Wraz ze wzrostem popularności elektronicznych kanałów obsługi, kurczy się sieć placówek bankowych i topnieje zatrudnienie. Z danych zebranych przez Bankier.pl wynika, że w okresie od marca 2016 do marca 2017 banki zamknęły 779 placówek własnych i zmniejszyły zatrudnienie o 3,6 tys. osób.
Bankowość internetowa i mobilna odciskają coraz większe piętno na strukturze zatrudnienia i liczbie placówek. Banki jeden po drugim ograniczają sieć oddziałów, bo coraz więcej osób obsługuje swoje finanse z poziomu smartfona. Z danych, które zebrał Bankier.pl wynika, że od końca marca 2016 roku do końca marca 2017 roku sieć placówek własnych skurczyła się o 779 punktów. Tylko w dwóch bankach w ujęciu rok do roku przybyło oddziałów. Raiffeisen Polbank zwiększył swoją sieć o 9 placówek, a mBank o 6.
Cyfrowi buntownicy zamykają oddziały
W przypadku Raiffeisena jest to jednak tylko chwilowa korekta, bo w kwietniu bank podał, że zamierza zmniejszyć swoją sieć o 60-70 oddziałów i zredukować zatrudnienie o 950 osób. Z pierwszą falą zamykania oddziałów mamy już do czynienia – część placówek Raiffeisena została zamknięta z końcem maja 2017 r. Strategię cyfrowego buntownika ogłosił wcześniej Alior Bank. Zamierza pozamykać część placówek, zmniejszyć rozmiar pozostałych i ograniczyć zatrudnienie.
W ciągu minionego roku Bank Zachodni WBK zmniejszył sieć swoich placówek o 69 punktów, Bank Pocztowy o 60, PKO Bank Polski o 44, Alior Bank o 43, Bank Millennium o 41, Bank Pekao o 37, Getin Bank o 17, Eurobank, BOŚ i TMUB o 16, ING Bank Śląski o 13, BGŻ BNP Paribas i Citi Handlowy o 10, Deutsche Bank o 9, Credit Agricole o 8, Santander Consumer Bank o 6, a Plus Bank o 1. W wyniku fuzji oddziały Sygma Banku trafiły pod skrzydła BGŻ BNP Paribas Banku, a placówki BPH do Aliora. Szczegółowe zestawienie znajduje się w artykule „Raport PRNews.pl: Liczba placówek bankowych – I kw. 2017”

Zatrudnienie spadło o 3,6 tys. etatów
Wraz ze spadkiem liczby placówek, spada liczba zatrudnionych w bankowości. Z danych Komisji Nadzoru Finansowego wynika, że w całym sektorze bankowym pracuje 168 tys. osób. Są to dane z końca marca 2017 roku, które obejmują sektor spółdzielczy i komercyjny. Z danych, które zebraliśmy z banków o profilu uniwersalnym wynika, że na koniec I kwartału 2017 roku 20 ankietowanych banków zatrudniało na 118 tys. etatach. W porównaniu do danych sprzed roku, jest to spadek o 3610 etatów.
Zmiana liczby etatów w porównaniu do I kw. 2016 r.
Niemal wszystkie banki ograniczyły zatrudnienie. Duże redukcje objęły pracowników BPH i Aliora. Przed rokiem oba banki zatrudniały łącznie na 11 675 etatach. Połączony Alior na koniec marca zatrudniał na 9778 etatach, a w okrojonym BPH pracowało już tylko około 180 osób. W ciągu ostatnich 12 miesięcy spore redukcje przeprowadziły też dwa największe banki – PKO BP i Bank Pekao. W pierwszym z nich liczba etatów zmniejszyła się o 505, a w drugim o 628. Liczbę etatów zredukował także Citi Handlowy. W ciągu roku stan zatrudnienia zmniejszył się o 483 etaty. Szczegółowe zestawienie znajduje się w artykule „Raport PRNews.pl: Zatrudnienie w sektorze bankowym – I kw. 2017”.
Banki inwestują w wirtualne oddziały
Za spadek zatrudnienia w sektorze odpowiada kilka czynników. Przede wszystkim są to fuzje banków, po których następuje ujednolicanie struktury i zamykanie dublujących się departamentów. Za taki stan rzeczy odpowiada także postępująca automatyzacja procesów i zmiana przyzwyczajeń klientów. Nowe pokolenie klientów rzadziej korzysta z placówek, bo większość operacji wykonuje samodzielnie – przez bankowość mobilną i internetową.
Banki udostępniają im też coraz więcej urządzeń samoobsługowych – wpłatomatów, opłatomatów i bankomatów. W efekcie spada zapotrzebowanie na pracowników zajmujących się bieżącą obsługą transakcyjną, a banki zmieniają swoje strategie. Część pracowników przechodzi też na emeryturę, a w ich miejsce nie są już przyjmowane nowe osoby.
Ostatni pomysł banków to zakładanie kont w procesie wideoweryfikacji. W dłuższej perspektywie także i ten czynnik doprowadzi do redukcji etatów. Bank inwestujący w kanał wideo nie musi utrzymywać drogich placówek, bo wszyscy pracownicy call center pomieszczą się w jednej lokalizacji. Banki przyznają, że wirtualne oddziały są w stanie obsłużyć więcej klientów niż tradycyjna placówka.
Na Zachodzie też ubywa placówek
Placówek będzie ubywać, bo takie zjawisko obserwujemy już na zachodzie Europy. Z danych Banku Światowego wynika, że w roku 2004 na 100 tys. mieszkańców Polski przypadało 26 placówek bankowych. Po boomie hipotecznym – w roku 2013 – były to już 33 placówki. Później oddziałów zaczęło ubywać. Z najnowszych dostępnych danych wynika, że w 2015 roku na 100 000 mieszkańców przypadało już 31 placówek. Tymczasem w Niemczech liczba placówek spadła w latach 2004-15 z 21,3 do 14,1, w Hiszpanii z 97,5 do 67,5 placówek, w Danii z 50,1 do 24,7, w Szwecji z 23,6 do 19,3, w Norwegii z 13,1 do 7,7, a w Finlandii z 13,2 do 8,1. Z tego względu należy oczekiwać, że najbliższe lata upłyną w Polsce pod znakiem redukcji sieci.
O zmieniającym się zapotrzebowaniu na sieć placówek świadczą działania samych banków. Instytucje finansowe szukają pomysłów na to, jak zagospodarować istniejącą już sieć lub przyciągnąć do placówek nowych klientów, którzy wolą „bankować” zdalnie. I tak na przykład placówki Nest Banku swoim wyglądem przypominają kawiarnie, Idea Bank proponuje w oddziałach miejsca do pracy dla freelancerów (zainstalował nawet placówkę w wagonie Intercity), a Citi Handlowy przeniósł wszystkie placówki do galerii handlowych. Jego ostatni pomysł to mobilna placówka, którą będzie dowoził na różnego rodzaju festiwale.
Trudno będzie jednak zawrócić kijem pędzącą rzekę. Z danych zebranych przez Bankier.pl wynika, że grono zwolenników kanałów elektronicznych lawinowo rośnie. Duża popularnością cieszy się zwłaszcza bankowość mobilna. Na koniec pierwszego kwartału 2017 roku z tego kanału korzystało już ponad 8 mln klientów. Z bankowości internetowej korzysta 15 mln osób.
































































