

Sklepy internetowe czeka mała rewolucja. Na finiszu są prace nad nową ustawą o prawach konsumenta. Kupujący zyskają więcej czasu na rezygnację z zakupu i większą pewność, że gdy trafią na tandetę, będą mogli pozbyć się kłopotu.
Kupujący w internecie są w nieco gorszej pozycji niż osoby, które oglądają towar w fizycznym sklepie. E-zakupy muszą opierać się na informacji, którą poda sprzedawca, a ta, nawet rozszerzona o opinie poprzednich klientów, nie zastąpi bezpośredniego kontaktu z nabywanym dobrem. Przepisy regulujące prawa konsumentów próbują wyrównać tę asymetrię i zmniejszyć ryzyko związane z kupowaniem na odległość.
Nowe prawo wejdzie w życie w sześć miesięcy po jego uchwaleniu, czyli zapewne w grudniu tego roku.
Zobacz także
1. Więcej czasu na zwrot towaru
Dziś mamy 10 dni na odesłanie sprzedawcy zakupionego towaru. W tym czasie możemy sprawdzić, czy odpowiada on opisowi i spełnia nasze oczekiwania. Wkrótce termin ten ulegnie wydłużeniu do 14 dni. Jeśli sprzedawca nie poinformuje nas o możliwości rezygnacji, to termin ten jeszcze się wydłuży – do 12 miesięcy od upływu 14-dniowego terminu.

2. Jasna procedura zwrotu
Sprzedawca będzie miał obowiązek dostarczenia klientowi wzoru oświadczenia o rezygnacji z umowy lub wskazania np. internetowego formularza, który będzie do tego służył. Po rezygnacji będziemy mieli 14 dni na odesłanie towaru. Sprzedawca będzie miał tyle samo czasu na zwrot pieniędzy – przy użyciu tej samej metody płatności, jakiej użyliśmy na zakupach. Za odesłanie towaru zapłacimy my, chyba że sprzedawca zobowiąże się go samodzielnie odebrać.
3. Wiadomo, który etap zakupów jest ostatni
Sklepy internetowe w różny sposób konstruują proces zakupu. Czasem wrzucamy towary do wirtualnego koszyka, a później udajemy się do „kasy”. Bywa, że droga jest krótsza i jedno kliknięcie wystarczy, aby zamówienie zostało zrealizowane. Nowe prawo wymaga, aby kupujący w momencie złożenia zamówienia wyraźnie potwierdził, że wie, iż pociąga ono za sobą obowiązek zapłaty. W praktyce będzie to oznaczać, że sklep umieści na ostatnim etapie zakupów przycisk z napisem np. „zamówienie z obowiązkiem zapłaty”. Jeśli nie spełni tego wymagania, będzie się przyjmować, że umowa w ogóle nie została zawarta.
4. Nie można „nawrzucać” nam do koszyka
Niektóre sklepy internetowe miały zwyczaj podsuwania kolejnych towarów i usług klientom robiącym u nich zakupy. Dodatkiem mogło być chociażby rozszerzone ubezpieczenie dla kupowanego sprzętu elektronicznego. W praktyce przybierało to postać umieszczenia w koszyku innych towarów lub domyślnego zaznaczenia opcji. Teraz takie rozwiązanie będzie niedopuszczalne, a za wszelkie „dorzucone” domyślnie bez jego wiedzy dodatki konsument nie będzie musiał płacić.
5. Więcej czasu na pozbycie się bubla
Okres rękojmi zostanie wydłużony z 6 miesięcy do jednego roku. Jeśli kupimy produkt, który okaże się w tym czasie wadliwy, to będziemy mieli prawo żądać od sprzedawcy obniżenia ceny lub zwrotu wydanych pieniędzy. Sprzedawca będzie mógł zaproponować nam wymianę towaru na nowy, ale jeśli ten również okaże się wadliwy, będzie musiał zwrócić pieniądze.
Nowych praw jest więcej
Ustawa przynosi sporo innych nowości, które ukrócą praktyki podkopujące zaufanie do e-handlu. Sprzedawca nie będzie mógł np. pobierać wygórowanych opłat za niektóre formy płatności i w ten sposób zarabiać na klientach ceniących wygodę i bezpieczeństwo związane chociażby z płatnością kartą. Dla przedsiębiorców prowadzących dziś działalność część wymogów będzie początkowo uciążliwa (np. rozbudowanie zestawu informacji przekazywanych konsumentom), ale klienci w sieci powinni wkrótce poczuć się pewniej.
Michał Kisiel, analityk Bankier.pl



























































