REKLAMA

Banki centralne będą dalej walczyć z inflacją, nawet kosztem recesji [Debata]

2022-06-20 13:38, akt.2022-06-20 14:42
publikacja
2022-06-20 13:38
aktualizacja
2022-06-20 14:42
Banki centralne będą dalej walczyć z inflacją, nawet kosztem recesji [Debata]
Banki centralne będą dalej walczyć z inflacją, nawet kosztem recesji [Debata]
fot. Marko Aliaksandr / / Shutterstock

Główne banki centralne będą dalej zacieśniać politykę monetarną, nawet kosztem recesji - oceniają uczestnicy XXVII debaty PAP Biznes „Strategie rynkowe TFI”. Zwalczenie wysokiej inflacji jest kluczowe dla decydentów, choć prognozy dla CPI pozostają niepewne.

W XXVII debacie "Strategie rynkowe TFI" zorganizowanej przez PAP Biznes udział wzięli przedstawiciele Pekao TFI, Skarbiec TFI, Eques Investment TFI, NN Investment Partners TFI i Opoka TFI.

"Do tej pory zakładaliśmy, że banki centralne będą podnosić stopy procentowe, ale będą też uważać na to, co dzieje się w gospodarkach realnych. Jednak to, co wydarzyło się w ubiegłym tygodniu, dobitnie pokazuje, że banki centralne przesuwają się w stronę 'za wszelką cenę walczymy z inflacją i nie patrzymy na to, co dzieje się w gospodarce'. Widać to też po prognozach Fedu - stopa bezrobocia rośnie w horyzoncie dwuletnim, a mimo to Fed dąży do jak najszybszego osiągnięcia pozytywnych, realnych stóp procentowych" - powiedział Dariusz Kędziora, CFA, Dyrektor Zespołu Zarządzania Instrumentami Dłużnymi Pekao TFI.

"Przed nami jeszcze dużo zacieśniania ze strony Fedu i nadzieje, że w którymś momencie bank odpuści - ponieważ mamy do czynienia ze słabnącą gospodarką - nie zmaterializują się. Fed będzie cały czas agresywnie podnosił stopy. Póki inflacja będzie zaskakiwała w górę, to banki centralne będą podnosiły stopy procentowe i mogą zaskakiwać rynki wyższymi stopami" - dodał.

Kędziora zaznaczył, że podobnie postępują inne główne banki centralne.

"W strefie euro mamy prawdopodobnie już do czynienia z recesją, a mimo to EBC przyspiesza z zapowiedziami podwyżek stóp proc., których może dokonać w tym roku. Bank centralny Szwajcarii też podniósł stopy. Widać, że główne banki centralne straciły cierpliwość i decydenci mocno zaostrzają kurs. Będzie to miało swoje reperkusje dla rynków finansowych i gospodarek, ale w tym momencie problemem numer jeden jest inflacja" - powiedział zarządzający.

Podczas debaty Radosław Cholewiński, Członek Zarządu Skarbiec TFI, podkreślił, że krąg banków centralnych podwyższających stopy stale się poszerza. Na horyzoncie nie widać też szybkiego zakończenia zacieśniania monetarnego.

"W ubiegłym tygodniu dołączyła Szwajcaria, a spośród banków, które obecnie podwyższają stopy, nie ma takiego który mówi, że 'to już koniec'. Czeski bank próbował coś takiego zrobić, ale zobaczymy, czy rzeczywistość mu na to pozwoli. Zdecydowana większość banków nie komunikuje jednak, że to koniec wzrostu stóp. Patrząc np. na USA - to początek, czy na EBC - który po długiej dyskusji istotnie zmienił komunikację - i też wskazuje na przyszłe podwyżki stóp procentowych" - powiedział Cholewiński.

"Od co najmniej półtora roku prognozy zarówno inflacji, jak i stóp procentowych, cały czas są podnoszone i tu się nic nie zmieniło - analitycy konsekwentnie przesuwają swoje oczekiwania w górę" - dodał.

Bartłomiej Chyłek, Dyrektor Zespołu Analiz w NN Investment Partners TFI, zaznaczył, że banki centralne muszą dostosowywać swoją politykę do mocno rosnącej inflacji.

"Dynamika inflacji to jednak negatywne zaskoczenie, szczególnie w Europie. Wydaje się, że prognozy wielu makroekonomistów nie były aż tak pesymistyczne, i co za tym idzie, banki centralne cały czas się dostosowują. W porównaniu do poprzednich lat zmieniała się ich retoryka. Wydaje się, że wcześniej szefowie banków centralnych uważnie patrzyli na wyceny różnych klas aktywów i odpowiednio reagowali, teraz to się zmieniło" - powiedział Chyłek.

W ocenie prezesa zarządu Opoka TFI, Tomasza Tarczyńskiego, zejście z obecnych poziomów inflacji może być stosunkowo mocne, choć - jak podkreślił zarządzający - obecnie rynek ma do czynienia z długoterminowym epizodem wysokiej inflacji.

