Polski konsument zachowuje się w zgodzie z teorią ekonomiczną. Jak tylko otworzyły się sklepy, doszło do realizacji odłożonego popytu na towary pierwszej potrzeby, do których dostęp był ograniczony — dotyczy to szczególnie odzieży, którą wymienia się coraz częściej, tym bardziej na początku sezonu, w tym przypadku lata).


Zaskakująco słaba natomiast jest sprzedaż farmaceutyków i kosmetyków. Wydawało się, że ludzie ruszą do lekarzy z opóźnionym leczeniem różnych schorzeń, co przełoży się na wzrost sprzedaży w aptekach. Na razie tego nie widać.
Z danych Głównego Urzędu Statystycznego o sprzedaży detalicznej w maju wyłania się obraz odżywającego handlu. Sprzedaż detaliczna liczona w cenach stałych wzrosła o 13,9 proc. rok do roku, a wobec kwietnia o niemal 11 proc. Tym samym po raz pierwszy sprzedaż przekroczyła poziom z ostatniego miesiąca przed pandemią, czyli z lutego 2020 r.
Choć lepiej takie porównania robić z trendem, a nie poziomem sprzed pandemii, tak jak pokazałem na wykresie. W takim ujęciu do pełnej normalizacji brakuje jeszcze 5,4 proc. To jest miara różnicy między tym, gdzie sprzedaż jest dziś, a poziomem, który byłby prawdopodobnie osiągnięty, gdyby nie kryzys.
Największe wrażenie robi potężny wzrost sprzedaży odzieży i obuwia — o 46,1 proc. rok do roku i niemal 100 proc. wobec kwietnia. Sprzedaż w tej kategorii znajduje się wyraźnie powyżej trendu przedkryzysowego. Konsumenci uzupełniali bowiem w maju braki w szafach, które pojawiły się po wielu miesiącach izolacji społecznej i zamknięcia sklepów. Wprawdzie luki w podaży odzieży skutecznie uzupełniały kanały e-commerce, ale warto pamiętać, że duża część polskiego społeczeństwa mieszka na obszarach, które są słabo spenetrowane przez handel internetowy.
Innym ciekawym zjawiskiem w handlu jest bardzo stabilny i solidny wzrost sprzedaży mebli i sprzętu RTV/AGD. Te dane są kolejnym potwierdzeniem tezy, którą postawiłem wczoraj: otwarcie usług i sklepów z odzieżą nie przełożyło się osłabienie popytu na trwałe dobra konsumpcyjne. To jest dobra informacja dla firm produkcyjnych.
Powoli do normy zbliża się też sprzedaż samochodów, motocykli i części. Handel w tej branży jest już właściwie na poziomie sprzed kryzysu, choć brakuje jeszcze 8 proc. do wzrostowego trendu sprzed kryzysu.
Gorzej natomiast wygląda sytuacja w handlu lekami, kosmetykami i sprzętem medycznym. Trudno niestety powiedzieć, która z części tej szerokiej kategorii, mieszczącej bardzo różne towary, zachowuje się lepiej, a która słabiej. Ogólna sprzedaż znajduje się około 33 proc. poniżej trendu sprzed kryzysu. Do niedawna wydawało się, że niska sprzedaż jest efektem rezygnacji z wizyt u lekarzy oraz ograniczenia zakupów kosmetyków warunkach ograniczonej mobilności społecznej, ale oba te czynniki powinny zaniknąć w maju, prowadząc do wzrostu sprzedaży lekarstw i kosmetyków. Tak się jednak nie stało. W kolejnych miesiącach zobaczymy, czy jest to jakaś trwała zmiana, czy też po prostu ten segment gospodarki musi poczekać na odmrożenie popytu.
Dane o sprzedaży, w połączeniu z innymi informacjami z gospodarki, sugerują, że w II kw. 2021 r. polski PKB mógł już osiągnąć poziom przedkryzysowy. Normalizacja gospodarki postępuje szybciej od oczekiwań.

































































