Kolejny dzień, kolejne spadki. Wobec braku interwencji
władz, chińska giełda zapadła się coraz głębiej. W pozostałej części Azji również dominowały spadki, Europa zaś otworzyła się wzrostami.


Kolor zielony – bo właśnie nim, a nie czerwienią, zwykło się oznaczać w Chinach giełdowe spadki – nie opuszczał rynku akcji Państwa Środka już czwarty dzień z rzędu. Przypomnijmy - wczoraj największe od lutego 2007 r. spadki na chińskiej giełdzie położyły się cieniem na notowaniach w Polsce, Europie oraz Stanach Zjednoczonych.
Na wtorkowym otwarciu Shanghai Composite tracił ponad 6%, potem sytuacja nie wyglądała wiele lepiej. Ostatecznie główny indeks szanghajskiej giełdy stracił dziś 7,63% i zszedł do poziomu 2964,97 pkt. To ważne, bo okrągły poziom był w medialnych przekazach uznawany za barierę, po przekroczeniu której wreszcie do działania przystąpią chińskie władze. Tak się jednak nie stało, a śladów interwencji - która wyczekiwana była również wczoraj, po przebiciu od góry 3500 pkt. - próżno było szukać.
Obecnie Shanghai Composite znajduje się na najniższym poziomie od połowy grudnia 2014 r. W sumie od początku 2015 r. Shanghai Composite stracił już 9,1%, a od tego rocznych szczytów dzieli go już 42,6%.
Jeszcze przed 7.00 czasu polskiego wydawało się, że w przeciwieństwie do poniedziałkowej sesji, dziś sytuacja w Chinach nie rozleje się na inne azjatyckie rynki. Mniemanie to okazało się błędem - po 8.00 Nikkei spada o 3,96%, a Hang Seng o 0,88%. Nad kreską wciąż utrzymują się główne indeksy w Korei Południowej (0,92%) i Singapurze (0,97%).
Spadki w Chinach póki co nie przełożyły się na panikę w Europie. Na zachodzie główne indeksy rosną o ponad 1%. WIG20 sprawuje się nieco gorzej, choć rośnie o 0,22%.






























