"Patrząc na to, jak zachowała się inflacja w latach 40. lub 70. to widać, że były tam duże sinusoidy. Po pierwszym wystrzale inflacji w latach 40. w USA pojawił się epizod deflacyjny, w Wielkiej Brytanii nie było tego, ale inflacja mocno zeszła. Taka jest logika procesu, że nawet jeśli mamy długoterminowy epizod inflacyjny - bo taka jest nasza teza, że weszliśmy na trwałe w środowisko podwyższonej inflacji - to po pierwszym wystrzale prawdopodobnie zejście inflacji będzie stosunkowo mocne" - powiedział Tarczyński.

Dariusz Kędziora z Pekao TFI zwrócił uwagę, że nawet jeśli po osiągnięciu szczytu inflacja zacznie stopniowo spadać, to wskaźnik cen może ustabilizować się na poziomie wyższym niż zakładają to uczestnicy rynku.

"Ryzykiem, na które warto zwrócić uwagę - które możemy znaleźć w latach 70. - jest to, że inflacja może nie spadać w taki sposób, w jaki byśmy sobie tego życzyli. Inflacja zacznie spadać, ale może okazać się, że ustabilizuje się na zacznie wyższym poziomie, niż życzyłyby sobie tego banki centralne i to wymusi kolejny epizod zacieśniania polityki monetarnej" - powiedział.

"Nawet jeśli zobaczymy gdzieś na świecie szczyt inflacyjny, to początkowy optymizm inwestorów i rynków może być jeszcze płonny, bo może się okazać, że inflacja wcale tak szybko nie spadnie" - dodał.

Członek Zarządu Skarbiec TFI, Radosław Cholewiński, podkreślił podczas debaty, że prognozy dla inflacji są niepewne i zależą m. in. od tego, czy wystąpi recesja i jaki będzie jej charakter.

"Skala obecnych podwyżek stóp procentowych doprowadzi do szybkiego i gwałtownego stłumienia gospodarki. Skali tego stłumienia nie jest w stanie przewidzieć żaden model banku centralnego, ponieważ tak szybkiego podnoszenia stóp proc. nie mieliśmy nigdy w historii. To, co się będzie działo i z inflacją, i z ryzykownymi klasami aktywów, zależy od tego, czy będzie recesja i od tego, jaka ona będzie" - powiedział Cholewiński.

"Gdybyśmy mieli do czynienia z regularną recesją, taką, która wydarza się średnio co cztery lata, której nie towarzyszy upadek banku Lehman Brothers czy pandemia, to ona być może byłaby wybawieniem dla banków centralnych - nie musiałyby dalej podnosić stóp procentowych. Mogłoby to być pozytywnym wydarzeniem. Chyba, że byłaby to recesja związana z jakąś kolejną katastrofą - wojną, pandemią. Wówczas niepewność będzie dużo większa" - dodał.

Zdaniem prezesa zarządu Eques Investment TFI, Tomasza Koraba, skala obecnych podwyżek stóp procentowych jest tak duża, że - w połączeniu w wysokim poziomem zadłużenia - rodzi ryzyko rozregulowania światowego systemu gospodarczego.

"Z recesją to niebezpieczny flirt - nigdy nie wiemy, kiedy wymknie nam się spod kontroli. Obecna skala podwyżek stóp procentowych jest nieporównywalna z niczym, co działo się wcześniej. Do tego nakłada się nieporównywalny z poprzednimi czasami poziom ogólnego zadłużenia - mowa tu o prywatnym zadłużeniu, ale także zadłużeniu krajów rynków wschodzących. W którymś momencie może okazać się, że przekroczymy pewną masę krytyczną, co w połączeniu z wysokimi cenami żywności może doprowadzić do niepokojów społecznych. Mamy problem z żywnością i ropą, które pozwalają zaspokoić potrzeby bytowe, to może doprowadzić do rozregulowania całego, światowego systemu gospodarczego" - powiedział Korab.

"To nie jest podstawowy scenariusz, ale jego prawdopodobieństwo przestało być zerowe i coraz więcej inwestorów będzie brało go pod uwagę jako potencjalne zagrożenie" - dodał.

Podczas debaty PAP Biznes Dariusz Kędziora z Pekao TFI zwrócił uwagę, że amerykańska Rezerwa Federalna prawdopodobnie zaakceptowała już fakt, że nie uda jej się zwalczyć inflacji bez recesji.

"Wydaje się, że Fed zaakceptował, że nie uda mu się zwalczyć inflacji bez recesji. Nikt głośno nie będzie o tym mówił, nie jest to popularny pogląd. Fed prognozuje, że bezrobocie będzie rosło i ciężko sobie wyobrazić, żeby - w obecnych warunkach - działo się to samo z siebie. Raczej musi do tego doprowadzić jakaś głębsza recesja" - powiedział.

"Nikt nie chce recesji i jestem przekonany, że tzw. soft landing, czyli podnoszenie stóp procentowych, żeby gospodarki trochę wyhamowały, inflacja spadła i będziemy mogli wrócić do normalności to idealny świat ale ten świat rzadko kiedy się realizuje. Wydaje się, że zmierzamy do recesyjnego scenariusza, banki centralne są tego świadome, ale nie mają innego wyjścia" - dodał.

Polską gospodarkę czeka spowolnienie; na GPW bessa

Tomasz Tarczyński, prezes Opoka TFI ocenił, że bessa na GPW skończyć się może w 2023 roku.

