Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Nowe auta coraz droższe. Wszystko przez „elektryki” i emisję CO2

Nowe auta coraz droższe. Wszystko przez „elektryki” i emisję CO2

W lipcu 2020 r. za nowy samochód trzeba było płacić w Polsce średnio 122 699 zł – o 12,4 proc. więcej niż rok wcześniej – wynika z danych Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar. Jeśli w najbliższych miesiącach powtórzy się jesienny wzrost cen obserwowany w dwóch poprzednich latach, pod koniec roku za auto z salonu trzeba będzie płacić średnio nawet 135 tys. zł.

Średnio 135 tys. zł w grudniu?

Po notowanej od maja, a spowodowanej m.in. wybuchem pandemii koronawirusa, wyraźnej korekcie średniej ceny nowych aut nie ma już śladu. W lipcu za nowy samochód z salonu trzeba było płacić średnio o 0,2 proc. więcej niż w czerwcu i o 12,4 proc. więcej niż w lipcu 2019 r. Widać więc, że podwyżka cen nowych samochodów wyraźnie przyspieszyła w 2020 r. O ile zarówno w 2018 r., jak i 2019 r., podwyżka średniej ceny w relacji rocznej w żadnym z miesięcy nie przekraczała 6 proc., tak w 2020 r. nie było miesiąca, w którym nie przekroczyłaby 10 proc.

Jak przewidują eksperci IBRM Samar, tak duże dysproporcje między cenami notowanymi w ubiegłym i obecnym roku spowodowane są m.in. walką producentów z emisją dwutlenku węgla. Jeśli zachowany zostanie trend z ubiegłych lat, gdy od lipca do grudnia średnia cena wzrastała o ok. 10 proc., pod koniec 2020 r. auto z salonu będzie kosztowało średnio 135 tys. zł.

„Elektryki” i emisja CO2 kosztują

Wzrost cen nie jest jednak taki sam u wszystkich producentów. Listę marek, które najmocniej podniosły ceny w 2020 r., otwiera Smart, którego średnia cena wzrosła w ujęciu rocznym o 84,6 proc. Tak znaczny wzrost związany jest z przestawieniem się marki na auta elektryczne.

Modele samochodów z największym wzrostem średniej ceny – lipiec 2020

Model Wzrost średniej r/r [w proc.]
skoda citigo +118,6
smart forfour +94,9
smart fortwo +79,5
peugeot 2008 +37,8
subaru impreza +36,3
mazda mx-5 +31,3
ds 3 +30,3
subaru xv +25,9
opel corsa +23,1
porsche 718 +21,0

Źródło: Instytut Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar

Podium z autami droższymi o jedną piątą względem ubiegłorocznej oferty uzupełniają dwie marki premium: Porsche (+20,5 proc. r/r) i DS (+19,7 proc. r/r). W przypadku Porsche za wzrost odpowiada zwłaszcza rosnąca popularność drogiego modelu cayenne coupe, którego zakup wiąże się z wydatkiem co najmniej 411 tys. zł.

Z kolei oprócz DS w pierwszej dziesiątce wzrostów cen znalazły się jeszcze dwie inne marki należące do koncernu PSA: Peugeot (+9,8 proc. r/r) i Opel (+9,5 proc. r/r).

Wzrost średniej ceny powyżej 10 proc. zanotowało z kolei Subaru (+13,2 proc. r/r), BMW (+12,6 proc. r/r), Bentley (+12,4 proc. r/r), Lamborghini (+11,8 proc. r/r) oraz Mazda (+10,5 proc. r/r). Jak przypomina IBRM Samar, to właśnie Mazda jako pierwsza poinformowała o planach podniesienia cen produkowanych przez siebie samochodów w związku z nadchodzącymi restrykcjami dotyczącymi emisji dwutlenku węgla.

Przypomnijmy, nowy limit emisji ustanowiony przez Komisję Europejską wynosi 95 g/km. Jeśli producent nie spełni tego wymogu, zapłaci karę – 95 euro za każdy gram ponad limit. Kara zostanie przemnożona przez liczbę sprzedanych aut, które nie mieszczą się w limicie.

O tym, jak trudno będzie zmieścić się w limicie, świadczą dane dotyczące emisji dwutlenku węgla w 2019 r. Wówczas średnia emisja CO2 wyniosła 122,4 g/km. Auta spalały więc średnio o 27,4 g dwutlenku węgla na kilometr więcej, niż zakłada nowe ograniczenie.

Wśród modeli, których ceny bazowe wzrosły w ciągu roku najmocniej, dominują te, w których tradycyjny napęd spalinowy został zastąpiony w całości silnikami elektrycznymi. Średnia cena skody citigo jest obecnie ponad dwukrotnie wyższa (+118,6 proc. r/r), z kolei dwa smarty: forfour i fortwo oferowane są odpowiednio o 94,9 proc. i 76,5 proc. drożej niż w ubiegłym roku.

Tematy
Komentarze
Nowe auta coraz droższe. Wszystko przez „elektryki” i emisję CO2
Marcin Kaźmierczak
Podziel się