Wojna w Strefie Gazy sprawiła, że gospodarka Izraela skurczyła się o wiele bardziej, niż oczekiwano - donosi BBC. Według oficjalnych danych w wyniku ataku na Palestynę ucierpiały PKB, inwestycje oraz eksport, a rządowe wydatki gwałtownie wzrosły.


Jak podało Centralne Biuro Statystyki Izraela, wybuch konfliktu zapoczątkowanego 7 października miał bezpośredni i dotkliwy wpływ na gospodarkę państwa. Według najnowszego odczytu krajowe PKB skurczyło się w IV kwartale 2023 r. o 19% w ujęciu annualizowanym. Mediana szacunków z ankiety przeprowadzonej wśród analityków Bloomberga przewidywała spadek o 10,5%.
Podawanie dynamiki PKB w ujęciu annualizowanym polega na przekształceniu danych krótkoterminowych w dane całoroczne. Innymi słowy, wynik annualizowany to ekstrapolacja, która pokazuje, jaką wartość w ujęciu całorocznym przyjąłby dany wskaźnik, gdyby rósł (lub spadał) w takim samym tempie jak w danym okresie. Więcej na ten temat można przeczytać w tekście: „Czym jest annualizowany PKB? Tłumaczymy”.
Spadek o 19% w ujęciu annualizowanym odpowiadał spadkowi izraelskiego PKB o 5% kw/kw. W całym zeszłym roku produkt krajowy brutto państwa wzrósł 2%. Prognozy stawiane przed wybuchem Izraelsko-Palestyńskiej wojny zakładały jednak wynik na poziomie 3,5%.
Pod koniec zeszłego roku wojna drastycznie ograniczyła izraelski eksport, który skurczył się o 18,3% rdr. Wydatki prywatne spadły o 26,3%. Inwestycje w środki trwałe (szczególnie w obiekty mieszkalne) runęły o 67,8%. BBC zwróciło uwagę, że na wyjątkowo słabą kondycję sektora budowlanego wpłynął niedobór pracowników wywołany powołaniami do wojska oraz spadkiem liczby zatrudnionych Palestyńczyków.

Jednocześnie rządowe wydatki skoczyły o 88%. Większość ponadprogramowych kosztów dotyczy działań wojennych oraz odszkodowań dla przedsiębiorstw i gospodarstw domowych. Według BBC eksperci przewidują, że 2024 rok może okazać się jednym z najgorszych pod względem koniunktury gospodarczej w historii Izraela.
Trwający konflikt rozpoczął się 7 października od ataku Hamasu na terytorium Izraela, w którym zabito ok. 1200 osób oraz uprowadzono 250 zakładników. Izrael odpowiedział bombardowaniami Strefy Gazy, po których nastąpiła interwencja lądowa. Jak podaje tamtejsze ministerstwo zdrowia kierowane przez Hamas, do tej pory życie straciło około 29 000 Palestyńczyków, głównie cywili.
Patrząc na globalne skutki ekonomiczne, trwająca wojna w Strefie Gazy doprowadziła do niepokojów na Morzu Czerwonym i uderzyła w światowy handel. Jemeńscy rebelianci Huti zaczęli atakować statki towarowe płynące w kierunku Kanału Sueskiego, tłumacząc to wsparciem dla Palestyńczyków. Ich celem miały być tylko jednostki pod izraelską banderą bądź płynące do Izraela. W praktyce w niebezpieczeństwie są wszystkie statki płynące przez cieśninę Bab al-Mandab. Według niedawnych raportów doszło nawet do ostrzelania okrętu zmierzającego do Iranu, który jest głównym wspierającym Ruch Huthich.
Przez zagrożenie ze strony jemeńskich rebeliantów wielu armatorów zaczęło wybierać dłuższą drogę do Europy, opływając Afrykę. Według prezydenta Egiptu Abdela Fattaha al-Sisi ataki zmniejszyły w tym roku dochody Kanału Sueskiego o 40–50%. Przez Morze Czerwone przepływa ok. 15% światowego handlu morskiego. W ten sposób konflikt w Strefie Gazy uderza w europejski przemysł, wydłużając czas dostaw podzespołów z Azji. Dotknęło to takie marki jak Tesla, Volvo, Suzuki, czy Michelin.



























