"Z całą pewnością warszawska giełda jest w bessie i wystarczy popatrzeć na najprostszy wskaźnik, czyli indeks cenowy, będący od kilku miesięcy poniżej 200-sesyjnej średniej, która jest nachylona w dół" - powiedział Tarczyński.

"Prawdopodobnie mamy jeszcze jakiś czas bessy przed sobą, w najbardziej prawdopodobnym scenariuszu skończy się ona w przyszłym roku" - dodał.

Jego zdaniem wyceny niektórych spółek obecnie są atrakcyjne. "Jako całość środowisko do inwestowania na rynku akcji w Polsce jest, według nas, niekorzystne" - powiedział Tarczyński.

Tomasz Korab, prezes Eques Investment TFI, zwrócił uwagę na rosnący koszt finansowania.

"Gospodarka +grzeje+, ale nastroje konsumentów są +pod psem+, żeby nie powiedzieć tragiczne. Z drugiej strony bezrobocia nie ma, płace rosną, ale koszt, inflacja, sama z siebie niszczy popyt. Martwi mnie w gospodarce koszt finansowania (...)" - powiedział Korab.

"Spodziewam się spowolnienia i to wywołanego przez podwyżki stóp procentowych, ze względu na wyższy koszt finasowania dla gospodarstw domowych po ustaniu wakacji (kredytowych - PAP) i dla przedsiębiorstw, które tych wakacji nie będą miały, i być może dla nich to będzie najbardziej odczuwalne" - powiedział Radosław Cholewiński, członek Zarządu Skarbiec TFI.

Dariusz Kędziora, dyrektor Zespołu Zarządzania Instrumentami Dłużnymi Pekao TFI, zwrócił uwagę na niespójność polityki monetarnej i fiskalnej.

"W Polsce obserwujemy ryzyko, że niespójność polityki monetarnej i polityki fiskalnej powoduje, że rentowności obligacji pewnie rosną bardziej niż mogłoby to być w innych okolicznościach. Hossa na obligacjach w Polsce nadejdzie wtedy, kiedy zmienią się trendy, które obserwujemy na rynkach obligacyjnych na świecie - nie jesteśmy w stanie odizolować od tego, co się dzieje globalnie" - powiedział Kędziora.

Jego zdaniem RPP nie jest w stanie odciąć się od sytuacji na rynkach globalnych i decyzji innych banków centralnych, a Polskę czeka spowolnienie gospodarcze.

"Wydaje się, że byłoby niebezpieczne przedwczesne zakończenie podnoszenia stóp procentowych albo nawet spowolnienie podnoszenia tych stóp, co mogłoby się odbić negatywnie na wycenie waluty (...). Warto pamiętać, że mamy też ryzyka które rosną, a dotyczą deficytu na rachunku obrotów bieżących, który niepokojąco rośnie" - powiedział Kędziora.

"Jeśli chodzi o makro i wzrost gospodarczy, to ja w tym momencie jestem dosyć spokojny. Oczywiście spowolnienie przyjdzie, bo ono musi przyjść, Polska gospodarka nie może rosnąć tym tempie w którym rosła w pierwszym kwartale, (...) wydaje się, że w tym momencie te ryzyka dotyczące wzrostu gospodarczego, owszem, są - ale one się nie materializują w jakiś dramatyczny sposób, więc cały czas mówimy o zdrowym wzroście gospodarczym, spowalniającej gospodarce, ale czy czeka nas głęboka recesja - to pewnie za wcześnie, by przewidzieć" - dodał.

Cholewiński zwrócił uwagę, że WIG20 nie do końca odzwierciedla strukturę gospodarki.

"Wiele firm w Polsce produkuje mając ostatecznie zbyt na swoje produkty w zachodniej Europie, ale ich na giełdzie nie ma. W gospodarce jest jeszcze dobrze, moim zdaniem, będzie gorzej, natomiast to nie do końca przekłada się na sytuację na giełdzie ponieważ tych przedsiębiorstw, które tę koniunkturę gospodarczą najlepiej odczuwają, w dużej części na giełdzie nie widzimy" - powiedział Cholewiński.

Jego zdaniem, w otoczeniu wysokich stóp procentowych banki powinny być sektorem, który mógłby zachowywać się lepiej od innych, jednak tak nie jest, bo sektor ten musi zmierzyć się z kosztami wprowadzenia wakacji kredytowych dla swoich klientów.

"+Przyszły+ wakacje kredytowe i okazuje się, że nawet takie klasyczne, czy podręcznikowe przełożenie podwyżek stóp procentowych na sytuację polskich banków, czy generalnie europejskich banków (...), nie jest w stanie w tej chwili temu istotnemu sektorowi pomóc" - powiedział Cholewiński.

"Być może pozytywnym aspektem jest to, że przy tak dużym poziomie zniechęcenia, pesymizmu dotyczącego warszawskiej giełdy jest rola dla rozwiązań aktywnych - tam, gdzie zarządzający oprócz ekspozycji na szeroki rynek aktywnie szukają pomysłów inwestycyjnych. Wydaje mi się że akurat dla nas, dla TFI działających w Polsce, jest to też jakaś okazja, gdzie jesteśmy w stanie dostarczyć klientowi pewną wartość w stosunku do tego, co będzie oferowało rozwiązanie pasywne" - powiedział Cholewiński.

