Od północy czasu polskiego spływać będą pierwsze, szacunkowe wyniki wyborów w USA. Amerykanie oprócz prezydenta (a właściwie 270 elektorów) wybierają także członków Izby Reprezentantów. Przedwyborcze sondaże wskazywały na remis, ale zwycięstwo republikanina Mitta Romneya nad demokratą Barackiem Obamą jest raczej mało prawdopodobne.
Ta wyborcza sesja stała pod znakiem giełdowego byka. Dow Jones zyskał ponad 1%, Nasdaq urósł o 0,4%, zaś indeks S&P500 zyskał 0,8% i powrócił ponad linię wyznaczaną przez kwietniowy szczyt i październikowe dołki.
Znacznie więcej emocji wzbudziły rynki surowcowe, a szczególnie trzyprocentowy wzrost cen ropy naftowej. Analitycy tłumaczyli to malejącymi zapasami benzyny będącymi skutkiem wstrzymania pracy w rafineriach na Wschodnim Wybrzeżu przez huragan Sandy. W mojej ocenie to dość wątpliwy pretekst, ale po dwumiesięcznej korekcie rynek był już mocno wyprzedany.
Podobna sytuacja miała miejsce w przypadku złota i srebra, których notowania bez żadnej wyraźnej przyczyny poszły w górę odpowiednio o 2% i 2,7%. Oba metale szlachetne odrobiły w ten sposób równie tajemnicze i niespodziewane spadki z piątku.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl




























































