Władze Zimbabwe uznały, że spośród 2 tys. białych farmerów, którym w 2000 r. odebrano ziemię i przekazano czarnym mieszkańcom kraju, 439 spełnia warunki, aby otrzymać rekompensatę w postaci obligacji, a nie obiecanych wcześniej pieniędzy.


Zimbabwe musi się uporać ze spłatą farmerów poszkodowanych w ramach rewolucyjnej reformy rolnej, ponieważ od ponad dwóch dekad ma z tego powodu zamknięty dostęp do międzynarodowych rynków kapitałowych.
Ugoda zawarta z farmerami opiewa na kwotę 331 mln dolarów, powiedział Akinwumi Adesina, prezes Afrykańskiego Banku Rozwoju w poniedziałek na konferencji prasowej w stolicy Zimbabwe, Harare. To jego prezydent Zimbabwe Emmerson Mnangagwa poprosił o pomoc w rozmowach z wierzycielami, w tym Bankiem Światowym, Klubem Paryskim, Europejskim Bankiem Inwestycyjnym, u których kraj zadłużony jest na ponad 21 mld dolarów.
Zimbabwe deklaruje, że na spłaty zabezpieczyło 35 mln dolarów w tegorocznym budżecie. „Dług wobec byłych farmerów zostanie spłacony za pośrednictwem obligacji”, wyjaśnił Adesina. Zimbabwe liczy, że te pierwsze wypłaty zmienią nastawienie wierzycieli i odblokują możliwości ubiegania się o kolejne kredyty.
„Nikt, bez względu na to, jak jest silny, nie może wbiec pod górę z plecakiem piasku na plecach” – tłumaczył Adesina problemy południowoafrykańskiego kraju ze spłatą zobowiązań.

Mnangagwa, który przejął władzę w Zimbabwe w 2017 r. po tym, jak dokonał przewrotu i zmusił swego poprzednika Roberta Mugabe do rezygnacji, zachęcał białych farmerów do powrotu i ubiegania się o nowe działki ziemi. Choć to on za czasów Mugabe odpowiadał za przebieg reformy.
Wyrzuceni z kraju farmerzy nie wierzą w spełnienie obietnic Mnangagwy, nie satysfakcjonują ich też obligacje, które ich zdaniem są niewiele warte. Na forach internetowych zachęcają się, aby zatrzymać posiadane akty własności, które może jeszcze kiedyś nabiorą wartości.
W Zimbabwe nie brak też głosów krytykujących ugodę i obietnicę wypłaty odszkodowania. W mediach społecznościowych znaleźć można wpisy przypominające, że „biali ziemi tej nigdy nie kupili, ale posiedli jako kolonialiści”, a dodatkowo „przez dziesiątki lat pracy z wykorzystaniem miejscowej darmowej niemal siły roboczej, zarobili ogromne pieniądze”.
Przed reformą rolną 4,4 tys. białych obywateli Zimbabwe posiadało 51 proc. ziemi uprawnej, podczas gdy 4,3 mln czarnych mieszkańców tego kraju miało jej w swych rękach tylko 42 proc. Przejmowaniu ziemi towarzyszyła przemoc, pobicia, gwałty, kilka osób zginęło, a większość wysiedlonych opuszczała swoje gospodarstwa z pustymi rękoma. Reforma szybko sprawiła, że kraj, który był najważniejszym regionalnym producentem i eksporterem żywności, stał się obiektem pomocy zagranicznych darczyńców.
Tadeusz Brzozowski



























