Bartłomiej Chyłek, dyrektor Zespołu Analiz, NN Investment Partners TFI ocenił, że relatywnie tanie wydają się spółki surowcowe. Prawdopodobnie nie będą one płaciły dywidend i nie zostaną objęte dodatkowym podatkiem sektorowym.

"Ekstra pieniądze, które zarabiają spółki Skarbu Państwa, z szeroko pojętego sektora surowcowego, muszą zostać zainwestowane w najbliższych latach, aby Polska energetyka się przemodelowała, uniezależniła od importu surowców szczególnie z kierunku wschodniego" - powiedział Chyłek.

Zauważył, że ceny akcji krajowych banków zachowują się inaczej niż raportowane wyniki sektorowe i inwestorzy mogą nadal omijać ten sektor.

"Jest duża obawa inwestorów co do wysokości wzrostu wolumenów oraz kosztów ryzyka kredytowego w średnim terminie. Dodatkowo doszedł aspekt polityczny - spółki Skarbu Państwa z sektora energetycznego nie zostały +uderzone+, natomiast w bankach (...) straty sektora mogą wynieść nawet 25 mld zł i wszystko może być zaksięgowane w lipcu lub w sierpniu. Wydaje się, że inwestorzy mogą w dalszym ciągu omijać ten sektor, gdyż nie wiemy, jak bardzo ten aspekt polityczny powinien wpływać" - powiedział Chyłek.

Jego zdaniem, w średnim horyzoncie czasowym ciekawym wyborem inwestycyjnym mogą być prywatne spółki z sektorów konsumenckich.

Rentowności światowych obligacji krótkoterminowych na atrakcyjnych poziomach

Zdaniem Tomasza Tarczyńskiego, prezesa Opoka TFI, w ostatnich trzech miesiącach nastąpiło dostosowanie na głównych klasach aktywów, z których najatrakcyjniej wyglądają obligacje skarbowe.

"W ostatnich miesiącach pospadały akcje i obligacje. Jeśli chodzi o wyceny to zaszła duża zmiana, bowiem są one dużo atrakcyjniejsze. Niezależnie od krótkoterminowych oczekiwań, wyceny zakotwiczają stopy zwrotu w długim terminie. Dostosowanie na portfelu między akcjami a obligacjami, które zazwyczaj standardowo wynosi 60 proc. do 40 proc., było jednym z rekordowych w historii. Mamy daleko idącą przecenę na różnych klasach aktywów, w tym obligacjach, co jest - według nas - najważniejszą kwestią, jeśli chodzi o odpowiedź na pytanie czy jest to atrakcyjny moment do inwestowania. (...) Jeśli chodzi o obligacje skarbowe, to wydaje nam się, że zbliżamy się do długoterminowego przesilenia. Tutaj jesteśmy dość pozytywnie nastawieni" - powiedział.

Radosław Cholewińskiego, członek zarządu Skarbca TFI, powiedział, że "jest nastawiony konstruktywnie" co do rozwiązań w oparciu o dług krótkoterminowy.

"Obligacje skarbowe krótko- i długoterminowe to jest to rozróżnienie, na podstawie którego należy teraz dokonywać oceny perspektyw rynku długu. Pamiętam, że trzy miesiące temu mówiliśmy, że bieżący poziom rentowności krótkoterminowych instrumentów jest wysoki, więc fundusze oparte o nie są interesującą klasą aktywów. Ta ocena stała się dużo bardziej aktualna, bo mamy dużo wyższy poziom rentowności. Jeśli ktoś lokuje w fundusze dłużne krótkoterminowe, to po raz pierwszy od 15 lat mamy do czynienia z sytuacją, że bieżąca rentowność portfela jest na poziomie 7-8 proc., a ryzyka z nimi związane są dość niskie" - powiedział.

"Jeśli chodzi o obligacje długoterminowe, to pytanie jest trudniejsze. Ewaluacje są dużo bardziej atrakcyjne niż były trzy miesiące temu lub rok czy dwa lata temu. (…) Teraz bieżący poziom rentowności jest już bardzo wysoki, więc nawet jeśli rentowności będą dalej rosnąć, to mamy już jakiś bufor na dalszy wzrost rentowności. (…) Moim zdaniem, jeśli ktoś myśli teraz o rynku obligacji, to w tej chwili bezpieczniej jest myśleć o długu krótkoterminowym, natomiast co do obligacji długoterminowych nie jesteśmy w stanie powiedzieć czy w ciągu kilku miesięcy ten punkt wejścia nie będzie jeszcze bardziej atrakcyjny. Dlatego może tutaj warto byłoby brać pod uwagę uśrednianie się czy rozpoczynanie alokowania funduszy na obligacje długoterminowe przez najbliższe kilka miesięcy" - dodał.

Bartłomiej Chyłek, dyrektor zespołu analiz NN Investment Partners TFI, wskazywał, że przy konstruowaniu portfela warto największą część przeznaczyć na fundusz stabilnego wzrostu.

