Potężna przecena akcji Microsoftu odbiła się czkawką na nowojorskich parkietach. W dół poszły wyceny także innych firm informatycznych, przez co Nasdaq zaliczył trzecią najgorszą sesję w tym roku. Lecz finalnie spadki nie okazały się tak głębokie, jakby to sugerował początek sesji.


Dominantą czwartkowego handlu na Wall Street były przecenione o 10% akcje Microsoftu. To reakcja o tyle niecodzienna, że same wyniki kwartalne były całkiem solidne. Skorygowany zysk na akcję giganta z Redmont wyniósł bowiem 4,14 USD wobec oczekiwanych przez analityków 3,97 USD. Wyższe od rynkowego konsensusu oraz o 17% wyższe niż rok temu były także przychody. A jednak inwestorom bardzo nie spodobała się dynamika sprzedaży oraz wydatki na OpenAI.
Sentymentu do szeroko rozumianych spółek z sektora IT nie poprawiły także wyniki kwartalne niemieckiego SAP-a. Tam też wynikom lepszym od konsensusu towarzyszyła aż 16-procentowa zwała na giełdowym kursie informatycznego potentata. Podobnie jak w przypadku Microsoftu mówiło się o braku satysfakcjonujących wyników w segmentach powiązanych z AI.
- Microsoft rozczarował i mamy do czynienia z autentycznymi wątpliwościami, czy inwestycje w AI nie zjedzą wyników spółek informatycznych – skomentował John Praveen, zarządzający z Paleo Leon cytowany przez agencję Reuters.

Także na Wall Street spółki IT znalazły się pod presją sprzedających. Notowania Palantira spadły o ponad 4%, Salesforce został przeceniony o przeszło 6%, a ServiceNow o blisko 10%. Sekto IT najbardziej ciążył Nasdaqowi, który zaliczył spadek o 0,72%. Mogło być jednak znacznie gorzej, bo na początku sesji Nasdaq zniżkował nawet o 2,5%. Ale potem zaczął odrabiać straty i ostatecznie zaliczył dopiero trzecią najgorszą sesję w tym roku (po -2,4% 20 stycznia oraz -1% 14 stycznia).
Prawie całe początkowe straty wymazał za to S&P500, który finalnie oddał ledwie 0,13%, choć w pierwszej części sesji zniżkował nawet o 1,5%. Dow Jones nawet zdołał wyjść na symboliczny plus, zyskując 0,11% i utrzymując się powyżej 49 tysięcy punktów.
3,5% pod kreską dzień zakończyły walory Tesli, która również pochwaliła się wynikami kwartalnymi po zakończeniu środowej sesji. Mimo kolejnych szumnych zapowiedzi Elona Muska producent samochodów na baterię powoli wypada z łask inwestorów. Tak chyba należy odczytać negatywną reakcję na nie najlepsze wyniki kwartalne i zapowiedzi „pójścia w robotykę”. Inwestorzy słyszą to od blisko dwóch lat i póki co niewiele z tego wynika.
Po zielonej stronie rynku znalazł się sektor energetyczny, któremu sprzyjały rosnące ceny ropy naftowej. „Czarne złoto” w czwartek podrożało o kolejne 3%, a cena baryłki ropy Brent po raz pierwszy od 4 miesięcy sięgnęła 70 dolarów. Tylko przez ostatnie trzy tygodnie ropa poszła w górę o ok. 10 USD na baryłce.
Turbulentnie było na rynkach metali szlachetnych, gdzie w ostatnich dniach zmienność zaczyna przybierać standardy kryptowalutowe. Kurs złota najpierw podskoczył o blisko 300 USD/oz. zbliżając się do 5600 USD/oz., by następnie w niespełna godzinę spaść poniżej 5200 USD/oz. i później ponownie wzrosnąć do 5420 USD/oz. Jeszcze większe procentowe skoki obserwowano na rynku srebra, które przebyło drogę od 114 USD/oz. przez prawie 122 USD/oz, by następnie zaliczyć zajazd do niespełna 108 USD/oz. i kończyć dzień blisko poziomu 116 USD/oz.
KK





























































