Canoo – tak nazywa się elektryczny minibus, którego nie będzie można kupić. Auto będzie dostępne jedynie w oparciu o subskrypcję – donosi serwis Engadget.com.
Skoro coraz chętniej korzystamy z subskrypcji na oglądanie filmów i seriali (Netflix) czy słuchanie muzyki (Spotify), dlaczego nie umożliwić korzystania z aut na podstawie subskrypcji? Z takiego założenia wyszedł start-up Canoo, który stworzył prototyp elektrycznego minibusa.
Minibus o wnętrzu limuzyny
Zaprezentowany model to na razie jedynie prototyp. W najbliższych tygodniach miesiącach będzie przechodził testy. Na ulice wyjedzie w 2021 r. Nie będzie go można jednak kupić. Auto będzie można używać jedynie po wykupieniu subskrypcji.
Samochód jest w pełni elektryczny. Z wyglądu przypomina kapsułę i volkswagena busa – popularnego „ogórka”. Wewnątrz nie przypomina jednak klasycznego auta. Przed kierowcą rozciąga się panoramiczna szyba sięgająca od podłogi po sufit. Za miejscem dla kierowcy nie znajdziemy z kolei regularnych rzędów siedzeń. Pasażerowie będą mogli za to podróżować na kanapie w kształcie podkowy, niczym w limuzynie.
-| Welcome to the new electric |-
:: Membership, not ownership
:: Radically designed
:: Electrically powered
:: Intentionally differentSubscribe for updates @ https://t.co/ZbBMD9iIqn pic.twitter.com/pdMRK6CEUj
— Canoo (@canoo) September 25, 2019
Canoo został wyposażony w silnik o mocy ponad 300 KM. Według producenta, na jednym ładowaniu będzie w stanie przejechać co najmniej 400 km. 80 proc. mocy będzie można osiągnąć w ciągu 30 minut ładowania.

Arsenał czujników i uczące się algorytmy
Jazdę ułatwi 12 ultradźwiękowych czujników, siedem kamer i pięć radarów odpowiedzialnych m.in. za wykrywanie zbliżających się samochodów i innych obiektów. Specjalnie napisane algorytmy sprawią z kolei, że systemy bezpieczeństwa z każdą kolejną jazdą będą coraz reagowały jeszcze sprawniej.
Jak na razie nie wiadomo, ile będzie kosztowała subskrypcja Canoe. Jego twórcy zwracają jednak uwagę, że w zamian za opłacenie abonamentu, użytkownik auta nie będzie musiał martwić się jego rejestracją, ubezpieczeniem, a także wizytami u mechaników, które mają być wliczone w cenę.




























