"Jeśli mówimy o horyzoncie inwestycyjnym do końca roku, to podtrzymałbym alokację w postaci sporej części portfela (60-70 proc., z krótszym duration niż dłuższym) w funduszu stabilnego wzrostu, z efektywną ekspozycją na rynki akcji między 15-20 proc.; 10 proc. ekspozycji na surowce; a to co zostanie, to na obligacje krótkoterminowe. (…) Jeśli chodzi o inwestycję w część obligacyjną, to krótki horyzont jest bezpieczniejszy, lecz ciężko liczyć, że do końca roku stopy zwrotu pobiją wskaźnik inflacji" - powiedział.

Według Tomasza Koraba, prezesa zarządu Eques Investment TFI, przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych warto brać pod uwagę możliwy szczyt inflacji.

"Bardzo byśmy chcieli, żeby okazało się, że szczyt inflacji jest przed nami, ale tak miało być już w I kw. Wszyscy w to wierzyliśmy, ale wojna pokrzyżowała nam plany. (…) Jeśli się okaże, że inflacja osiąga swój szczyt, to wyceny są super, stopy proc. dużo więcej nie rosną, więc dobrze zarówno dla obligacji, jak i dla akcji. Natomiast jeśli inflacja nie osiągnie szczytu, to niskie wyceny nie pomogą. Jest duży poziom nieufności i ryzyka, dlatego przy budowaniu portfela przyjąłbym jeszcze nastawienie defensywne" - powiedział.

"Myślę, że obligacje korporacyjne to jest dobry segment, tylko trzeba pamiętać, że koszt bardzo mocno wzrósł. (…) Jeśli chodzi o obligacje skarbowe, to fakt jest taki, że płacą bardzo przyzwoicie, ale czy jeszcze pójdą wyżej, to tego nie wiem. Zgodzimy się pewnie jednak, że znaczna część ruchu już się wykonała, dlatego warto w nie inwestować" - dodał.

Według Dariusza Kędziory, dyrektora zespołu zarządzania instrumentami dłużnymi Pekao TFI, rentowności obligacji krótkoterminowych są już na atrakcyjnych poziomach.

"Łapanie szczytu inflacji, którego potrzebujemy do wyznaczenia szczytu obligacji długoterminowych jest obecnie trudne, przypomina trochę łapanie spadającego noża. Pytanie do inwestora czy woli ten nóż łapać, czy woli poczekać i wybrać obligacje krótkoterminowe, które oferują w tym momencie najlepszą relację zysku do ryzyka przy niskiej zmienności i wysokich rentownościach. Ciężko oczekiwać, aby obligacje o stałym kuponie miały fenomenalne stopy zwrotu, w czasie gdy główne banki centralne agresywnie podnoszą stopy proc. To jest trudne środowisko dla obligacji, ale i ich moment przyjdzie" - powiedział.

"Zważywszy na obecne środowisko inwestycyjne, w którym się znajdujemy, rekomendujemy defensywne nastawienie do konstrukcji portfela. Tutaj klasą aktywów, która się wyróżnia są fundusze obligacji krótkoterminowych, które w tym momencie oferują najlepszą relację zysku do ryzyka. Dla osób, które mają dłuższą perspektywę, pewnie jest miejsce na zwiększanie alokacji w funduszach obligacji długoterminowych, natomiast trzeba by to robić stopniowo, ponieważ w najbliższych miesiącach można spodziewać się podwyższonej zmienności w tym segmencie" - dodał.

Rynek akcji w bessie, ale można znaleźć atrakcyjne segmenty

"Jeśli chodzi o akcje, wydaje się, że jesteśmy w długoterminowej bessie. Jak przy każdym tego typu trendzie, nie jest to jednolity trend w dół. Jest spora szansa, że mocniejsze odreagowanie nastąpi, zwłaszcza na segmencie, który jest najbardziej +zbity+ na akcjach, czyli +growth Nasdaq+. W tym segmencie był gigantyczny ferwor spekulacyjny: gigantyczne wyceny, gigantyczne napływy i należy mu się duża przecena i dalej uważamy, że ten segment nie skończył długoterminowej bessy zaczętej w 2021 roku. Uwierzymy, że zakończy, gdy zobaczymy odpływy z ETF-ów typu ARK lub z funduszy tego segmentu, które inwestują w Polsce. (...) Pojawiają się sygnały, że do szczytu inflacji jest niedaleko i tam odreagowanie może być" - powiedział Tomasz Tarczyński, prezes Opoka TFI.

"Uważamy więc, że w akcjach jest długoterminowa bessa, z potencjałem, że teraz nastąpi przerwa" - dodał.

Prezes Opoka TFI wskazał, że w ciągu ostatniego kwartału ceny akcji spadły i aktywa są teraz atrakcyjniej wycenione.

"Dwa lata temu była deflacja i trzeba było kupić aktywa inflacyjne. Teraz - moim zdaniem - mamy sytuację odwrotną. Jesteśmy gdzieś w okolicach szczytu inflacji (...), i teraz należy kupować aktywa deflacyjne. Jeśli staną się jeszcze tańsze, to trzeba ich dokupić więcej" - powiedział Tarczyński.

