Rentowność amerykańskich obligacji 10-letnich ponownie zeszła w pobliże kluczowego wsparcia. Jeśli zostanie ono przełamane, może to oznaczać koniec tzw. hossy Trumpa.


We wtorek rentowność amerykańskich 10-latek obniżyła się do 2,3587%, osiągając miesięczne minimum. Jeszcze w połowie marca, po podwyżce stóp procentowych w Rezerwie Federalnej, 10-letnie obligacje USA płaciły ponad 2,64%. Spadek rentowności oznacza wzrost ceny obligacji.
Od trzech miesięcy na jednym z największych pod względem obrotów segmencie rynku kapitałowego panuje trend boczny, z dolnym ograniczeniem w strefie 2,30-2,31%. Rentowności amerykańskich obligacji zbliżyły się do tego poziomu już po raz czwarty w tym roku. Jak dotąd za każdym razem się od niego odbijały.
Dlaczego to takie ważne? Otóż dlatego, że obserwowany w listopadzie i grudniu wystrzał rynkowych stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych (czyli rentowności obligacji skarbowych) był jednym z głównych objawów tzw. hossy Trumpa. Czyli zakładu na reflację w USA, która miałaby być efektem ekspansywnej polityki fiskalnej nowego prezydenta.
Zobacz także
Mówiąc w dużym skrócie, liczono na to, że zwiększone wydatki na infrastrukturę w połączeniu z obniżką podatków dla korporacji (z 35% do 15%) i deregulacją gospodarki przyniesie istotne przyspieszenie wzrostu gospodarczego i inflacji, co będzie skutkowało wyższymi stopami procentowymi.
W ślad za tymi oczekiwaniami umocnił się dolar, a ceny akcji wystrzeliły w górę, osiągając historyczne rekordy. Ale jeśli znacznie głębszy od rynków akcji rynek obligacji da sygnał do odwrotu, to także koniunktura na Wall Street oraz siła dolara mogą być zagrożone. Dlatego warto w najbliższych dniach i tygodniach obserwować amerykański rynek długu.






























































