnia.
Polska hubem gamingowym na tle Europy
Jak twierdzi Paweł Czarnecki, również jego studio w najbliższym czasie przewiduje zatrudnienie nowych pracowników, bo firma cały czas się rozwija.
– Polska jest swego rodzaju hubem gamingowym na tle Europy – tłumaczy. – Zapotrzebowanie na nasze rodzime usługi jest cały czas bardzo duże. Jak pokazują statystyki Newzoo, branża cały czas się rośnie, a polskie produkcje są bardzo doceniane. Dzieje się tak m.in. ze względu na konkurencyjność cenową oraz potencjał rynków, dla których dostarczamy swoje usługi i produkty. Natomiast wartością dodaną jest to, że nasi partnerzy biznesowi operują w walutach, których wartość jest wyższa od złotego – dodaje.






























