Wskazał, że aktywem deflacyjnym może być światowy sektor biotechnologiczny.

"Ten sektor bardzo ucierpiał na wzroście stóp procentowych. Spółki często przeceniły się o 70-80 proc. i są wyceniane poniżej gotówki na bilansie. Może być oczywiście tak, że spadną o kolejne 10-20 proc., ale wycena już jest na wielu tych spółkach atrakcyjna. Jak spadną bardziej, to kupimy taniej" - powiedział Tarczyński.

Jego zdaniem, ciekawe są też chińskie spółki technologiczne.

"Na rynkach wschodzących jest jeden rynek, który zachowuje się w ostatnich tygodniach znacznie lepiej niż większość rynków wschodzących - to rynek chiński. Podobają nam się generalnie chińskie spółki technologiczne, które są podobnie znienawidzoną klasą aktywów jak dwa lata temu spółki wydobywające ropę" - powiedział prezes Opoka TFI.

Tomasz Korab, prezes Eques Investment TFI, także ocenia, że wyceny na rynkach akcji są atrakcyjne.

"Wyceny są atrakcyjne nie tylko z punktu widzenia paru miesięcy, a biorąc pod uwagę akcje i wskaźniki typu cena do zysku to z perspektywy wielu lat, zwłaszcza w Polsce" - powiedział Korab.

Wskazał jednocześnie, że jest bardzo duży poziom niepewności i ryzyka.

"Z naszej perspektywy mamy ogromny problem z inflacją. Bardzo byśmy chcieli, by się okazało, że szczyt inflacji jest tuż przed nami, ale on miał być przed nami już w pierwszym kwartale. (...) Problemem jest energia i ceny nośników energii, a wszyscy próbują coś na tym ugrać: Wenezuela, Arabia Saudyjska, Iran, Algieria. Po drugie, inwestycje w energetykę, wydobycie od 2014 roku bardzo mocno spadły i brakuje mocy. Jeśli inflacja, zwłaszcza w USA, osiągnie szczyt, to wyceny są super, stopy dużo więcej nie rosną - dobrze i dla obligacji, i dla akcji. A jeśli się okaże, że jednak nie? Nie pomogą nam niskie wyceny, gdy będziemy mieć dalej problem lub spełnią się czarne scenariusze jeszcze z dalej rosnącą ropą" - powiedział prezes Eques Investment TFI.

Jak dodał, na tym etapie portfel powinien być jeszcze raczej defensywny.

Bartłomiej Chyłek, dyrektor zespołu analiz w NN Investment Partners TFI, budowałby dość konserwatywny portfel inwestycji.

"W horyzoncie do końca roku podtrzymałbym alokację, którą doradzałem trzy miesiące temu, czyli spora część portfela, 60-70 proc. w funduszu stabilnego wzrostu, mała, ok. 10 procentowa, ekspozycja na surowce, a to co zostanie w obligacje krótkoterminowe" - powiedział dyrektor NN Investment Partners TFI.

Radosław Cholewiński, członek zarządu Skarbiec TFI, ocenia, że zachowanie rynków akcji zależeć może m.in. od tego, czy będzie recesja i w jakim wymiarze.

"To, co się będzie działo z inflacją i ryzykownymi klasami aktywów, w szczególności z rynkiem akcji, czy obligacjami długoterminowymi, zależy od tego, czy będzie recesja i jaka ona będzie" - powiedział.

Jak wskazał, gdyby recesja związana była z jakąś katastrofą, typu wojna, to jest ryzyko dalszych spadków wycen.

"Jeśli chodzi o rynek akcji, to cały czas upatrujemy potencjału w spółkach określanych jako +value+, dojrzałych, ale nie przez pryzmat branżowy, a pewien sposób inwestowania, gdzie patrzymy na całkowity dochód akcjonariuszy osiągany z tytułu dywidend, buybacków i wzrostu cen akcji" - powiedział członek zarządu Skarbiec TFI.

Z kolei segment spółek "value" nie podoba się Tarczyńskiemu z Opoka TFI.

"Uważamy, że ze względu na impuls zmniejszania inflacji, który nastąpi, rotacja, która nastąpiła z +growth+ do +value+ będzie miała jakiś przystanek" - powiedział Tarczyński.

Tomasz Korab z Eques Investment TFI zauważył, że nie wiadomo, kiedy recesja wymknie się spod kontroli. Problemem jest też wysokie zadłużenie.

"Przedsiębiorstwa w USA nie tylko w wartościach bezwzględnych, ale w stosunku do wielkości gospodarki, obrotów mają rekordowo wysokie zadłużenie. Kolejny problem to zadłużenie rynków wschodzących" - powiedział Korab.

Na ten aspekt zwrócił też uwagę Dariusz Kędziora, dyrektor zespołu zarządzania instrumentami dłużnymi Pekao TFI.

"To najgorszy splot możliwych czynników dla rynków wschodzących - mamy szybko rosnące stopy procentowe w Stanach Zjednoczonych, silnego dolara, który powoduje, że kapitał odpływa z rynków wschodzących i zwiększa ich problemy zadłużeniowe, i mamy sytuację na rynku surowców, na którą są te rynki wschodzące szczególnie podatne. Bardzo możliwe są napięcia społeczne w różnych regionach świata" - powiedział Kędziora.

"Nie jest to korzystne środowisko do inwestowania na większości rynków wschodzących. Będzie tylko potęgować zmienność, którą obserwujemy i będziemy obserwować" - dodał.

Cholewiński ze Skarbiec TFI ocenił, że cały czas w centrum uwagi inwestorów jest wojna na Ukrainie, a także m.in. potencjalne konflikty na Bliskim Wschodzie.

"Najbardziej interesujące są wszelkie czarne łabędzie, kwestie trudne do prognozowania" - powiedział.

Tarczyński z Opoka TFI nie wyklucza, że do jakiegoś odbicia na rynkach akcji dojdzie w wakacje, np. w sierpniu.

"Stopień intensywności wyprzedaży choćby na giełdzie nowojorskiej w ostatnich dwóch tygodniach w niektórych aspektach nie ma precedensu, co oznacza, że potencjał na odbicie jest. Nie wykluczam".

Ceny surowców trudne do prognozowania; zmienność i liczne ryzyka

"W zeszłym tygodniu do spadków dołączyły surowce. Trzy miesiące temu mówiliśmy, że jesteśmy blisko szczytu. Od tamtego momentu w dolarze indeks surowcowy wzrósł o ok. 6 proc., w złotych o ok. 10 proc. Dla mnie to jest duży znak zapytania, co będzie za kolejne 3 czy 6 miesięcy" - mówił Bartłomiej Chyłek, Dyrektor Zespołu Analiz, NN Investment Partners TFI.

"Nam się wydaje, że te surowce już tyle wzrosły, że one dalej już nie mogą wzrosnąć. Natomiast te czynniki podażowe są na tyle silne i niepokojące, że nie jesteśmy w stanie zaprognozować, czy te surowce nie będą rosły dalej" - wskazywał Dariusz Kędziora, CFA, Dyrektor Zespołu Zarządzania Instrumentami Dłużnymi Pekao TFI.

Tomasz Tarczyński, Prezes Zarządu Opoka TFI jest zdania, że bieżący rok należy wykorzystać do sprzedawania surowców.

"Co się działo ze spółkami wydobywającymi ropę? One drastycznie spadły o 25-40 proc., po tym przyszły spadki cen ropy" - mówił. "My konsekwentnie uważamy, że ten rok należy wykorzystać do sprzedawania surowców, a nie zwiększania alokacji w tym segmencie. (…) Czas na surowce trochę mija. Kursy spółek surowcowych to pokazują. Po dostosowaniu na rynku surowców, wrócimy do długoterminowego trendu wzrostowego. Naszym zdaniem, rynek surowców udowadnia, że weszliśmy w trwałe środowisko inflacyjne. Zbliżamy się do szczytu i ta inflacja pewno będzie się zmniejszać, ale i tak będzie na wyższym poziomie" - powiedział.

Częściową alokację w surowce proponował też Bartłomiej Chyłek z NN Investment Partners.

"W horyzoncie do końca roku, proponujemy, aby 60-70 proc. lokować w fundusz stabilnego wzrostu, 10 proc. w surowce, a resztę w obligacje krótkoterminowe" - wskazywał.

"Ze względu na zmiany klimatyczne świat uwierzył w transformację energetyczną i inwestycje w wydobycie od 2014 roku dramatycznie spadły. W rezultacie wpadliśmy w podwójne sidła. RPA mogłoby przesyłać węgiel, ale nie ma jak go przesłać, infrastruktura nie jest rozwijana. Mamy duży poziom niepewności i ryzyka" - ocenił Tomasz Korab, Prezes Zarządu Eques Investment TFI.

Sporym kłopotem jest, że wiele krajów eksportujących ropę naftową nie jest skłonnych pomóc światowej gospodarce.

"Nie chcą współpracować ci, którzy w tym problemie energetycznym mogliby pomóc. Każdy natomiast próbuje coś na tym ugrać. Stany Zjednoczone zaczynają rozmawiać i z Wenezuelą i z Arabią Saudyjską, choć Biden wcześniej mówił, że nie będzie z nimi rozmawiać. Iran próbuje coś ugrać, nawet Algieria robi problemy" - mówił Korab.

Kolejne konflikty mogą wprowadzić dodatkowe zamieszanie.

"Czy Izrael zaatakuje Iran? To może przesunąć szczyt inflacji po raz kolejny. Wizyta Bidena w Arabii Saudyjskiej ma temu zapobiec. Wizyta, której miało nie być, bo Biden zapowiadał, że z Arabią Saudyjską rozmawiać nie będzie, ale znów geopolityka wzięła górę" - mówił Tarczyński.

"Litwa wypowiedziała umowę z Rosją o transporcie towarów drogą lądową do Kaliningradu. Już wcześniej przedstawiciele władz rosyjskich zapowiadali zaognienie sytuacji, jeśli droga lądowa do Kaliningradu zostanie odcięta" - wskazywał Chyłek.

"Ukraina jest cały czas w centrum uwagi, potencjalne konflikty na Bliskim Wschodzie warto mieć na radarze. Najciekawsze jest to, czego jeszcze nie wiemy, wszystkie czarne łabędzie. Na różne sytuacje trzeba być przygotowanym, choć nie oznacza to, że każdą sytuację trzeba przewidzieć. To już kwestia zarządzania ryzykiem" - mówił Radosław Cholewiński, Członek Zarządu Skarbiec TFI.

Inni wskazywali, że niedostępność surowców może prowadzić do nowej fali migracji czy niepokojów społecznych.

"Widzimy tutaj ryzyko polityczne, czyli wspomniany głód szczególnie w regionie Afryce Północnej, gdzie trafiało zboże z Rosji i Ukrainy, może przerodzić się w kolejną falę migracji. Część krajów europejskich próbuje załagodzić tę sytuację, co pokazuje ostatnia wizyta w Kijowie. Pytanie, czy przywódcy Niemiec, Włoch i Francji próbowali naciskać na prezydenta Ukrainy, czy pozostali przy oficjalnych deklaracjach. Z pewnością wcześniejsze zakończenie wojny uspokoiłoby sytuację na rynkach finansowych" - mówił Chyłek.

"Mamy problemy z żywnością i ropą, które nie tyle pozwalają zaspokoić potrzeby inwestycyjne, co potrzeby bytowe. To z kolei może doprowadzić do rozregulowania całego systemu gospodarczego. To nie jest podstawowy scenariusz, ale prawdopodobieństwo jego realizacji jest już niezerowe, i coraz więcej inwestorów będzie go brało pod uwagę" - zwracał uwagę Korab.

Szczególnie podatne na tego typu problemy są rynki wschodzące.

"Dla wielu społeczeństw to jest być albo nie być – dostęp do żywności i jej ceny. To prowadzi do napięć społecznych, są już takie zjawiska w Sri Lance, będzie więcej. To będzie potęgowała zmienność" - mówił Kędziora.

W ostatnich tygodniach ponownie nasiliły się problemy z dostawami gazu do Europy.

"W zeszłym tygodniu mieliśmy pożar terminala gazu, który wyłączył go na kilka tygodni i podwyższył ceny krótkoterminowo. W połączeniu z ograniczeniem dostaw, to kolejna presja Rosji na Zachód" - wskazywał Chyłek.

"Jak popatrzymy na zapełnienie magazynów gazem, to jest powyżej średniej, więc Europa powinna sobie jakoś poradzić" - mówił Tarczyński.

"Rosja znacząco ograniczyła dostawy gazu do Europy. To się dzieje w newralgicznym momencie. Gaz jest w magazynach, ale bez normalnych dostaw, to w sezonie zimowym może być problem" - mówił Kędziora.

"Rosja też ma ograniczone magazyny, a po ich zapełnieniu musi ten gaz palić. Zakręcenie kurka nie może trwać w nieskończoność" - mówił Tarczyński.

W XXVII debacie "Strategie rynkowe TFI" zorganizowanej przez PAP Biznes udział wzięli przedstawiciele Skarbiec TFI, NN Investment Partners TFI, Opoka TFI, Pekao TFI i Eques Investment TFI.

pat/ pr/ asa/ kkr/ osz/ per/

Źródło:PAP Biznes
Tematy
Zyskaj 360 zł i oszczędzaj na 6% w Banku Millennium

Zyskaj 360 zł i oszczędzaj na 6% w Banku Millennium

Komentarze (9)

dodaj komentarz
5th_element
PIS to przewidział i od 7 lat igranicza zadłużanie państwa. Oszczędzamy gdzie się da i inwestujemy na potęgę w OZE. Jednym słowem ta cała zawierucha będzie miała na nasz kraj minimalny wpływ.... a przepraszam, usnąłem i miałem sen, a tu rzeczywistość tak mocno zjeb....
jas2
Przez pomyłkę napisałeś prawdę.
bha
Cóż... Krótkowidztwo zadłużania po uszy państw, krajów, społeczeństw nie bez celu wyzysk na epicką skalę na świecie nienasyconej na maxa wciąż i wciąż zachłanności na Mamonę jeszcze więcej mamony i zyski jeszcze większe zyski od wielu lat w wielu krajach zawsze kończy się bessą, marazmem, recesją i kryzysem. Niestety
od_redakcji
Tak, nikt tego nie przewidział… z wyjątkiem milionów, które to zrobiły.
od_redakcji
"Banki centralne będą dalej walczyć z inflacją, nawet kosztem recesji [Debata]" Przestańcie pisać takie głupoty, wy naprawdę myślicie, że ludzie są tak szurnięci.
men24a
Wyżej jest artykuł, nie ma chętnych na polskie obligacje nawet na 8%. To to jedziemy wyżej z podnoszeniem stóp procentowych aż znajdą się chętni na ten cud gospodarczy PiS
bha
W to towarzystwu wzajemnej adoracji gra.
yoss2022
"Negatywne zaskoczenie" - ekonomiści wysokiej klasy ...
polak1978
Zastanawiam jaki interes mają ci specjalyści z tej debaty aby wciskać taki kit.
Domyślam się ale nie mam pewności więc nie będę pisał.

Powiązane: Gospodarka i dane makroekonomiczne

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki